M jak Muzeum

29/11/2011

Zarządzanie wspomagane

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 23:27

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że naszym największym ryzykiem jest dalsze pozostawanie na stanowisku obu tych pań… Jakoś do tej pory do mnie nie docierało, jak szeroki zakres przybrały w naszym muzeum prace remontowe… mamy remont na polskim, na włoskim, na galerii sztuki współczesnej… Wszystko naraz! Jak te ŚS (czytaj Świetne Specjalistki, zamiast Świetne może być również Świrnięte, było kiedyś takie słowo) wyobrażają sobie skończenie tego wszystkiego przed 20 maja przyszłego roku?? No i te wszystkie okna… już raz mieliśmy firmę, która koniecznie chciała wymieniać wszystkie okna jak leci – bo to była firma od okien i tak mi się wydaje, że ta firma znowu się do nas zakradła tylnymi drzwiami (albo oknami)… Ale to drobiazg…
Niestety nasza pani dyrektor w najmniejszym stopniu nie przejęła się listem pracowników w obronie kurator sztuki współczesnej…  która dostała dzisiaj wypowiedzenie. Pani dyrektor pewnie pochlebia sobie, że jeszcze nigdy nie ustąpiła z raz obranej drogi i że nie zmienia swoich decyzji, co? Ach, jacy jesteśmy twardzi i bezkompromisowi… Ach jacy dzielni… Jakie to smutne…
Nie pisałam do tej pory o innych osobach zwolnionych razem z kurator sztuki nowoczesnej, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w jej przypadku chodziło o jakąś osobistą urazę, a w pozostałych, jak się dzisiaj dowiedziałam, była to kwestia donosu. Skądinąd mi wiadomo, że szczególnie pani zastępniczka zawsze zachęcała do pisania notatek służbowych, które miałyby „wspomagać proces zarządzania”. No cóż, jest wspomaganie (kierownicy) i wspomaganie…
KOnFACELA

Reklamy

27/11/2011

Ryzykowne zarządzenie nr 25

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 23:42

Zarządzenie nr 25 wydane przed niespełna tygodniem przez NOD (O w środku oznacza niezmiennie Obłąkaną) przede wszystkim budzi ciekawość, ile i komu zapłaciliśmy za ten wstrząsający dokument? Kto wykonał ten śliczny kolorowy rysuneczek pt. Schemat kontroli zarządczej? Nie mogę się oprzeć porównaniu z golarką elektryczną, widzianą od strony ostrzy… Ostrza są trzy. Najbardziej podoba mi się samokontrola (na szczycie rysuneczku). Okazuje się, że w przypadku ujawnienia nieprawidłowości pracownik dokonujący samokontroli powinien donieść na samego siebie (kiedyś to się nazywało: przyznać do błędu), przy czym jego przełożony powinien „niezwłocznie podjąć decyzję w sprawie dalszego toku postępowania w odniesieniu do ujawnionych nieprawidłowości”. No cóż, i tak powinnismy być wdzięczni, że nasi przełożeni mieliby decydować w sprawie dalszego toku nie w stosunku do nas, tylko do nieprawidłowości. Drżyjcie, o nieprawidłowości! Dalej mamy zarządzanie ryzykiem i tam jest taki żółciutki arkusik dotyczacy samooceny systemu kontroli zarządczej. Kompletnie nie rozumiem, jak coś takiego, ewidentnie skopiowanego żywcem z jakichś podobnych dokumentów z wielkich korporacji może w ogóle dotyczyć takiej instytucji jak nasza? Jakie szkolenia można zaproponować naszym pracownikom merytorycznym? Staż w V&A? Otwarcie przewodu doktorskiego? To kosztowne zajęcie, podobnie jak studia podyplomowe z zakresu muzealnictwa, względnie studia kuratorskie…
Najlepsze jest na końcu, w tabelkach. Szczególnie jedna jest warta naszej uwagi, ponieważ dotyczy GiZ (ten skrót nie oznacza Głupota i Zboczenie, ani Gry i Zabawy, tylko Galerie i Zbiory). I tam w rubryce „CZYNNIKI RYZYKA” występuje jak byk: „Upowszechnianie i promocja kultury polskiej”. A co z kulturą obcą? Ale to drobiazg, nie czepiajmy się. Dalej mamy rubrykę „PROCESY WYMAGAJĄCE NADZORU”, a w niej: „Rozwój i upowszechnianie kultury poprzez działania edukacyjne”. Może ja się mylę, ale ktoś tu się powtarza. I w ostatniej rubryczce mamy „RYZYKO OPERACYJNE”. Ponieważ nie dam rady dłużej cytować tych bzdur, więc postaram się to przetłumaczyć na normalny język. Są to: brak pieniędzy i niekompletność zbiorów. Ale pod jakim względem, temtycznym! To mi pachnie naszym ex i jego poszukiwaniami obrazków na zadany temat. W tym sensie, że on ma ideę (wykluczenia takich czy innych mniejszości, nie mówiąc o wystawach typu koń w sztuce albo Wielbłąd dwugarbny na tle wsi polskiej w XVII wieku w sztuce krajów arabskich… patrz słowa kluczowe w monie). Ale wrócmy do naszego ryzyka: dalej jest mowa  o braku przepisów dotyczących obiektów przejetych przez państwo po 45 roku, tu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nawet jeśli nie ma takich przepisów, to zrywanie w tej sytuacji współpracy z renomowanymi kancelariami prawnymi jest działaniem na szkodę muzeum. Dalej – tekst się urywa (niechlujstwo), więc przejdziemy króciutko do kolejnej kategorii ryzyka czyli konserwacji. Dla naszej konserwacji ku mojemu zdumieniu czynnikami ryzyka jest działalność wystawiennicza, a procesem wymagającym nadzoru jest „rozwój i upowszechnianie kultury polskiej przez dzialalność wystawienniczą”. Ludzie, chyba komuś coś się tutaj… pomyliło. Delikatnie mówiąc.

KONfACELA

23/11/2011

Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 23:48

Tak podejrzewałam, że nasz nowy kodeks etyczny przysporzy nam wiele czystej radości – szczególnie te kawałki na końcu, miedzy innymi dotyczące muzealnego dress code, osobiście proponuję kostiumiki za kolano i kolorowe apaszki jak w supermarkecie. Na tym tle NOD (środkowe O znaczy Obłąkana) będzie się wyróżniać swobodą i oryginalnością stroju… Moim ulubionym strojem naszej pani zastępniczki zawsze było mini z kozaczkami… a na drugim miejscu kombinezonik a’la polski hydraulik z elementami odblaskowymi…

Ale nie mogę się koncentrować na naszych dwóch różach, kiedy płona lasy. Wczoraj nasza pani dyrektor dostała kolejny list z prośbą o niezwalnianie kurator sztuki nowoczesnej. Podpisany przez sto parę osób – głównie przez pracowników merytorycznych, ale niewyłącznie. Czy nie jest to przekonywujący argument, że nie wszyscy uważają tak jak pani dyrektor? Że w muzeum istnieje głęboki, merytoryczny spór, że nie ma między nami komunikacji, tylko  tupanie nóżką w podłogę: ja chcę, ja chcę i mogę, więc tak zrobię!    Musze przyznać, że mam niejaka nadzieję, że cała ta historia przekona panią dyrektor, że POWINNA  z nami rozmawiać. Nawet jeśli NIE MUSI. Ale MOGŁABY. Doprawdy, byłoby miło…

Na koniec – nie wymyśliłam tego sama, ale uważam, że pomysł jest rewelacyjny. Wiem już, co moglibyśmy zrobić z Bitwą pod Grunwaldem. Mianowicie – zakopać! Już raz Lorentz zakopał Bitwę w jakimś cementowym dole – i przetrwała. Uważam, moglibyśmy ją znowu gdzieś zakopać i byłby spokój. Najlepiej owiniętą w folię bąbelkową. Powtarzam, że nie jest to mój pomysł, ale też jestem zdania, że byłoby to świetne rozwiązanie całej sprawy…

KONFACeLA

22/11/2011

Znowu Bitwa pod Grunwaldem

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 00:40
Tags: , , , , , , , , ,

Kiedy pomyślę, że ta nieszczęsna Bitwa mogła sobie spokojnie wisieć na ścianie przez następne kilkanaście lat… i nic by jej się nie działo, to mnie diabli biorą! Ale gdzie tam, trzeba było koniecznie zdjąć monstrum ze ściany i zacząć konserwować w złudnej nadziei wyjazdu do Niemiec… Nasza PPD (Pomylona Pani Dyrektor) na samym początku swojego pontyfikatu wypytywała pracowników, jak mogliśmy się zgodzić na wyjazd Bitwy dokądkolwiek… Tak jak to my byśmy o tym decydowali! Tak jakby do niej nie docierało, że to jej mistrz i poprzednik chciał koniecznie uszczęśliwić komisarza wystawy Drzwi w drzwi  – motywując to polską racją stanu! Żeby podkreślić swoje stanowisko pani dyrektor zapowiedziała surowo, że od tej pory Bitwa nigdy już nie opuści murów Muzeum – tak jakby to ona osobiście wybroniła Bitwę od wyjazdu!  Nie zmienia to faktu, że nagle Bitwa zaczęła jej zawadzać. Przyznaję, że jest to wyjątkowo duży obraz i  póki co leży i zajmuje całą podłogę, uniemożliwiając dalsze działania remontowe. Jemu też pewnie nienajlepiej robią te wszystkie wymiany okien w sąsiednich pomieszczeniach, całe to kucie i prucie ścian… Całe muzeum od strony hallu głównego pokrywa cienka warstwa białego pyłu… Nie zmienia to faktu, że nasza PPD (jest kilka możliwości odczytania dwóch pierwszych liter) musiała w końcu zajrzeć do kalendarzyka i dotarło do niej, że czas płynie i może tak się zdarzyć, że – nie zdążymy zarówno z Bitwą, jak i z remontem do maja przyszłego roku. Byłby skandal jak diabli. Już widzę nagłówki w gazetach, od Wyborczej poczynając, a na Dzienniku Polskim kończąc. O marnotrawieniu pieniędzy podatników, o kumoterstwie, nieudolności, niewydolności, niekompetencji i wielu innych. Przy tej okazji pojawi się wątek chybionych reform, nękania wybitnych specjalistów (powszechnie mówi się na to mobbing), odbijania sobie dawnych uraz na Bogu ducha winnych pracownikach… Pewnie dlatego pani dyrektor doszła do wniosku, że konserwacja SABOTUJE cały ten remont i specjalnie nie chce skończyć konserwowania monstrum, blokując dalsze rozwalanie wszystkiego naokoło… Poza tym konserwatorzy chcieliby, żeby Bitwa była odstawiona od sciany, co pozwalałoby na okresowe kontrole, ale na to nie chce zgodzić się nasz świetny projektant… a nie ulega watpliwości, że to on – i tylko on – tutaj decyduje… Tak czy inaczej pani dyrektor szuka sobie kozła ofiarnego na wypadek fiaska związanego z remontem…

Doskonale zdaję sobie sprawe, że wiele osób z zewnątrz postrzega Muzeum Narodowe w Warszawie jako zacofaną instytucją rodem z poprzedniej epoki, wymagającą gruntownych reform. No więc jutro będzie o pseudoreformach…

KoNFACELA

19/11/2011

Najważniejsza sprawa

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 14:59

Nigdy do tej pory nie zajmowałam się blogiem w sobotę. W końcu dla przeważajacej większości z nas jest to czas wolny od pracy. Ale… W ostatni czwartek delegacja kuratorów na czele z przewodniczacą wybrała się do pani dyrektor w sprawie zwolnienia kuratora zbiorów sztuki nowoczesnej. Dowiedzieli się, że oprócz powodów ekonomicznych były inne powody, które pani dyrektor pragnie zachować dla siebie. No to ja pytam, jakim prawem?! Jakie straszliwe winy – oprócz dwóch sybilii – mogą ciążyć na naszej koleżance? Cóz to za sąd nagły, za co ta zemsta i odpłata?! Co było przyczyną tej decyzji? Prawdę mówiąc, bardzo mnie ciekawiło, dlaczego zwolniono naszą kontaktową panią dyrektor – skąd ten tydzień wstecz i ten niegrzeczny ton, zwykle zarezerwowany dla nas, szeregowych pracowników , ale – ale mało mnie to obchodzi w porównaniu z przyczynami zwolnienia naszej koleżanki. Oprócz tajemniczych oskarżeń pani dyrektor raczyła zauważyć, ze skoro kurator zbiorów sztuki nowoczesnej jest taka świetna,  to znajdzie sobie pracę gdzie indziej. Nie mieści mi się w głowie, że ktoś, a szczególnie dyrektor takiej instytucji jak nasza, mógł powiedzieć coś takiego. Jak to się ma do jakiegokolwiek kodeksu etycznego, do savoir-vivre’u, do tej całej misji, którą mielibyśmy pełnić… Kim trzeba być, żeby coś takiego zrobić?!

Jest jeszcze parę innych, pomniejszych historii, chociażby ta związana z Grunwaldem, ale naprawdę nie chce mi się o tym pisać… Wbrew pozorom, to co się stało, jest w tej chwili sprawą najważniejszą… i nie do oddania.

KONfACELA

16/11/2011

Słuszna to zemsta i zapłata

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:02
Tags: , , , , , ,

Przyznaję, że jestem WSTRZĄŚNIĘTA. Ogłuszona. I nic, ale to nic, nie rozumiem. Zacznijmy od nagich, nieprzyzwoitych faktów. Nasz minister (ten poprzedni, bo z tego wszystkiego nawet nie sprawdziłam, jak się nazywa ten obecny), no więc nasz były minister podpisał nowy regulamin organizacyjny. W obliczu tych wszystkich połączeń zupy z kawą i soku z rosołem  było oczywiste, że zmniejszy się liczba kuratorów. Ale nie tylko pracownicy merytoryczni mieliby podlegać temu, co nasze panie, za Piotrowskim, nazywają reformą… Stąd wiadomo było, że część osób zostanie zdegradowana (część zaś WYWYŻSZONA) i że wszyscy oni muszą dostać nowe umowy i zakresy obowiązków… A tymczasem okazało się, że dyrekcja naczelna po powrocie ze Stanów postanowiła nam wreszcie odpłacić za głupie listy do MKiDN, nie mówiąc o radzie powierniczej… i postanowiła zwolnić siedem osób „z powodu likwidacji stanowisk”. W tej liczbie jest jeden kurator – zwolniony bez jakiegokolwiek uzasadnienia, bo jest to jeden z najmniejszych działów w Muzeum, opiekun ekspozycji – rozumiem, że póki co nie ma żadnej ekspozycji (i prędko nie będzie), facet od zakupów, niegdysiejsza szefowa działu administracyjnego, która przez krótki czas pozostawała w randze wice-dyrektora do spr. technicznych… Najbardziej wstrząsająca jest historia kuratora zbiorów sztuki współczesnej od 1914 roku czy jak tam się teraz ten dział nazywa – podejrzewam, że nasz nowy dyrektor jakoby naukowy ma jakiegoś swojego człowieka na to miejsce… Inaczej nie jestem w stanie tego zrozumieć. A może tutaj nie ma nic do rozumienia. Po prostu pani dyrektor uważa nas za głupich i niewdzięcznych i odpowiednio do tego nas traktuje… Otaczające ją niewielkie gronko przyjaciół jeszcze ją w tym upewnia… Gronko zostanie wywyższone – uwznioślone albo udynione – albo po prostu awansowane, a pozostali będą z lękiem czekali na telefon z kadr… Słuszna to zemsta i zapłata, słuszne to krwawe porachunki… za wszystko co nie wyszło w życiu naszej dyrekcji… A sądzac z rozmiarów zemsty… sporo musiało jej nie wyjść…

KONFACELa

15/11/2011

Zasadnicza różnica między naszym ex a naszą obecną dyrekcją

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 23:45

Skądinąd wiadomo, że nasz były dyrektor nie rozumie jednej rzeczy, a ja nie rozumiem razem z nim. Jak to możliwe, że nasza DD (Dyrekcja Damska) robi dokładnie to samo, co on i nie zbiera za to cięgów? Na czym to polega? Żadna z tych kobiet nie potrafi wymyślić nic nowego, nie to żebym chciała deprecjonować własną płeć – ale jak widać Piotrowski (silny mężczyzna) potrafił, a one (słabe kobiety) nie potrafią… Sama twierdziłam, że w Muzeum powinien być blog prowadzony przez kobietę, że kobiety są delikatniejsze, wrażliwsze, bardziej spostrzegawcze… ale niestety nie wszystkie! Przynajmniej te dwie nie są. A dlaczego nie zbierają cięgów za ten sam program, za który rada powiernicza i ministerstwo pozbyły się Piotrowskiego – ano dlatego, że po pierwsze obie te instytucje mają nas głęboko w nosie i kompletnie im na nas nie zależy. Jestem dziwnie spokojna, że nikt z nich w ogóle NIE PRZECZYTAŁ tego nieszczęsnego nowego regulaminu – tak jak to było z wszystkimi pismami kuratorów w sprawie Piotrowskiego – lądowały bezpiecznie w jednej z rynienek na jakimś zakurzonym biurku w ministerstwie… Ale – Piotrowski był niegrzeczny, awanturował się, krzyczał – nie robił różnicy między nami a urzędnikami ministerialnymi i członkami rady. A nasze panie są niegrzeczne tylko dla nas, a w ministerstwie chodzą na paluszkach. I tu jest pies pogrzebany…
Ciekawość bierze, kto będzie naszym nowym ministrem… chociaż nie spodziewam się, żeby nagle zaczął CZYTAĆ nasze pisma…
Jedynym własnym pomysłem DD jest remont. Ale ten remont jest czymś w rodzaju prezentu dla naszej dyrekcji zastępczo-zarządzającej, żeby mogła się zrealizować, nie powiem, każdy z nas realizuje się na swój sposób, jedni piszą jakieś artykuły na taki czy inny temat, a inni lubią mieszać farbę w kuble…
I jeszcze jedna obserwacja… po tym, jak DD pomniejszona o 1/3, postanowiła się również pozbyć naszej PK (Panny Krakowianki albo jak kto woli, niech sobie rozwinie ten skrót inaczej, można różnie) – nasza pani niegdyś z działu żebraczego – postanowiła zawalczyć o swoje i teraz łasi się do naszych pań dyrektorek… aż zabawnie popatrzeć. Pewnie jej się uda, bo panie mają wyjątkowy talent do otaczania się osobami niekompetentnymi (niech mi ktoś pokaże jakieś pieniądze wyżebrane przez tą panią!) i zdemoralizowanymi…

KONFAcELA

10/11/2011

Dłużej klasztora niż przeoryszy

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 08:54
Tags: , , , , , ,

Jak to możliwe, że w całym ministerstwie nie znalazł się nikt, kto by przeczytał uważnie ten nieszczęsny regulamin organizacyjny??  Czy nikt z zewnątrz nie jest w stanie zrozumieć, że jest to niemoralna próba skłócenia ludzi ze sobą i poskromienia co bardziej niepokornych? Czy nasi urzędnicy nie zdają sobie sprawy z konsekwencji marginalizacji takich działów jak np. średniowiecze? Że oprócz Faras i malarstwa polskiego mamy galerię średniowieczną i że są to nasze największe atuty? Nota bene galeria Faras również została połaczona z innymi działem… Nowy regulamin miałby wejść w życie wczoraj, z dniem podpisania przez ministerstwo… Niestety nasza dzielna dyrekcja naczelna poleciała znowu za ocean (czyżby Rothko? Jeju, mój jeju!), więc ta miła wiadomość została ogłoszona przez panią zastępniczkę, uzbrojoną we wszelkie pelnomocnictwa i upowaznienia. No cóż. Jak mówią, dłużej klasztora niż przeora. Względnie przeoryszy. Własnie. Byłabym zapomniała… nasz nowy dyrektor jakoby naukowy spotkał się dzisiaj z wybranymi pracownikami i co się okazało? Przedmiotem troski naszego nowego przeora nie są zbiory ani wydawnictwa, tylko bzdury w rodzaju ścieżek rowerowych okalających nasze muzeum…  Jak to możliwe, że nasz jakoby naukowy reprezentuje ten sam poziom świadomosci co pani K-O z Królikarni, to znaczy – muzeum go fascynuje – jakie to ciekawe i te dzieła sztuki, ileż można o nich opowiedzieć!  Po takim wstępie źle wróżę naszemu działowi oświatowemu, obym się myliła…

KONFACELA

09/11/2011

Jesienne porządki

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 00:10
Tags: , , , , , ,

W naszym serialu wiadomości rozchodzą się błyskawicznie… Jak mówią, nie tylko nasza pani od ramiączek… Czy to możliwe, żeby szczęście było tak blisko? Czyżby nasza PK, Panna Krakowianka (zdaję sobie sprawę, że wielu z nas chciałoby odczytać ten skrót zupełnie inaczej) miała nas opuścić? Piotrowski zatrudnił ją zgodnie z zasadą nr 89, tzn. wybierając osobę możliwie najbardziej nieodpowiednią, nieużyteczną i do tego kompletnie zdemoralizowaną. Możliwe, że przynudzam, ale w instytucji takiej jak nasza, w której dyskutuje się o kodeksie etyki muzealnika, tego rodzaju kuriozum nie powinno się w ogóle pojawić (może na drugi raz ktoś poruszyłby ten kuriozalny problem czyli koncept osobliwy na jakiejś kolejnej sesji poświęconej kuriozom)… A co zresztą tego świetnego działu? Co z naszą panią od fundraisingu? I w ogóle, co się stało naszym paniom dyrektor?! Co to za jesienne porządki? Nie wierzę w żadne dobre chęci NDOO1/3 (czyli Naszej Dyrekcji Okrojonej O 1/3) ani żaden rozum, do którego miałyby nagle przyjść… Najpierw trzeba go mieć, to znaczy rozum, a dopiero potem można rozmawiać… W ogóle nie mogę się oprzeć historycznemu porównaniu z rewolucją, która zjada własne dzieci… a co będzie z nami? Czy teraz pani dyrektor będzie nas kochała i dawała lizaki? Jakieś awanse? Nagrody? Bo co, nie będziemy już więcej zatrudniali krewnych i znajomych królika, tylko razem będziemy remontowali i rearanżowali muzeum, nie mówiąc o punktowaniu Bitwy?…

Co jeszcze opowiadają na naszym pięknym korytarzu… nasza pani K-O (Kulturalno-Oświatowa. W dawnych czasach w każdym domu wczasowym były różne wieczorki, biegi w workach, jajka na łyżkach i te rzeczy) wymyśliła kolejną wystawę w Królikarni. Jak widać muzeum wyraźnie ją fascynuje, jakie to ciekawe!… Te wszystkie nowe słowa (skontrum), nowe dzieci (misia kasia konfacela) i nowe foremki w piaskownicy (wyłącznie figuralne)… Ale będzie zabawa!

KONFACELA

01/11/2011

2/3 dyrekcji

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 01:15
Tags: , , , , , ,

Jeju, mój jeju, otwieram ci ja dzisiaj rano pocztę i co widzę, nasza pani dyrektor od kontaktów i wystających ramiączek od stanika dostała kosza! Straszydło, które w Zachęcie wysiedziało sobie posadę w Muzeum Narodowym, na pewno ma już coś na widoku, jakichś kolejnych obywateli takiej czy innej subkultury… a my przynajmniej przez jakiś czas będziemy mogli odetchnąć. To co pani wyprawiała ostatnimi czasy, korzystając ze swoich uprawnień normalnie przysługujących dyrektorowi naukowemu – to znaczy niszcząc dział wydawniczy (podobnie jak zniszczyła swego czasu inne wydawnictwa) i oświatowy, woła o pomstę do nieba. Dogłębna analiza listu dyrekcji centralnej skierowanego 2all każe nam podejrzewać, że dyrkecja kontaktowa musiała coś nabroić, coś powiedzieć w jakichś mediach (np. palnąć coś głupiego o remoncie), coś przedsięwziąć na własną rękę, może zacharapczyć jakieś fundusze bez zgody władzy najwyższej… Sugestia co do remontu wydaje mi się jak najbardziej uzasadniona, bo póki co tylko  kurz pokrywa wszystko coraz grubszą warstwą i nic się nie dzieje… A może subtelna pani dyrektor nie mogła dłużej znieść straszydła, które z jakichś powodów po godzinach traktowało muzeum jako sypialnię?… To akurat jestem w stanie zrozumieć, sama twierdziłam, ze Muzeum jest naszym Wspólnym Domem, ale nie miałam na myśli brania prysznicu… (sprzątaczki też niejedno miałyby tutaj do powiedzenia). Co jeszcze mnie zastanawia to ten tydzień wstecz, co takiego wydarzyło się w minionym tygodniu ?? Ciekawość mnie wprost pożera, nie mnie jedną jak mi wiadomo, ale niestety cała sprawę spowija szara jesienna mgła…

KONFACeLA

Blog na WordPress.com.