M jak Muzeum

28/10/2011

Dwie dyrekcje

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 09:02
Tags: , , , , , ,

Nie wszystko jest tak, jak było. To znaczy za Piotrowskiego. Owszem, różni ludzie się wściekają na głupotę naszych pań  (bardziej elegancko nazywamy to niekompetencją), ale są i tacy, którzy odnaleźli swoje miejsce w szeregu. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie jest to transakcja bezinteresowna, ale nie wiem tego na pewno, bo i skąd – więc pozostaje mi tylko obserwować to, co się dzieje… ze smutkiem. No bo nie ma wolności bez solidarności. Piotrowski (z niewielkimi wyjątkami) nie potrafił sprawić, żebyśmy zaczęli współpracować i zdradzać siebie nawzajem. NORO nie jest li tylko i wyłącznie kwestią odgórnych regulacji, to także nasza zgoda na to, co się dzieje. Plan wystaw to także nie jest kwestia przypadku. Nie sądzę, żeby powstał metodą szantażu, a przymusu bezpośredniego jeszcze u nas nie ma. Piotrowski miał również tę miłą zaletę, że nie posługiwał się donosami. Wtedy uważałam to za coś normalnego, a teraz postrzegam to jako coś wyjątkowo pozytywnego.

Teraz o niekompetencji. Ja się domyślam, jak to jest. NND (drugie N oznacza Niedouczona) nie ma pojęcia o różnych sprawach i wstydzi się zapytać. Nie zdaje sobie sprawy, że np. taka edukacja to jest cała rozbudowana gałąź wiedzy i że nie robi się tego bez fachowego przygotowania. Podobnie sprawa wygląda jeśli chodzi o strony internetowe i bazę danych. To że nasza DOK (Dyrekcja Oględnie mówiąc mało Kontaktowa) zna jednego faceta (Sebastiana, Romualda, względnie Damiana), który coś kiedyś słyszał o stronach internetowych, to nie znaczy, że musimy go od razu zatrudnić i wysłuchiwać różnych bzdur, które mu ślina na język przyniesie. Na każdym polu pojawiają się w Muzeum pseudospecjaliści, jacyś krewni i znajomi królika, którzy na czymś tam się znają. Ja też się znam, na ślimakach. Wiem, jak wyglądają winniczki. Ale nie podjęłabym się pracy u cioci w ZOO… bo nie jestem malakologiem.  Ja wiem, że to boli i że NND (tym razem drugie N oznacza Niekompetentna albo do niczego Niepodobna) cierpi ilekroć wychodzi na jaw, że ktokolwiek z nas coś tutaj umie, bo to przecież jest sprzeczne z założeniami, że jesteśmy głupi.

Nie mogę się powstrzymać, żeby nie powtórzyć: Muzeum jest Naszym Wspólnym Domem.  WSZYSCY jesteśmy za nie odpowiedzialni. Bo potem to my będziemy się wstydzili tego, na co teraz tak łatwo się godzimy…

KONFaCELA

25/10/2011

Bitwa 2012

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:45
Tags: , , , , , , , , ,

To będzie pozytywny wpis. Naprawdę. Oczywiście chodzi o Bitwę pod Grunwaldem. Obecny sukces,  paradoksalnie, zawdzięczamy Piotrowskiemu, który – przejechał się na tejże Bitwie – próbując ją wypożyczyć do Berlina. Efektem tego wszystkiego była decyzja o konserwacji Bitwy. Jest to przedsięwziecie widowiskowe, budzące powszechną ciekawość głównie z racji sensacyjnej historii (Lorentz wywożący Bitwę pod bobmbami furmanką w 1939), z racji wymiarów tego dzieła i związanych z tym różnego rodzaju problemów.  Na całym świecie muzea pokazują konserwację in tractu, pokazują swoje zaplecze, jak to wszystko wygląda od kuchni. Na PKO BP zawisł znakomity baner z Bitwą z  naszym altreksem i zdjęciami konserwatorów. W telewizji wystąpiła dyrekcja kontaktowa, potargana niczym młoda dziewczyna, bredząc coś o nowym obrazie sztuki polskiej, który mielibyśmy zaproponować naszym widzom z okazji EURO 2012. Potem nasza rzeczniczka powiedziała o „pobudzającym” działaniu Bitwy i porównała je do piłki nożnej. Ponieważ wpis ma być pozytywny, więc nie będę komentowała.

Teraz krótko o solidarności. Nie ma wolności bez solidarności. Nie tylko nie da rady przeczekać tego całego balaganu z glową pod stołem, usprawiedliwiając swoje milczenie tym, że  nie we mnie biją. Rozumiem, ze nie wszyscy jeszcze dostali po głowie i póki co niektórzym wydaje się, że jakoś to będzie. Miało być pozytywnie, ale nie mogę inaczej – nie będzie jakoś,  jak już szanowni państwo wyjmą te swoje głowy z piasku czy też spod stołu, będzie za późno. Na bitwę i na wszystko inne.

KONFACELA

23/10/2011

Muzeum jest naszym Wspólnym Domem

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:55
Tags: , , , , , , ,

W Krakowie Muzeum Narodowe otworzyło wystawę Turnera, a w Warszawie Muzeum Narodowe otworzyło w Królikarni wystawę eduKacyjną. Myślę, że każdy dom kultury w Polsce mógłby być z niej naprawdę dumny! Jako następny proponuję jakiś miły pokaz mody wiosennej, a potem wystawę pt. Dziewice, zakonnice i single. A potem Szminką malowane czy coś w tym rodzaju… K®ólikarnia jest na szczęście oddalona od głównych ciągów kulturalnych, więc wielkiego wstydu nie będzie, nie mówiąc o programie edukacyjnym, który na pewno będzie bardzo ciekawy i jeszcze nie daj Boże dostanie jakąś nagrodę… Poza tym Królikarnię mają nam w końcu zabrać i wtedy problem sam się rozwiąże…

A jeśli już mowa o rozwiązywaniu problemów… Jeśli nie będziemy ze sobą rozmawiać, zginiemy. Ja rozumiem, że każdy z nas ma swoje poletko, jakieś miniatury albo inne posążki, którymi zajmuje się nadzwyczaj kompetentnie i z wielkim oddaniem. Prowadzi międzynarodową korespondencję z jakimiś specjalistami od tychże posążków w jakimś Berlinie czy Neapolu, pisze jakieś artykuły itd.  Sęk w tym, że brakuje nam spojrzenia z góry, ogarniającego szerszy kontekst. Bo może tak się zdarzyć, że nagle zostaniemy pozbawieni możliwości kultywowania naszej wiedzy i dopiero będzie przykro. Niech różne tajemnicze posunięcia dyrekcji nie będą tajemnicą, nie pozwólcie sobie zmywać głowy i potem płakać w kącie, o tym wszystkim trzeba mówić. W razie potrzeby produkować jakieś pismo. Nie wygląda na to, żeby komukolwiek z nas udało się przeczekać to, co się dzieje, z głową schowaną pod stołem… Różne idiotyczne zarządzenia (prawo autorskie…) dotyczą nas albo będą dotyczyły osobiście i dobrze byłoby wiedzieć, o co w nich chodzi. Czytajmy, rozmawiajmy ze sobą, porozumiewajmy się ze sobą. Muzeum jest naszym Wspólnym Domem, co więcej wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za tę nieszczęsną instytucję, od kuratorów do najmłodszego asystenta. Ja wiem, że to jest wezwanie z poprzedniej epoki, ale świadomość społeczna jest bardzo ważna w walce z wrogiem klasowym czyli NWD (Naszą całkiem Wyzbytą poczucia przyzwoitości Dyrekcją).

KONFACELA

21/10/2011

EduKacja czyli kilka liczb

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 09:03

W Królikarni w najbliższy piątek otwiera się następczyni małpek i piesków czyli wystawa EduKacyjna. To znakomite przedsięwzięcie liczy sobie 5 komisarzy (!), 2 scenografów (!!) i 30 obiektów (!!!). W zasadzie mogłoby być odwrotnie, tzn. 30 komisarzy i 5 obiektów albo 300 obiektów (do zmieszczenia na górze w Królikarni) i 2 panie do pilnowania (w ramach oszczędności). Ciekawość bierze, ile też pań dyrektorek będzie otwierało tę wystawę… Nie chcę myśleć, na ile opiewał kosztorys i co w nim było…

A jeśli już mowa o eduKacji. Swego czasu, akurat kiedy nasza DOK (Dyrekcja od Kotletów albo od Kontaktów) znalazła sobie jakąś Miśkę, która miała układać program edukacyjny dla Konesera, nasz dział oświatowy dostał niestety jakąś ważną nagrodę. To bolało, jak mówi pewien głodny facet w reklamie batoników. Bolało do tego stopnia, że pani dyrektor wystosowała protest przeciwko tejże nagrodzie, bo jakim prawem miasto nagradza nasz dział oświatowy? No jakim prawem?!… Dyrekcja już dawno temu ustaliła, że niczego nie umiemy, na niczym się nie znamy, więc skąd ta nagroda? Tego rodzaju wydarzenia burzą wewnętrzny spokój naszej dyrekcji, powodując niemiłe sensacje żołądkowe.

Z innych nowin – podobno mamy już nowego dyrektora ds. naukowych, o czym przewodnicząca KK (Kolegium Kuratorów) dowiedziała się na poniedziałkowym spotkaniu zupełnym przypadkiem, jak to zwykle u nas. Jest to kolejny specjalista od sztuki współczesnej, co w świetle naszych ostatnich doświadczeń nie rokuje najlepiej…             Przewodnicząca KK dowiedziała się również od naszego Jacka, że NORO został jednogłośnie zaakceptowany przez radę powierniczą, która uznała widać trafność argumentów Piotrowskiego, że im większe działy, tym łatwiej nimi zarządzać. To bzdura, ale ci ludzie mają nas w nosie i tak naprawdę marzą jedynie o tym, żeby był spokój i żeby znowu nie wyszli na durniów…

I jeszcze na zakończenie parę liczb:

Ilość wicedyrektorów w Muzeum Narodowym w Warszawie: 4, a wkrótce będzie 5

Średnia wieku naszej dyrekcji:  Jesli gdzieś się nie pomyliłam, to wyszło mi 59 lat. Już widzę, jak nasze panie nerwowo obliczają, dodają i dzielą…

Wiek, do kórego uznaje się muzaelników za młodych: 35

KONFACELA

18/10/2011

Prawo buszu i co kto ma w głowie

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:17
Tags: , , , , , , ,

Dzisiaj będzie na temat innych muzeów. To znaczy mniejszych, bo my jesteśmy najwięksi w Polsce. Proszę bez uwag, że nazgarnialiśmy z różnych miejsc po wojnie, bo to były inne czasy i w ogóle to było ponad 60 lat temu. Poza tym mogłoby tak być, że gdybyśmy nie nazgarniali, to by tego dzisiaj nie było. Jesteśmy najwięksi i – wyznaczamy pewne trendy (nic nie ujmując pozostałym muzeom narodowym czyli Krakowowi, Wrocławiowi, Poznaniowi i Gdańskowi). Ba, wyznaczamy standardy etyczne (tzn. dyrekcja wkrótce nam powie, co jest etyczne, a co nie, na razie nie wiadomo. Czekamy z niecierpliwością).

Dlatego problem obciążania innych muzeów opłatami za pakowanie i robienie opinii konserwatorskich doprowadza mnie do pasji. W ustawie o muzeach jest wyraźnie powiedziane, że NIE WOLNO POBIERAĆ OPŁAT ZA WYPOŻYCZENIA. Wolno wziąć za nową ramę albo passe-partout. Bo to jest dobro trwałe, rama zostanie na długie lata, podobnie jak specjalna skrzynia do transportu ceramiki. Ale opinię konserwatorską nasi konserwatorzy wykonują w ramach obowiązków służbowych. Nasza grupa techniczna pakuje w ramach obowiązków służbowych. Nasze inwentarze wystawiają protokoły w ramach obowiązków służbowych. To oznacza, że podatnik płaci za te czynności w ramach naszych pensji. Jeśli inne muzeum musi zapłacić za zrobienie opinii i pakowanie, to ten podatnik płaci po raz drugi, bo to inne muzeum też jest utrzymywane z pieniędzy podatnika. Jeśli nawet gdzieś na świecie Jack czyli przewodniczący tego czegoś, co się nazywa rada powiernicza pobiera jakieś opłaty to jego sprawa, on jest w Anglii, a my w Polsce i obowiązuje nas INNE prawo.

Kiedy mówiliśmy o tym pani dyrektor głównej, i o tym że duże muzea odpłacą nam tym samym albo innym, odpowiedziała kompletnie bez sensu, że, cytuję: takie jest prawo buszu. Rozumiem, że pani dyrektor ma obecnie w głowie wyłącznie gipsokarton, płytę MDF, płytę wiórową i sklejkę, ale kiedyś będziemy robili wystawy i wtedy my dostaniemy po naszych głowach, w których jest coś więcej niż tylko siano i materiały budowlane.

Na ostatnim spotkaniu w Wilanowie, o którym z taką powściągliwością wspomniano na kolegium pracowników – nie mówiono wyłącznie o wskaźnikach, tylko o tym, że nasze Muzeum pozwala sobie na za wiele w stosunku do innych. I że jest to niezgodne z zasadami. NWDN (czyli Nasza Wspaniała Dyrektor Naczelna) broniła się gwałtownie i niegrzecznie, twierdząc, że nie możemy robić za innych (wzrusza mnie jej troska o nas). Ale nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł za nas robić coś przy naszych obiektach.

Reforma, powtórzę, nie polega na wprowadzeniu NORO (pierwsza litera O oznacza Obłąkany). Nie polega również na pobieraniu opłat za robienie opinii konserwatorskich.

KONFACELA

15/10/2011

Chcemy życia w dobrobycie

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:08
Tags: , , , , , ,

Ponieważ mamy DOK czyli Dyrekcję od Komunikacji, można by podejrzewać, że porozumiewamy się znakomicie. Albo nawet jeszcze lepiej. Niestety. Dyrekcja od Komunikacji koncentruje się na zatrudnianiu krewnych i znajomych królika, a pozostałe składowe NWD (Naszej Wspaniałej Dyreeekcji) koncentrują się na snuciu intryg. W każdym razie panie konsekwentnie odmawiają rozmawiania z kimkolwiek, z Kolegium Kuratorów włącznie, mimo naiwnie ponawianych zaproszeń. Równie konsekwentnie migają się, jeśli chodzi o podpisywanie wniosków pracowników, odsyłając jedna do drugiej i na odwrót. Może się mylę, ale nie sądzę, żeby to była wyłącznie wina sekretariatu. Zwalniając w lipcu kilkoro kuratorów nasze panie dały podobno słowo honoru (O, Misiabela!), że zatrudnią te osoby na umowę zlecenie. Do pierwszego listopada zostało równo dwa tygodnie, czyżby bawiło je trzymanie ludzi w niepewności? Rozumiem, że to musi być przyjemne… chociaż osobiście znam inne przyjemności. Rozumiem też, że panie uznały, „nadejdzie jednak dzień zapłaty, sędziami wówczas będziem my!” (To „Czerwony Sztandar”, gdyby ktoś zapomniał, pieśń rewolucyjna rodem z poprzedniej epoki). Nie jestem naiwna. Wystarczy na to spojrzeć z drugiej strony. NWD odgrywa się na nas za to, że kuratorzy śmieli napisać ów list krytykujący zmiany w NORO (czyli w regulaminie). Dla nich to jest oczywiste. Z ich chorego punktu widzenia zrobiliśmy im świństwo, ponieważ ośmieliliśmy się je skrytykować. Z tym większa przyjemnością nam teraz będą dokuczać. Bo mogą.

A jeśli już jesteśmy przy tematach lewicowych… Czy nie zauważyliście naszych pań w dzisiejszym Marszu Oburzonych? Młodzież na całym świecie buntuje się przeciwko wyzyskowi i dyktatowi banków… Nie zdziwiłabym się, gdyby nasze panie wzięły udział w marszu, w końcu kochają bratać się z młodymi! (Duchu kochany, czy nie natrafiłeś na jakieś ciekawe zdjęcia?). Osobiście doradzałabym transparent „Chcemy życia w dobrobycie” (przypominam, że pracownicy Muzeum nie dostali od trzech lat waloryzacji, nie mówiąc o podwyżkach i awansach). U naszych pań przekonania (lewicowe?) zawsze mijały się postępowaniem na co dzień (co będzie jak wzrośnie płaca minimalna?). A oszczędności zawsze dotyczyły innych (zwalniamy starszych kuratorów, za to zatrudniamy nowe osoby w Królikarni). Jak to było na jednym z transparentów… Sprzeniewierzacie naszą przyszłość, drogie panie!

I tradycyjnie na koniec: wprowadzenie NORO nie jest żadną reformą. To tak tylko dla przypomnienia.

KONFACELA

13/10/2011

Reforma po raz drugi

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 22:43
Tags: , , , , , , ,

Tym razem będzie o tzw. reformie. Piszę o tym zdopingowana tekstem nt. kandydatów na stanowisko przyszłego ministra kultury w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, dalej GW. Na pierwszym miejscu jest tam wymieniona nasza pani dyrektor od kontaktów (chyba elektrycznych), albo komunikacji (miejskiej?). O, Misiabela! Na dalszym, nieodległym miejscu nasza letargiczna dyrektor naczelna. Co mnie jednak doprowadziło do pasji, to wzmianka, że pani przeprowadza u nas reformy, których nie potrafił wprowadzić jej poprzednik – mężczyzna.

Po pierwsze przeforsowanie NORO (przypominam nieustająco Naszego Obłąkanego Regulaminu Organizacyjnego) nie jest żadną reformą.

Powtórzę: przeforsowanie tego całego regulaminu nie jest żadną reformą. Mogę jeszcze raz powtórzyć, co mi szkodzi, papier jest cierpliwy, komputer jest cierpliwszy od papieru, a co dopiero mówic o sieci: PRZEFORSOWANIE REGULAMINU NIE JEST ŻADNĄ REFORMĄ.

Jest głupią, złośliwą manipulacją obliczoną na skłócenie pracowników. Skopiowaną niemal żywcem z pomysłów Piotrowskiego. Niezgodną z podstawową wiedzą z naszej szlachetnej dziedziny, bo jak świat światem zawsze sztuka średniowieczna i nowożytna to były osobne działy, osobne katedry na uniwersytecie, osobne zakłady w instytutach naukowych i osobne galerie w muzeum. Działy malarstwa i papierowe od wieków działały niezależnie, głównie ze względów konserwatorskich. Powtórzę: Ta głupia i złośliwa manipulacja nie jest żadną reformą.

Wiem jak działa GW – podobnie jak wszystkie inne gazety w naszym pięknym kraju trzyma się pewnej linii programowej. Dla Pawłowskiego (autora w/w artykułu)  nasza pani dyrektor jest silną kobietą (nie rozśmieszajcie mnie, proszę!), która wprowadza reformy – i jemu to mu pasuje. Nie ma pojęcia o jakie reformy chodzi, ale mu pasuje.

Chyba znowu przyszła pora, żeby powtórzyć: PRZEFORSOWANIE REGULAMINU NIE JEST ŻADNĄ REFORMĄ.

Poza tym, jak już pisałam, MUZEUM ZOSTAŁO ZREFORMOWANE W POPRZEDNIEJ EPOCE, tzn. za Ruszczyca i Folgi. Jeśli nie wierzycie, poczytajcie sobie książkę naszego audytora. Nie mówię o różnych jego zdumiewających pomysłach na komunikację, bo skadinąd wiadomo, że reforma, którą wymyślił na potrzeby Muzeum w Kielcach była opracowana z złożeniem, że dyrektor zarządza instytucją, nie bedąc osobiście na miejscu, że dojeżdża prawie 100 km do pracy.

Oczywiście zawsze w każdej instytucji znajdzie się coś, co można ulepszyć. Jesli chodzi o mnie, proponowałabym jakieś ulepszenia w sekretariacie naszej silnej pani dyrektor. Po pierwsze, nawet jeśli NWD przychodzi później do pracy, to sekretariat powinien normalnie pracować od 8 do 16. Po drugie, jak wiadomo jesteśmy bogaci, no to ja nie wiem, może jakieś kursy dla sekretarek, one tam się uczą, jak się ubierać (chyba jednak kostiumik i czółenka, nie krótkie spodenki), co odpowiadać przez telefon i jak panować nad korespondencją…

KONFACELA

11/10/2011

Letarg jako forma przetrwania

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 22:13

Tym razem będzie o letargu naczelnej pani dyrektor. Ilekroć mijamy się na korytarzu, odnoszę wrażenie, że pani nie wie, na jakim świecie żyje. To znaczy cierpi na jakiś rodzaj alienacji połączonej z wycofaniem, co wyraża się między innymi w mowie ciała – chodzi skulona, z pochyloną głową, często z zaplecionymi dłońmi. Czasem podnosi wzrok i rozgląda się trwożnie dookoła… Summa summarum wygląda jakby się bała, że ktoś jej przyłoży. A jest to dyrektor naczelny wielkiej państwowej instytucji… Praktycznie rzecz biorąc wszystkie kwestie praktyczne spoczywają na barkach WW czyli Wiernych Współpracowniczek, które na nasze nieszczęście nie mają pojęcia, na czym polega praca w muzeum i o co w tym wszystkim chodzi. Nigdy do tej pory nie mieliśmy w dyrekcji tylu osób bez wykształcenia kierunkowego – którym coś się z grubsza wydaje… Niestety nasza wycofana dyrektor naczelna rzadko kiedy budzi się ze swojego letargu i wtedy – zdarza jej się mówić do rzeczy – problem polega na tym, że jej decyzje są niemal natychmiast anulowane przez jej współpracowniczki i nie wiadomo, co robić. Bardzo często panie bawią się w dobrego i złego policjanta – jedna się sroży i gniewa, a druga łagodzi, a potem na odwrót. Jak jedna wyzywa i zmywa głowę, druga mówi, że wszystko będzie dobrze. Kiedy jednej odbija, druga jest wcieleniem zdrowego rozsądku… Podobno panie latami uprawiały ten rodzaj działalności u nas w Zachęcie, jaka szkoda, że dopiero teraz się o tym dowiadujemy…

DIAGNOZA: Zespół zaburzeń poczucia własnej wartości, troskliwie pielęgnowane poczucie krzywdy, potrzeba władzy połączona z rywalizacją bez rozwiniętych kluczowych kompetencji… nie mówiąc o braku szacunku dla innych, będącego podstawą dobrego wychowania…

SMUTNA KONKLUZJA: Wróćmy na chwilę do mowy ciała – widać, że pani dyrektor się boi (być może tego, że zostanie w końcu zdemaskowana), a jak wiadomo pies, który się boi (można to poznać po tym, że patrzy spode łba, ma opuszczony ogon i cicho powarkuje) –  na pewno ugryzie.

KONFACELA

Rada nierada

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 08:02
Tags: , , , , , , , , , , , ,

Właściwie nadal nie wiadomo, jak wyglądało posiedzenie naszej Rady Powierniczej. W komunikacie z porannego spotkania podano, że rada zaakceptowała NORO (Nasz Obłąkany Regulamin Organizacyjny). No cóż, oczywiście trudno mi w to uwierzyć, nie mówiąc o zaakceptowaniu, ale mam głęboką świadomość, że rada ma nas głęboko w nosie, więc właściwie dlaczego by nie? Wiadomo za to, że regulamin był na posiedzeniu rady szeroko i gwałtownie dyskutowany. I że poza nim niewiele było do dyskutowania, bo NWD była nieprzygotowana do zmierzenia się z kolegami z rady. Nie przedstawiono żadnych sprawozdań z działalności reformatorskiej, ani żadnych laurek, ale sądząc po bałaganie jaki panuje, przynajmniej jeśli chodzi o remont, NWD sama nie wie, co się dzieje i co jeszcze pozostało do zdemolowania…

Tu uwaga zasadnicza: Reforma jako taka to nie jest żadna wartość dodatnia. Reforma musi mieć sens i przede wszystkim musi być potrzebna. Nie wątpię, że powinno się zreformować kolej, nową maturę (to znaczy powrócić do starej), nie mówiąc o systemie refundacji leków. Ale Muzeum Narodowe ZOSTAŁO ZREFROMOWANE w latach 90. przez Folgę i była to reforma kompleksowa, przeprowadzona bez fajerwerków, metodą prób i błędów i to wszystko, o czym się teraz czasem przebąkuje, a to że do wystaw powinni być sponsorzy, a że musi być program edukacyjny do wystawy, że katalog i folderek do wystawy, że plan wystaw powinien być znany na kilka lat naprzód – TO WSZYSTKO JUŻ BYŁO. Powtórzę: Muzeum zostało już zreformowane, co nie znaczy przekształcone – bo nie ma powodu żeby zmieniać muzeum sztuki typu encyklopedycznego w muzeum krytyczne albo narracyjne albo interaktywne czy co tam kto chce. Reforma nie polega  na tym, żebyśmy nagle przekształcili się w smoka z trzema głowami, tylko żebyśmy robili ładne duże wystawy i wpisywali do mony. I żebyśmy od czasu do czasu kupowali nowe rzeczy do zbiorów.

Na czym nie polega reforma: na zatrudnianiu swoich czyli różnych Misiek i Teciek do tego, co pracownicy zrobią dużo lepiej. Na niszczeniu dorobku poprzedników. Na znęcaniu się nad pracownikami, co w nowoczesnym języku nazywa się mobbingiem.

Tu mała uwaga, niezasadnicza, ale nie mogę się oprzeć: To nie my zaczęliśmy tę wojnę. Nikt tutaj nie chciał nowego konfliktu, szczególnie po tym, co przeszliśmy z Piotrowskim. W ogóle większość z nas wiązała pewne nadzieje z nową dyrekcją… No ale już nie wiąże, a jeśli to ciągle są jakieś nadzieje, to dotyczą czego innego…

Do problemu reformy wrócę niebawem.

I jeszcze tylko na zakończenie historyjka z mrocznych podziemi: któregoś dnia NWD musiała opuścić swoje jasne komnatki i zapuściła się na poziom -1 czyli poziom ryby… I nagle ją olśniło, że jest tam pełno niewykorzystanego miejsca i że można tam poprzenosić wszystkie te zbiory. Co tam wilgotność sięgająca 70%, kogo to obchodzi! Co tam zbiory biblioteki (po co tym nieukom jakieś katalogi), co tam porcelana… I nagle – dyrekcja naczelna musiała na chwilę obudzić się z letargu, co jej się zdarza raz na jakiś czas – i dotarło do niej, że to zły pomysł. Podobnie jak wieszanie grafik tuż nad listwą przypodłogową, nie mówiąc o kuciu ścian w sąsiedztwie Grunwaldu…

Do problemu letargu dyrekcji też wrócę wkrótce.

KONFACELA

06/10/2011

Muzeum zapłaci…

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 23:18

Trąf, trąf, Misiabela, ponieważ nic mi nie wiadomo, jak tam  rada powiernicza – tym razem historyjka o naszym dziale inwentarzy… Piotrowski mianował  głównego inwentaryzatora vice-dyrektorem, chcąc zapewnić sobie święty spokój… co w praktyce oznaczało, że wszyscy zostali pogonieni do wpisywania do mony i do robienia kolejnych skontrów. Nasze panie mają monę w odwłoku, a ponieważ nie mogą nic uszczknąć z pieniędzy na kulturę+, więc robią obstrukcje wszędzie tam, gdzie to możliwe. Świadczy o tym historia zerwanej współpracy z jedną z dwóch kancelarii prawnych, które oferowały nam pewną ilość godzin swojej pracy w zamian za reklamę. Na uwagę, że kilka aktualnie się toczących spraw w sądzie wymaga obecności adwokata i że zatrudnienie kogo innego będzie kosztowało, NPPD (Nasza Pomylona Pani Dyrektor) oznajmiła, że w takim razie muzeum zapłaci. Jesteśmy BOGACI!

Chyba nie muszę mówić, że nasze sądy generalnie postrzegają nas jako spadkobierców poprzedniego ustroju i często są skłonne oddać wszystko byłym właścicielom. Ci właściciele niekoniecznie chcą zabrać wszystko, a adwokat jest po to, żeby prowadził pertraktacje i układał się w imieniu muzeum…

Ciekawe, co na to nasz kodeks etyczny?

A propos kodeksu, oczywiście został ułożony przez dyrekcję i tak jak podejrzewałam, zajmuje się głównie nami, pracownikami, a konkretnie naszym stosunkiem do dyrekcji. Zasada (i jest to zasada nr 1) jest znana od wieków:

1.       Dyrekcja ma zawsze rację.

2.       Jeśli z jakiegoś powodu dyrekcja nie ma racji, patrz punkt 1.

Jakie to proste!

Na zakończenie uwaga techniczna: zamieszczanie komentarzy na tym blogu nie wymaga zakładania konta i logowania się dokądkolwiek i jest proste, łatwe i przyjemne

KONFACELA

Następna strona »

Blog na WordPress.com.