M jak Muzeum

30/03/2012

Statystyki i nieustająco kwerendy

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:21
Tags: , , , , , , ,

Zgodnie z obietnicą sprzed kilku dni sięgnęłam do statystyk i jak zawsze liczby powiedziały więcej niż jakiekolwiek inne dane. W październiku ubiegłego roku Konfacelę czytały 3554 osoby. Ale już w listopadzie, a był to, przypomnijmy, miesiąc, kiedy nasze panie wprowadziły reformę struktury Muzeum – liczba czytelników wzrosła do 10.759. Czyli trochę ponad trzykrotnie. Potem nastąpił lekki spadek (na spotkaniu gwiazdkowym dyrekcja ogłosiła, że nie będzie więcej zwolnień), po czym od stycznia liczba osób czytających Mjakmuzeum rosła  systematycznie, żeby w marcu osiągnać najwyższy poziom czyli 14.397.  Rekord odwiedzin nastąpił 27 lutego – wtedy nasza dyrekcja spowodowała zamknięcie otwartego, choć dawno już nieaktywnego blogu Upiora – wtedy to M jak Muzeum odwiedziło 967 osób. Oczywiście podając wszystkie te liczby, mam na myśli liczbę wejść, bo komputer liczy wejścia, a nie osoby, a należy założyć, że niektórzy z nas wchodzili na blog kilkakrotnie tego samego dnia.  Przeciętnie jest to koło 500 wejść dziennie.
Do najczęściej czytanych postów należy – o dziwo – Fundraising Gala Diner bis, a potem Silva rerum i na trzecim miejcu pierwszy post M jak Muzeum czyli Wyznania Konfaceli. A na czwartym – Kto się boi Upiora.
Co zabawne, czytają nas nie tylko w Polsce, ale również w Stanach, Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Co ludzie najczęściej wpisują w wyszukiwarkę i wychodzi im MjakMuzeum? Oczywiście rzeczone mjakmuzeum, potem konfacela, ale bardzo blisko mamy mobbing i, o dziwo, żuki – napisałam kiedyś post pt. Żuki, chrząszcze i chrabąszcze (dotyczył absurdalnych kwerend). Biedni entomolodzy…

A jeśli chodzi o kwerendy, to w naszym nowym projekcie reformatorskim z najlepszymi praktykami i możliwymi rozwiązaniami widzę kilka pozytywnych elementów, a mianowicie stały cennik, który dodatkowo miałby być umieszczony na stronie internetowej. Do tej pory część wszystkich tych wycen była mnożona przez pi i dzielona przez sufit, nie mówiąc o tym, ze odbywała się bez oglądania obiektu przez wyceniającego.
Z drugiej strony nie chce mi się tego powtarzać, ale my obsługujemy kwerendy w ramach obowiązków służbowych i dostajemy za to pieniądze w postaci pensji, czyli budżet państwa już raz za to zapłacił. Dlaczego miałby płacić po raz drugi? I jeszcze rozczula mnie wiara naszych analityków w możliwości naprawy poprzez digitalizację. Przecież ta digitalizacja sama się nie zrobi! Każdy obraz trzeba zdjąć z siatki albo wygrzebać ze stelaża i sfotografować. Gabinety graficzne mogą ewentualnie zeskanować. Nie wiem, jak w innych działach, ale u nas obiekty nie chcą same chodzić…

KonfacelA

Reklamy

27/03/2012

Państwo duńskie

Ten post wyjątkowo nie jest w pierwszym rzędzie skierowany do pracowników naszego pięknego Muzeum. Tylko do ludzi z zewnątrz, którzy również czytają ten blog i próbują mi udzielać różnych mądrych pouczeń. Najpierw miałabym ochotę zapytać, niczym pracownik działu marketingu, jak własciwie trafili na ten, w końcu bardzo specjalistyczny blog poświącony najwiekszemu Muzeum w Polsce i jego trudnym problemom. Może dzięki otagowaniu, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć (przy okazji postaram się z grubsza przedstawić krótki wyciąg z tzw. statystyk, czyli ile osób nas czyta i jak to wygląda z perspektywy czasu). Zdaję sobie sprawę, że blog czytają w naszym wspaniałym ministerstwie i w wielu innych zaprzyjaźnionych muzeach. Różne muzea patrzą na Muzeum Narodowe w Warszawie, czemu trudno się dziwić – bo problemy z dyrekcją czyli mobbing, napotyzm, brak wizji i strategii, pseudoreformy – nie są warszawską specjalnoscią. Z różnych stron dochodzą nas informacje o podobnych sytuacjach w innych muzeach w całej Polsce.  A mówiąc szerzej – nie tylko w muzeach, ale wszędzie, i to zarówno w wielkich korporacjach, jak i państwowych instytucjach, takich jaka nasza.
Drodzy moi czytelnicy SPOZA naszego muzealnego środowiska! Nie ma takiej możliwości, żeby ktoś z dyrekcji mnie wysłuchał – a że blog czytają, to wiem na pewno. Nie mam innej drogi kontaktu – nasza dyrekcja NIE CHCE rozmawiać z pracownikami. Nie komunikuje się z nami, tylko komunikuje nam to, uważa za konieczne. Styl tej komunikacji jest – no cóż, fatalny. Wszystkie te awantury, te ciągłe wrzaski  i trzaskanie drzwiami, budzą we mnie chęć schowania się w mysią dziurę. Szereg bezmyślnych, mechanicznych albo wynikajacych z osobistej urazy decyzji personalnych – to wszystko nie budzi we mnie ani szacunku, ani sympatii dla dyrekcji. Mimo to moją intencją nie jest dokuczanie, czy też obrażanie kogokolwiek, tylko zwrócenie uwagi na to, że źle się dzieje w państwie duńskim. A także – przeciwstawienie się nachalnej i kłamliwej propagandzie sukcesu, uprawianej przez naszą dyrekcję i danie możliwości wypowiedzi, tym, którzy boją się wrzasków, ale mają coś do powiedzenia.

KONFACELa

23/03/2012

Badylek na głowę

Od jakiegoś czasu obserwuję ze zdumieniem, jak nasza dyrekcja rwie się do załatwiania różnych spraw, które w ogóle nie powinny jej interesować. Dyrekcja to dyrekcja. Powinna dobrze wyglądać, żeby móc godnie reprezentować Muzeum na zewnątrz, starać się o fundusze, wyznaczać priorytety i w razie potrzeby podejmować trudne decyzje. Zarządzanie polega na tym, żeby osiągnać zamierzone cele, organizując pracę innych ludzi, a nie przez wykonywanie zadań osobiście.
A przy okazji… jeśli już mówimy o wykonywaniu pewnych rzeczy osobiście, to chyba najwyższy czas przestać osobiście farbować sobie włosy. Ten żołty odcień jest fatalny, poza tym nie pasuje do tych wszystkich beżowych żakiecików…
Ale wróćmy do trudnych problemów zarządzania.
Normalny dyrektor nie zajmuje się osobiście całym szeregiem spraw, bo nie ma na to czasu i  ma od tego ludzi.
Normalny dyrektor wie, co i jak trzeba zrobić, a w razie potrzeby może to skontrolować. Gdyby nie wiedział, to by nie mógł niczego skontrolować.
Niestety. Niestety. Nasza dyrekcja znowu usiłuje uregulować coś, co w ogóle nie powinno jej interesować czyli kwerendy. Kwerendy są naszym statutowym obowiązkiem, ponieważ zbiory Muzeum nie należą do nas, tylko do całego naszego narodu. Swego czasu pisałam, że nasz dyrektor ds. naukawych chciałby ograniczyć liczbę kwerend – chodzi o to, żebyśmy nie robili czegoś, co nam wypełnia czas, w którym rzekomo nic nie robimy. Stąd najnowsze zarządzenie dyrekcji, powierzające administrowanie kwerendami działowi inwentarzy. Pomijajac fakt, że w dziale inwentarzy są obecnie trzy osoby, jest to pomysł z gatunku surrealistycznych.
Ale mogę się łatwo domyślić, jak to działa, patrz wyżej… normalny dyrektor wie, co i jak trzeba zrobić, a w razie potrzeby może to skontrolować. No ale jak nie wie, to rozpaczliwie próbuje to ograniczyć. Mogę sobie łatwo wyobrazić te rozmowy między państwem dyrektorostwem, a że nie wiadomo właściwie, ile oni tych kwerend obsługują, a po co to robią, a jak to robią, a że nikt tego nie kontroluje – i że najwyższa pora z tym skończyć. Najlepiej wyznaczyć procent czasu, jaki moglibyśmy poświęcać na kwerendy. I pędzić, pędzić tych wszystkich interesantów, którzy jeszcze usiłują coś u nas obejrzeć… Swego czasu wyliczono nam procent czasu, który możemy poświęcić na obiad i było to 3,125% z ośmiu godzin naszej codziennej pracy. Dodałabym drugie tyle na tę poranną kawę, do której tak nas zachęcała pastereczka, a do tego pół procenta na siusiu… I badylek na drogę.

KoNFACELA

18/03/2012

Poczta Konfaceli

Droga Damo z Łasiczką, dopiero dzisiaj zauważyłam Twój wpis pod moim przedostatnim postem. Ten z cytatem z Dołęgi-Mostowicza. Uważam, że porównanie naszej dyrekcji zastępczej z Nikodemem Dyzmą jest wyjątkowo trafne. Twój wpis, droga Damo, skłonił mnie do refleksji nad naszą sytuacją. Na czym to właściwie polega. Dlaczego nasza dyrekcja usiłuje nam wmówić, że nic złego się nie dzieje – przeciwnie, że jest świetnie. Propaganda sukcesu jak za Gierka. Dyzma również, o ile dobrze pamiętam, odnosił same sukcesy, a nawet dostał od prezydenta misję stworzenia nowego rządu… Ten sam przekaz wychodzi od nas na zewnątrz, osobliwie w kierunku naszego organizatora, nie mówiąc o prezydencie… Przeprowadziliśmy restrukturyzację, a także redukcję zatrudnienia. Czy to nie brzmi dobrze? Moim zdaniem świetnie. Każdy czeka na takie informacje. No to co? Restrukturyzacja? Jest. Redukcja zatrudnienia? Jest. Remont? Jest. Chyba tylko o fladze na pierwszego maja zapomnieliśmy…  Na czym właściwie polega nasz problem? Co możemy przeciwstawić trzem RE: REstrukturyzacji, REdukcjom i REmontowi?
1. Pierwsze RE. Krótko mówiąc: nowa struktura jest niezgodna z podstawowymi podziałami w naszej szlachetnej dziedzinie, poza tym jest niekonsekwentna. Nowa struktura nie odzwierciedla w żaden sposób naszych mocnych stron, nie wyróżnia, lecz marginalizuje działy posiadające szczególnie cenne zbiory. Nowa struktura jest nieefektywna – jak centralizm zarządzania miałby pomagać w przepływie informacji i podnosić sprawność działania całej instytucji? No więc: NIEKOMPETENCJA. Ale poczytajcie sobie prasę, czy to można przeciwstawić RESTRUKTURYZACJI? U nas wszyscy krzyczą REFORMA! RESTRUKTURYZACJA! nie zdając sobie sprawy z tego, że te procesy wymagają głębokiej wiedzy i doświadczenia.
2. Drugie RE. Nie twierdzę, że w Muzeum nie należało zdredukować części zatrudnienia. Ale może należało najpierw pomyśleć, gdzie naprawdę jest za dużo ludzi, a gdzie ich brakuje, a nie zwalniać głupio, bezmyślnie, z osobistych pobudek, złośliwie, mechanicznie i tak dalej. Tutaj mamy już mocniejsze słówko do przeciwstawienia REDUKCJOM, a mianowicie MOBBING jako część szerszego problemu. Oraz nadal NIEKOMPETENCJA.
3. Trzecie RE. Jak większość z nas, z dyrekcją włącznie, nie znam się na REMONCIE. I nie muszę. Drogi Anonimie. To świetnie, że planuje się założenie klimatyzacji na dawnych galeriach sztuki obcej. A kiedy? Czy to będzie tak jak z Trasą Łazienkowską, że tuż po uroczystym otwarciu wszystko się na nowo zamknie i zacznie remont na nowo? Jest jakiś plan montowania klimatyzatorów? Czy Wywyższeni będą dodatkowo uhonorowani klimatyzacją? A może dopiero przed wystawą Rothko wszystko się znowu rozwali i założy klimatyzację? Pewnie nie powinnam tego sugerować, bo nie po raz pierwszy moje światłe pomysły  stanowią natchnienie dla naszej dyrekcji, ale co tam.
Nie zmienia to faktu, że remont powinien być prowadzony stopniowo, bez  konieczności zamykania Muzeum dla publiczności. Że ktoś powinien go koordynować i ustalić z góry jakąś kolejność czynności, żeby nie robić dwa razy tego samego (cyklinowanie przed postawieniem ekranów!). Że nie powinno być czterech podwykonawców. Bo inaczej mamy do czynienia z NIEKOMPETENCJĄ i MARNOTRWSTWEM. Mówimy o publicznych pieniądzach, bo nawet jeśli mamy kilku sponsorów, to gros naszych wydatków ponosi państwo polskie.

Nie wiem, czy NIEKOMPETENCJA, MOBBING i MARNOTRAWSTWO są w stanie przebić trzy RE. Jak czytam gazety, to nie jestem pewna. Tamto są słowa-wytrychy, może tylko MOBBING jest w stanie przykuć czyjąkolwiek uwagę, bo to modne. Jak ktoś ma jakiś pomysł, jaki wytrych przeciwstawić naszym trzem RE, to poproszę.  Wbrew pozorom język sprzeciwu jest równie ważny jak sam sprzeciw.

I na koniec, ponawiam swój apel o podpisywanie się pseudonimami.

KONFACElA

17/03/2012

Syndrom Chorego Budynku

Wiosna nadchodzi wielkimi krokami! Wszyscy spieszą z pomocą naszej drogiej instutucji! Jak się dowiadujemy ze sprawozdania z poniedziałkowego kolegium na sławetnym obiedzie padło kilka propozycji. To znaczy, że któryś z tych ludzi zaproponował, że być może jutro, w grudniu, po południu… Wszystko u nas działa na zasadzie radia Erewań. Mówimy: remont, myślimy partia… to znaczy, mówimy partia, myślimy Lenin… tfu, mówimy remont, widzimy: pomalowane na inny kolor ściany plus wycyklinowana podłoga, ja się pytam, gdzie tu jest jakikolwiek remont? Gdzie jest klimatyzacja? Nie mówię o wentylacji, nie mam pojecia, czy jej wymiana była potrzebna, ale o klimatyzacji. Muzeum od dawna cierpi na syndrom chorego budynku, dosłownie i w przenośni. Zbyt mała ilość świeżego powietrza i zła jego jakość na galerii malarstwa polskiego z przyległościami od lat powodowały u pań pilnujących typowe objawy SBS (nie mówimy o Sytuacji Bez Sensu, tylko o tzw. Sick Building Syndrome). Brak klimatyzacji na polskim jest dla mnie czymś tak niepojętym, że zapytam, może ja czegoś nie wiem, może czegoś nie zauważyłam? Ktokolwiek widział (klimatyzację), ktokolwiek wie? Idźmy dalej, czy ktoś coś słyszał o klimatyzacji na dawnych galeriach sztuki nowożytnej obcej (bez przyległości?), tam gdzie teraz mają być Wywyższeni? Tak pytam, bo jak się okazuje mamy plan wystaw na 2013 rok, zajrzyjcie sobie na naszą stronę internetową… no i tam jest Rothko, w przyszłym roku. Nie wiem, jak nasza dyrekcja to sobie wyobraża, że Amerykanie dadzą nam te swoje arcydzieła do nieklimatyzowanych pomieszczeń latem. Poza tym kiedy ostatnio pożyczaliśmy coś z Waszyngtonu? To musiało być za Folgi, która w przeciwieństwie do naszej obecnej dyrekcji, jak już wyjeżdżała coś załatwić, to wracała z kontraktem pod pachą. A, jeszcze mnie ciekawi, kto ewentualnie miałby zapłacić za ubezpieczenie. Czy nasza pani dyrektor sądzi, że wystarczą gwarancje rządowe??

Poza tym zastanawia mnie problem kwerendy jako takiej. Wielu z nas musiało swego czasu wyjaśniać różnego rodzaju kontrolerom, na czym polega kwerenda. Upominano nas, że powinniśmy ograniczyć ilość kwerend. Nietrudno zgadnąć, dlaczego – chodzi o to, żebyśmy nie robili czegoś, co nam wypełnia czas, w którym rzekomo nic nie robimy. Niestety, od czasu do czasu dyrekcja budzi się z letragu albo ze snu zimowego i zaczyna wertować pocztę, wynajdując przy tym najbardziej absurdalne kwerendy, które należałoby wyrzucić do kosza (albo zaproponować, żeby państwo sobie sami przyjechali i poszukali). Nie mówię o kwerendach w rodzaju cyklina (nazywana również gładzicą) w sztuce albo wystawa kur ozdobnych, jak ostatnio (bo to z grubsza załatwia mona), tylko o różnych monstrualnych kwerendach, obejmujacych wiele działów i dziesiątki tysięcy obiektów do przejrzenia. Już nie mówię o tym, że z reguły nie są to muzea czyli nasz naturalny partner, tylko różne towarzystwa naukowe… W rozmowach z różnymi instytucjami zewnętrznymi nasza pani dyrektor, z reguły bardzo niegrzecznie, odpowiada, że pracownicy – jej pracownicy – są bardzo zajęci i nie mają czasu pracować za i na inne muzea…

Na koniec tradycyjnie o garstce. Niezadowolonych. Każdy dyktator twierdzi, że przyczyną rozruchów jest garstka wichrzycieli. Nasza dyrekcja oprócz tego stara się ze wszystkich sił, żeby rozbić jedność pracowników, sugerując istnienie różnych sztucznych podziałów, takich jak starzy i młodzi, kuratorzy i reszta pracowników, nie eksponując przy tym, co zabawne, starego podziału na pracowników merytorycznych i administrację. Nietrudno zgadnąć, dlaczego. Do tej pory administracja znajdowała się przeważnie pod parasolem ochronnym, ale nasza dyrekcja zastępcza złożyła ten parasol i odstawiła do kąta. Nie wiem, czy powinniśmy się tym cieszyć, czy martwić, ale obecnie administracja robi za hołotę w niemniejszym stopniu niż pracownicy merytoryczni. Szacun, drodzy państwo… jak mówią młodzi. Albo – witajcie w klubie, jak mówią starzy.

KONFACELa

10/03/2012

Silva rerum

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:09
Tags: , , , , , , , , , , ,

Niestety, z chwilą kiedy nasz Tintin został następcą pani od wystających ramiączek, przestałam wiązać z nim jakiekolwiek nadzieje. Na trop, że coś jest nie w porzadku naprowadziła mnie wcześniej  jedna ze sprzataczek, potraktowana jak mebel przez naszego pana dyrektora – czy to ja muszę tłumaczyć, że grzeczność dla stojacych najniżej w tzw. hierarchii jest miarą klasy, której chyba komuś tutaj brakuje?
Dalej, jak mówią, branża PR od jakiegoś czasu ma nowego klienta – a są to instytucje takie jak nasza. Co najdziwniejsze w przeciwieństwie do operatorów telefonii komórkowej, nie mówiąc o producentach dezodorantów, instutucje typu non-profit nie liczą się z pieniędzmi na autopromocję, za to bez wahania dokonują cięć w innych dziedzinach – patrz nasze Muzeum. Żeby to jeszcze przekładało się na jakieś wymierne rezultaty, to byłoby pół biedy. Ale cały ten PR przypomina propagandę sukcesu z okresu wczesnego Gierka… wystarczy się wczytać uważnie w przemówienie pani dyrektor… A jeśli już jesteśmy przy sławetnym obiedzie… prezydent, nasz minister et consortes, czyli urzędnicy… i kto jeszcze? Gdzie ci wielcy biznesmeni, gotowi nas zasypać górą grosza? Gdzie najbogatszy Polak, patrz ranking Forbesa?…

Teraz o nowej formule kuratorium – myślę, że w obecnym składzie nikt już nie będzie protestował przeciwko innowacjom polegającymi na zmianie czasu i miejsca – to niby drobiazg, ale znaczący. No więc nie sala konferencyjna, tylko gabinet pani dyrektor, wtorek zamiast środy, i pora wreszcie skończyć z tym prowadzeniem zebrań przez przewodniczącego KK, co to znaczy, żeby ktoś inny prowadził zebranie, kiedy na sali jest pani dyrektor? To bardzo wygodna formuła: pani dyrektor mówi, wszyscy słuchają, a po kwadrandsie rozchodzą się do swoich zadań. Koniec z głupimi dyskusjami. Nie ma żadnego spiskowania, żadnych głupich listów, dosyć tego rozrabiania!

No a manifa? Ciekawość mnie zżera, czy nasze panie wybiorą się znowu na manifę? A może będą się wstydziły? Za czym będą demonstrowały? Za podwyższeniem wieku emerytalnego dla kobiet? To dopiero byłoby paradne! Pani dyrektor, która latem ubiegłego roku zwolniła z pracy szereg swoich koleżanek w wieku emerytalnym – sama będąc w wieku emerytalnym – podobno ręka jej zadrżała – ale jak mówią złośliwi, to ze starości… Nota bene przykład naszej dyrekcji wskazuje dobitnie, że przynajmniej niektóre kobiety zdecydowanie nie powinny pracować po ukończeniu pewnego wieku…

I na koniec króciutko o proporcjach… Zawsze mnie bawiła ta garstka buntowników… Za Piotrowskiego było tak samo. Garstka, ułamek, margines. Wszyscy kochają panią dyrektor, tylko ta nieszczęsna garstka… Pamiętam jak to było, jak się zaczynały strajki w stoczni w 1980 roku. Nie było strajków, tylko przestoje w pracy. Demonstrujący robotnicy to był element antysocjalistyczny, nie mówiąc o tym, że była ich garstka…

kONFACELA

06/03/2012

Fundraising gala diner bis

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 02:26
Tags: , , , , , , , , , , ,

Zbliża się wiosna. Przyroda budzi się ze snu zimowego do nowego życia. Muzeum  też budzi się do nowego życia po niespełna ośmiu miesiącach… Tym którzy jeszcze wątpią, polecam wyprawę na drugą stronę szlakiem wycyklinowanych parkietów. Kiedyś podejrzewałam, że to zapach farby olejnej jest tym, co nas podnieca, ale to chyba jest jednak cykliniarka… do tego stopnia, że podłogi na ryzalicie zeszlifowano przed postawieniem ekranów, co oznacza, że trzeba będzie to powtórzyć po zakończeniu robót. Nie trzeba remontować trzech mieszkań, żeby wiedzieć, że nie ma takiej podłogi, którą można cyklinować w nieskończoność. Tymczasem w hallu głównym robotnicy uwijają się jak mróweczki, to gładząc, to szlifując, to szpachlując. Wesoły stuk młotków i warkot wiertarek nie pozwalają zapomnieć, że tutaj się pracuje!
Moi drodzy… we środę na galerii malarstwa polskiego z przymieszkami odbędzie się dawno zapowiadany fundraising gala diner! Niestety, cała ta sytuacja przypomina dowcip o radiu Erewań. No więc diner w Muzeum, tylko na ścianach nie ma obrazów. Rozumiem obiad w towarzystwie braci Gierymskich. Matejki. Wyspiańskiego. Ale w otoczeniu pustych ścian? Jaki to ma sens? Obiad w otoczeniu pustych ścian można zjesć wszędzie. Dalej. Fundraising gala diner bez jakiejkolwiek zbiórki, tacy, skarbonki, bez zaplanowanej aukcji dobroczynnej, co to za cukier bez cukru, fundraising bez fundraisingu? I w ogóle, kto zapłaci za tan cały diner, bo chyba nie podatnik?… Teraz gala, o la, la! Proszę mi wybaczyć, madames et monsieurs, ale nam niepotrzebny jest prezydent, bo ten odeśle nas do ministra kultury… tylko sponsorzy. Bogaci kolekcjerzy, biznesmeni z pretensjami do kultury i sztuki, ewentualnie politycy.
Teraz sprawy techniczne: co z tym całym bałaganem w hallu głównym? Co z Bitwą, którą trzeba w końcu nawinąć na wałek (i zakopać mozliwie głęboko). Co z tymi ślicznymi mebelkami po księgarni na podeście? I w ogóle kto to wymyślił?!!

KONFAcELA

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.