M jak Muzeum

29/02/2012

Poczta Konfaceli

Moi drodzy, bardzo Wam dziękuję za komentarze. I za troskę, ale jak to już zostało napisane – ten blog nie znajduje się na serwerze GW, której jakoby nie było wszystko jedno, tylko na zagranicznym serwerze. Co mnie cieszy.
Co do Upiora… Chciałabym przypomnieć, że swego czasu całe ministerstwo (kultury), na czele z ówczesnymi władzami naszego departamentu, zaczytywało się Upiorem. I jak to bardzo źle, och jak bardzo źle, świadczy o naszym ministerstwie, że najpierw odrzuciło to wszystko, co proponował Piotrowski, a potem, kiedy to samo zaproponowała nasza obecna dyrekcja, zaakceptowało wszystkie te bzudy bez mrugnięcia okiem! Jak wszyscy pamiętamy, nasze ministerstwo było ostatnio gorącym rzecznikiem obrony praw autorskich… Na miejscu Piotrowskiego złożyłabym zażalenie, a już na pewno napisała suplement do Muzeum krytycznego
Czy ten blog, Mjakmuzeum, to jedyna forma oporu w Muzeum? Tak, na razie chyba tak. Staruszeczko, pozwól mi się zastanowić, możesz być pewna, że się odezwę. Muszę pomyśleć.
Idźmy dalej. Tak, mnie też irytują wszystkie te bezczelne kłamstwa w żywe oczy, cała ta śmieszna propaganda sukcesu jak za Gierka, mamy nowe domy, nowe huty, mamy pięćset kilometrów wybrzeża, przetrag na gwoździe do gwoździarek odbędzie się we czwartek, pomalowaliśmy już dwie ściany, a pomalujemy jeszcze cztery, pani X dostała wymówienie, wynienimy szare na złote, po dyskusji na temat koloru klamek w nowych drzwiach zdecydowaliśmy się na drzwi bez klamek, PIPa nie stwierdziła żadnych uchybień, ministerstwo nas kocha, prezydent nas kocha…
Co do naszych związków… To znaczy związków zawodowych, a konkretnie Solidarności… za dużo w tym składzie różnych niezdrowych relacji z panią dyrektor, wszystkich tych pokłonów i czułych szeptów na uszko, przesadnej układności i służbistości, niepotrzebnych forów, a że pani dyrektor może, ale nie musi, ale gdyby zechciała… Obejrzałam sobie własnie nowy skład władz konkurencyjnych związków… czy tam w ogóle coś się zmieniło? Swego czasu jedna idiotyczna skarga ówczesnego i obecnego przewodniczacego zablokowała na półtora roku radę pracowników, ciekawe czy faceta gryzie sumienie? A jeśli go nie gryzie, to dlaczego? Ciekawie byłoby wiedzieć.

KonFACELA

Reklamy

26/02/2012

Kto się boi Upiora?

Jestem wstrząśnięta (ale niemieszana). To jakiś absurd. Jeśli Gazeta Wyborcza twierdzi, że nie jest jej wszystko jedno, to dlaczego zamyka blog Upiora, którzy przestał pisać przeszło półtora roku temu, niejako oddając pole nowej dyrekcji? Upiór zachował się fair i przestał pisać na jesieni 2010. Zaglądałam do niego od czasu do czasu, podobnie jak wiele innych osób, głównie ku pokrzepieniu serc. I nagle – nie ma Upiora. I kto to sprawił, GW, która twierdzi, jakoby nie było jej wszystko jedno?! GW, relacjonujaca różnego rodzaju obywatelskie batalie o sprawiedliwość? Popierająca zasady demokracji deliberatywnej? Szermująca lewicowymi hasłami, z całym tym ich zadęciem, że my tutaj ruszamy z posad bryłę świata?
Co do naszej dyrekcji, to nie spodziewam się po niej niczego szczególnego. Raczej odczuwam coś na kształt obrzydzenia.  Rozumiem,  na jakiej zasadzie to działa. Trzeba odebrać ludziom pamięć minionych zwycięstw. Co to znaczy, żeby motłoch rozrabiał.
Ale po GW nie spodziewałam się takiego… upadku.
Teraz życzenia:
Duchu drogi, nigdy Ci nie zapomnę zdjęć naszych pań-hipokrytek na manifie. Wszyscy turlaliśmy się ze śmiechu…
I Ty, Upiorze kochany, jeśli czytasz te słowa, wiedz, że zawdzięczamy Ci poczucie godności w trudnych chwilach. A także świadomość, że coś możemy, że mamy jakieś prawa. I że władza powinna z nami współpracować, bo taki jest jej obowiązek. I że to nie my jesteśmy motłochem, ani hołotą…

KoNFACELA

25/02/2012

Inwentarz nasz powszedni

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:53
Tags: , , , , , , , , ,

Co do zdobniczej, to ja tam ich tak bardzo nie żałuję, uwolnić się od nieznośnych sąsiadów – bezcenne. Co do promocji, to pamiętajmy, że nowy pan uwolnił nas od dotychczasowej pani od fundraisingu, która wymogła na Piotrowskim horrendalną pensję i nic poza tym. Co do nowego pana, to lepiej go nie poganiać, bo straci oddech…

Co do działu inwentarzy, to mam wrażenie, jakby jakaś bomba strzeliła i rozwaliła wszystko. Ja rozumiem, że u nas w Zachęcie nie było problemów własnościowych, żadnych procesów sądowych z kościołem, ani arystokracją, żadnego mienia podworskiego ani depozytów milicyjnych itp. Niestety u nas w Muzeum wszystkie te problemy są i nie da się ich zamieść pod dywan. Muzeum Narodowe to takie dziwne miejsce, gdzie pracują ludzie nie do zastąpienia. Tak, ja wiem, że panie to irytuje. I że one nam właśnie pokażą, że każdego da się zastąpić. Byle kim, od jutra. Ja bym dodała, że  szczególnie łatwo jest zastąpić dyrektora…  Nie mogę się pogodzić z tym, co się dzieje z ludźmi w inwentarzach.  Móc polegać na ich wiedzy i doświadczeniu – bezcenne…

Co do mony…  jak mówią, nasz dyrektor naukawy nie jest zadowolony z mony! I że chciałby ją zamienić na inny program. Być może ma kolegę, który powiedział mu: to nic trudnego, wszystko się przeniesie i będzie git. Albo jakoś podobnie. Włos jeży się na głowie!
Ale mogę się domyślać, skąd ten pomysł. Podejrzewam, że nasza naukawa dyrekcja nie radzi sobie ze zbiorami, które z natury rzeczy są fizyczne. Trójwymiarowe. Mają swój ciężar, nie mówiąc o tym, że łatwo je uszkodzić. Żeby zobaczyć konkretny obraz trzeba iść na drugą stronę Muzeum, spowodować otwarcie magazynu (a oni tam, szczególnie na ryzalicie, mają niewielki personel), dojść do siatki, a potem spróbować coś zobaczyć. A w internecie są gotowe obrazki! Bo u nas w monie – to nie zawsze, jak w jednej z tych dobroczynnych reklam…
Wyjaśniam, chociaż nie jestem informatykiem. Przenoszenie danych z jednej bazy danych do drugiej wiąże się z ryzykiem ich utraty. To trochę tak jak przesypywanie mąki na faworki z torebki do szklanki. Zawsze się trochę rozsypie. To raz. A dwa, zmiana systemu nie spowoduje automatycznie dodania nowych danych, np. zdjęć, bo i skąd. To tego trzeba człowieka, a poza tym zdjęcia kosztują. Nie wystarczy zamienić starej stolnicy  na nową. Mąki od tego nie przybędzie. Trzeba włożyć buty, wziąć parasol i iść do sklepu…

KonfacelA

22/02/2012

Żuki, chrząszcze i chrabąszcze

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:50
Tags: , , , , , , , , ,

Nie wątpię, że to, co piszę, stanowi źródło informacji i inspiracji dla naszej drogiej dyrekcji. Stąd nie dziwi mnie aktywność na blogu głównej księgowej (w godzinach pracy! A co z pasjansami?). Nasza dyrekcja tylko fruwa po korytarzach, robiąc dużo hałasu, drzwi trzaskają, telefony dzwonią, a tu za puściutkim biureczkiem pani dyrektor nie ma nikogo… Z sekretarką włącznie! A planu wystaw na 2013 rok jak nie było, tak nie ma!
Póki co dyrekcja nie potrafiąc wymyślić sobie innego zajęcia, usiłuje kontrolować hołotę, zajmując się nikomu niepotrzebnymi rzeczami, chociażby takimi jak własnoręczne prowadzenie korespondencji. Od wielu lat pracownicy działów merytorycznych odpowiadali samodzielnie (to chyba jest kluczowe słowo i kluczowy problem), do tego mailem, na wszystkie kwerendy. Tak było najprościej, najwygodniej i najszybciej. Internet i poczta elektroniczna zmieniły nasze życie (to się nazywa postęp). Poza tym od lat nie było u nas zwyczaju odrabiania lekcji za kolegów z innych muzeów i  nie było mowy, żeby muzeum organizujące wystawę pt. Żuki, chrząszcze i chrabąszcze dostawało list z jakimiś propozycjami z naszej strony, bo to oni mieli przyjechać i sami sobie wybrać  różne chrząszcze z naszych zbiorów. Poza tym przez ostatnie dwadzieścia lat nikt tutaj nie pisał propozycji odpowiedzi na list do akceptacji dyrekcji – tylko sam pisał odpowiedź, a jeśli  list dotyczył wystawy zagranicznej itp., dawało się krótką ręczną notatkę do dyrekcji i to wtedy i tylko wtedy list pisała sekretarka. Dodam jeszcze, że przez długie lata o wypożyczeniu decydował kurator, dyrektor nie interesował się takimi sprawami, bo i po co. Nie piszę tego wszystkiego powodowana współczuciem dla dyrekcji, tylko dla nas, ponieważ własnoręczne prowadzenie korespondencji przez dyrekcję oznacza jeden wielki bałagan i wszyscy są poszkodowani. Zarzucenie stosowania dobrych praktyk czyli dotychczasowych metod działania jest ryzykowne, ponieważ między innymi powoduje, że dyrekcja nie zajmuje się planem wystaw na przysżły rok. Nie zajmuje się remontem, który wyraźnie wymyka się spod kontroli. Mówiąc krótko, zajmuje się nie tym, co trzeba i robi to naszym kosztem, do tego za pieniądze podatników…
Teraz króciutko na temat remontu. Do zakończenia całej tej szopki zostały trzy miesiące. Przecież to jeszcze trzeba powiesić. Może nie należało robić remontu w kilku miejscach jednocześnie? Bo chyba nie ogarniamy tego wszystkiego, co? Dlatego jesteśmy tacy wściekli? Każdy z nas kiedyś remontował mieszkanie, ale to nie oznacza, że jesteśmy specjalistami w tej dziedzinie…
I na koniec mała uwaga, podpisujcie się, proszę, pod komentarzami (w polu komentarza), pseudonimami, rzecz jasna… Anonim jest z natury anonimowy, za to Chrząszcz muzealny – sama przyjemność z takim konwersować.

KOnfacelaA

19/02/2012

Folwark zwierzęcy

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 22:54
Tags: , , , , , , , , ,

Przez krótką chwilę miałam nadzieję, że nasz premier dokona rekonstrukcji rządu. Ale chyba nic z tego, a szkoda. Piszę o tym, ponieważ odbieram postawę naszego ministra jako przejaw arogancji władzy, nieliczącej się z obywatelami. Powiem więcej, jesteśmy instytucją utrzymywaną z podatków. To nie jest prywatny folwark. Każdy obywatel w tym kraju ma prawo zapytać, na co wydawane są pieniądze w takiej instytucji jak nasza. Zajrzyjcie sobie na muzealną stronę BIP. Ostatnie sprawozdanie finansowe pochodzi z 31 grudnia 2009 roku. Dlaczego nasze panie tak długo przewlekają sprawę powołania nowej rady pracowników? Oprócz niechęci do spotykania się z kimkolwiek, kto mógłby zadawać niewygodne pytania,  jak same przyznają, obawiają się, że wgląd w dokumenty finansowe mogłyby mieć osoby, które nie znają się na finansach! Rzeczywiście obawiam się, że nikt z nas zna się na kreatywnej księgowości, ale cztery działania mamy opanowane. Potrafimy czytać ze zrozumieniem i wyciągać wnioski. Podobnie jak tzw. przeciętny obywatel i płatnik podatków mamy prawo wiedzieć, np. skąd wzięto pieniądze na wszystkie te dywany na drugim piętrze (i dlaczego wnuczka ociemniałego Wita Stwosza prowadzi go do damskiej toalety?) i  co z fundraising gala diner na ryzalicie,  to był taki świetny pomysł! Czy inne nasze pomysły na zdobycie pieniędzy, wszystkie te dopinane i rozpinane plany i projekty prowadzone przez dział promocji, podzielą los fundraising gala diner? Jakie oszczędności przyniosła tzw. restrukturyzacja w zeszłym roku? Wiemy komu posłużyła i do czego, ale mnie interesują pieniądze (mimo że nie znam się na finansach). Prywatny właściciel może sobie pozwalać na fanaberie, bo firma jest jego własnością. Dyrektor instytucji utrzymywanej z publicznych pieniędzy nie może niszczyć czegoś, na co wszyscy pracowaliśmy latami, bo Muzeum nie jest jego własnością. To nie jest prywatny folwark dyrekcji, a tym bardziej folwark zwierzęcy.

kONFACELA

15/02/2012

Nasze nowa rzeczywistość

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:59
Tags: , , , , , , , ,

Spróbujmy zdefiniować, na czym polega nasz problem. Nasze panie konsekwentnie stosują zasadę divide et impera – i naprawdę dobrze im to wychodzi. Przede wszystkim starają się obsadzić wszystkie kluczowe stanowiska swoimi ludźmi, niezależnie od ich kwalifikacji. Ci ludzie mają trzymać podwładnych w ryzach, a poza tym mają za zadanie informować kogo trzeba, co się dzieje. Obsadzanie odbywa się  metodą desantu, jak w przypadku sztuki nowoczesnej (nowy dyrektor-kurator z zewnątrz) albo metodą Vichy czyli poprzez wyszukiwanie kolaborantów (pozostali). Co ostatni lepiej znają teren czyli zbiory, poza tym przeważnie dyszą chęcią odwetu. Za swoje nieudane życie, za swoje krzywdy, prawdziwe i urojone, których doznali w Muzeum. A kim lepiej można pokierować, jak osobą chcącą wziąć na kimś rewanż?
Wbrew pozorom kolaboranci nie są tak do końca bezpieczni, bo w układzie z dyrekcją nie ma mowy o zaufaniu, ani nawet nie jest to układ handlowy, na zasadzie, ty mnie, a ja tobie. Ta historia przypomina raczej Heliogabala, jednego z bardziej szalonych rzymskich cesarzy, który zwykł piec ludzi żywcem w metalowej figurze byka (podobno ich krzyki przypominały ryk prawdziwego byka). Można by przypuszczać, że cesarz obdarzył hojnie wynalazcę urządzenia, które dostarczyło mu rozrywki, ale nie – wynalazca został upieczony jako pierwszy… Nasi wynalazcy-kolaboranci zostaną upieczeni przy pierwszych wątpliwościach, nawet jeśli jeszcze tego nie wiedzą… Ale dla nas jest to, póki co, mała pociecha…
Naczelnym zadaniem wynalazców czy też kolaborantów jest pacyfikacja, czyli przekonywanie opornych kolegów (to jest cytat, zgadnijcie który z naszych nowych kuratorów powiedział te słowa?), a także donoszenie. To bardzo ważna część naszego nowego życia, do której większość z nas nie może się przyzwyczaić, ale pewnie to tylko kwestia czasu.
Poza tym bardzo ważnym elementem naszej nowej rzeczywistości jest nieprzewidywalność. Brak jasnych zasad, także moralnych. To znaczy, że nikt nie wie, czy dostanie ciastko (pączka, jutro Tłusty Czwartek), czy dostanie po grzbiecie. To znaczy, czy dostanie naganę, czy nagrodę. No i nie wiadomo, za co właściwie dostaje się nagany, a za co nagrody. W naszym poprzednim życiu dyrekcja nie potrzebowała stosować nagan – bo to była inna dyrekcja. Tak nawiasem mówiąc, tylko ludzie mali i słabi potrzebują takich środków do kierowania ludźmi…

KONFAcELA

12/02/2012

O ryzyku

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 19:15
Tags: , , , , , , , , ,

Przez ostatnie kilka dni większość tzw. samodzielnych pracowników naszego Muzeum męczyła się nad tabelkami wprowadzonymi tytułem „regulaminu kontroli zarządczej i modelu zarządzania ryzykiem”. Zarządzenie w tej sprawie wydano w listopadzie ubiegłego roku, ale dopiero teraz przyszło nam się borykać z czyimś paraliżem umysłowym. Jak zawsze w takich przypadkach dzielnie wspomagał nas jasnowłosy chłopiec, który – nie wiadomo właściwie jaką rolę pełni w naszej szacownej instytycji i czyim jest sekretarzam. Moje wątpliwości w tej kwestii są jak najbardziej uzasadnione, skoro pierwsze pytanie, skierowane do kierowników działów brzmi, pozwólcie, że zadam je własnymi słowami, bo tak będzie prościej:
1. Czy kwalifikacje, poziom wiedzy i umiejętności oraz doświadczenie pracowników w Pani/Pana komórce odpowiadają założeniom i wytycznym? No to proszę mi uprzejmie powiedzieć, jak to możliwe, żeby kuratorem (dzialu Numizmatyki) został asystent? (kwalifikacje). Jak to możliwe, żeby kuratorem (działu sztuki Nowoczesnej) został archeolog śródziemnomorski? (kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie). Jak to możliwe, żeby kuratorem Królikarni została artystka? A nie historyk sztuki, osobliwie rzeźby? (kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie). W pani komórce, pani dyrektor, wyraźnie coś szwankuje. To RYZYKOWNE.
2. No a szkolenia? Jakie szkolenia proponuje pani swoim podwładnym? Taka kierowniczka działu wydawniczego miała i chciała pójść, jak nie na płatne, to na bezpłatne szkolenie do Zachęty… i co? Panie zaczęły się nią przerzucać między sobą jak piłeczką, jak jedna pozwoliła, to druga zabroniła… A historia dziewczyny z biblioteki, której odmówiła pani zgody na szkolenia w godzinach pracy, bodajże raz w miesiącu na jeden dzień? Wysłanie dwóch osób do V&A, w tym jasnowłosego młodzika, to nie wszystko! I w ogóle, czy to nie RYZYKOWNE?
3. O częstotliwości tego, czego nie ma, nie będziemy dyskutować, bo to ABSURDALNE.
4. Teraz wewnętrzne oceny pracowników. Czy ocenia pani swoją sekretarkę, która może i się uczy, i oczywiście, ma prawo do popełniania błędów, ale jakoś powolutku jej to idzie… Sekretarza? No, a swoich zastępców? Wystawia im pani jakieś oceny? Bo pęknę ze śmiechu.
5. A struktura naszej instytucji… Czy to nie RYZYKOWNE, że została napisana pod nieistniejący już układ osobowy, tak że mamy wakat na stanowisku dyrekcji ds. komunikacji, i że została bezmyślnie skopiowana z pani poprzednika, bez jakiejkowiek własnej refleksji, że może nie należało łączyć ze sobą niektórych działów, bo to ABSURDALNE?
6. O zapoznawaniu nas z całym tym bałaganem nie ma co mówić, sieć załatwia wszystko. Nie trzeba się spotykać z nikim, z nikim rozmawiać, bo przecież dyrekcja nic nie musi, wystarczy wysłać albo zlecić komu trzeba wysłanie informacji i gotowe.
7. I jeszcze, nie wiem, gdzie to umieścić, ale czy urządzanie bali walentynkowych na ryzalicie w trakcie remontu nie jest RYZYKOWNE? Jakiego rodzaju jest to ryzyko? Czy określono dokładnie jego granice? Czy umiemy je zdefiniować?

Ja wiem, że spokój panuje w Warszawie, tylko czy to wszystko nie jest trochę RYZYKOWNE?

KOnfaCELA

07/02/2012

Plan wystaw po raz drugi albo mobbing, co kto woli

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:24
Tags: , , , , , , , ,

Czy ktoś zna plan wystaw na rok 2013?
W roku bieżącym zaplanowano dwie wystawy: w maju mają się otworzyć Wywyższeni, a potem (kiedy?) Europa Jagiellonica. A potem? Nie wiadomo. Nie pytam z pustej ciekawości, tylko dlatego, że plan wystaw układa się na kilka lat naprzód.
Dlaczego? Ano dlatego, że niektóre wystawy wymagają kilkuletnich przygotowań, np. badań naukowych. Wiem, że  to brzmi niewiarygodnie, ale muzealnicy prowadzą badania naukowe, a ich wynikiem są właśnie wystawy. Wprawdzie nasza pani dyrektor powiedziała swego czasu, że w Muzeum nie ma żadnych specjalistów i cały zespół jest do wymiany – to nie jest żaden żart, tylko cytat – ale taka jest rzeczywistość.
Oprócz tego wszystkie wystawy zagraniczne wymagają długich pertraktacji, a potem wymiany dokumentów, różnych facility reports, umów wypożyczenia, polis i gwarancji. Wszystko to trwa i nie da rady tego ominąć.
Kolejnym powodem, dla którego plan wystaw należy układać kilka lat naprzód są pieniądze. Trzeba je znaleźć, tzn. postarać się o dotację ministerialną albo inny grant, albo przekonać sponsora, że dana wystawa przyczyni się do wzrostu jego popularności i że przyjdą tłumy (kolejka od palmy).
No więc, czy ktoś zna plan wystaw na rok 2013?…

Teraz na jakże popularny ostatnio temat mobbingu. Nie ulega wątpliwości, że kierowniczka działu wydawniczego była poddawana mobbingowi –  systematycznie odsyłano ją od Annasza do Kajfasza, wydawano sprzeczne polecenia, oskarżano o własne zaniedbania, deprecjonowano i wyzywano od wariatek. Pewnego razu, kiedy dziewczyna domagała się jakichś niezbędnych informacji czy też decyzji, pani dyrektor oznajmiła, że czuje się,  jakby tamta borowała jej w zębach. No cóż. Borowanie zębów jest częścią procesu leczenia i nie robi się tego w celu zdawania bólu. Natomiast – wszelkie działania dyrekcji w stosunku do kierowniczki działu wydawniczego noszą znamiona świadomego zadawania bólu – wygląda na to, jakby dręczenie sprawiało im przyjemność. To wstrętna cecha!

KonFACELA

05/02/2012

Rada nierada czyli spokój panuje w Warszawie

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 01:13

Jakoś nikt nie zauważył, że w czwartek było kolejne posiedzenie rady powierniczej. Może dlatego, że z poprzednimi wiązaliśmy jakieś nadzieje, a z tym nie wiązaliśmy żadnych. Panowie klepnęli wszystko bez wyjątku  w obawie o własne stołki, w końcu nasz minister i organizator będzie w tym roku wizytował podległe mu placówki i weryfikował ich dyrektorów. A nasza dyrekcja jest już po wizytacji (przed Sylwestrem) i jak się okazało – wszystko jest w jak najlepszym porządku. Tylko patrzeć i uczyć się!
Po wielu kłopotach w końcu spokój panuje w Warszawie.
Jak one to zrobiły? Warto by się dowiedzieć, w końcu każdy z nas może znaleźć się w podobnej sytuacji – myśli sobie niejeden członek naszej rady i zarazem dyrektor bratniej placówki. – Zawsze może się wydarzyć, że głupi ludzie napiszą na mnie donos do ministerstwa albo rady. Oczywiście, dyrektor dyrektorowi oka nie wykole, wiadomo, że inni dyrektorzy będą mnie bronić – myśli sobie niejeden członek naszej rady i zarazem dyrektor. – Co by to było, gdyby motłoch decydował, mówił dyrektorowi, co ma robić… Oczywiście – myśli sobie niejeden członek – że trzeba było to ukrócić. Ten list kuratorów na jesieni  z prośbą o zaniechanie reform. Wszystkie te rozmowy, te jakieś apele z prośbą o pomoc… Pomoc! Bzdura. Poza tym minister i tak  wszystko podpisał. I proszę – spokój panuje w Warszawie…
Myślę, że poziom świadomości członków naszej rady niewiele różni się od tego, co napisałam. Oni się najbardziej boją o siebie, o własne stołki, żeby ich podwładni nie wycięli im jakiegoś numeru, i czują się w obowiązku popierać naszą dyrekcję w duchu solidarności kastowej. Poza tym są bardzo zdeterminowani, żeby uniknąć kolejnych kłopotów i skandali. Rozgłosu w prasie. Burzy w ministerstwie. I nic poza tym ich nie obchodzi.

KONFACElA

Blog na WordPress.com.