M jak Muzeum

29/05/2012

Co ma co wspierać

Z różnych znaków na niebie i ziemi, nie mówiąc o zasłyszanych rozmowach, widzę że muszę to powtórzyć. A mianowicie: bogactwem takiej instytucji jak nasza są zbiory i to jest aksjomat. Ale te zbiory same z siebie nie istnieją. Musi być ktoś, kto je wydobędzie z mroku i otoczy opieką merytoryczną (to oczywiście cytat, kto chce niech zgadnie z kogo).  Tylko tak nasze zbiory istnieją w świadomości społecznej. Tu nie pomoże żaden dyrektor kreatywno-promotywno-komunikatywny ani żaden podobny osobnik z przeszłością punkową – nie ma muzeum bez historyków sztuki i konserwatorów. A także nie ma muzeum bez pracowników administracyjnych, a jak się ich słucha, to włosy stają dęba na głowie. Upokarzanie i lekceważenie, bo to tylko jakaś pani Petronela, głowę zawraca, chce czegoś, co ona tam wie, niech poczeka. A pani Petronela pracuje w tym muzeum dłużej niż pani dyrektor i nikt nią nigdy nie pomiatał w podobny sposób… Ależ mnie nudzi pisanie takich rzeczy: pomiatanie podwładnymi zawsze się źle kończy. To są rozwiązania na krótką metę.
Na szczęście dla pani dyrektor nie ma wielu kandydatów na jej miejsce. Nasz minister nie ma wyjścia, bo skoro dał nam pieniądze na remont, to znaczy, że popierał to, co się tutaj działo. Jeśli teraz chciałby protestować, wyszedłby na głupca.
I jeszcze słówko na temat galerii malarstwa polskiego, czy to na czerwonych ścianach, czy na szarych. Bo te wszystkie europejskie wtręty… no dobrze, są. I co z tego wynika? Może gdyby były z górnej półki – to byłby dowód, że my zawsze w prześwietnej Europie i że my nie prowincja, tylko takie dalsze centrum… Wtedy garnirowanie polskiego obrazami z kolekcji obcej miałoby jakiś sens, a tak to ja tego sensu nie widzę. Czemu służy ta nowa narracja, jak to zostało nazwane, i co ma co wspierać? Europejskie malarstwo ma wspierać polskie czy odwrotnie? Ponieważ dyskusje na ten temat od poczatku odbywały się w zamkniętym gronie, ciekawość mnie żżera, czy ktoś poruszył ten trudny temat?

KonfacelA

Reklamy

27/05/2012

Duchy poprzedników

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 16:05

Dobrze mówiłam. Nasz pan minister nie był zachwycony całym tym strajkiem. Jak trafnie zauważył, w naszym kraju zostanie wkrótce podpisana ustawa o wydłużeniu wieku emerytalnego – stąd propozycja, żeby państwo miało opłacać składki emerytalne artystom, jest po prostu nieprzyzwoita. A jakiekolwiek protesty w tej sprawie podnoszone przez osoby pobierające dyrektorską pensję są szczytem bezczelności. Cóż to za hipokryzja i cynizm. Że nie wspomnę o tym, że pracownicy Muzeum nie dostali waloryzacji od 2009 roku, tzn. od momentu kiedy część z nas dostała podwyżki od Folgi. Nie mówię o tzw. nowych ludziach, tylko o hołocie.
Podobno pani dyrektor okropnie się martwi tym, że nikt jej nie kocha. I ciągle porównuje się do swoich poprzedników, a szczególnie do profesora Lorentza i bardzo ją oburza, kiedy ktoś nie traktuje jej z należytą atencją. Przecież zajęła jego miejsce i przywróciła jego gabinet (jest to jedna z tych niewielu rzeczy, która mi się podoba), więc dlaczego ci głupi ludzie szepczą po kątach i ciągle ją o coś oskarżają? No cóż. Przecież ja tutaj nie będę pisała, jaki powinien być dobry dyrektor, bo z jakiej racji. No i nie widzę powodu, żeby pani w czymkolwiek pomagać. Powiem tylko, że można tak zrobić, że ludzie będą się bali, bo każdy szef ma taką możliwość, jeśli tylko chce i to nie jest specjalnie skomplikowane. A na szacunek trzeba sobie zasłużyć i to już jest wyższa szkoła jazdy.

KonfacelA

23/05/2012

Strajk przeciwko Ministerstwu Kultury

Niewiarygodne. Nasza dyrekcja, zupełnie jak władza ludowa w poprzednim ustroju, zorganizuje nam strajk przeciwko Ministerstwu Kultury. Demonstrację przeciwko wojnie w Korei. Tylko czekać, jak zostaniemy pogonieni do udziału w czynie partyjnym. Merytoryczni do łopat! Dlaczego nie powinniśmy brać udziału w podobnych przedsięwzięciach, ano dlatego, że minister kultury, który nie ma wyjścia i musi popierać cały ten team, robi to dlatego, że dał nam jakoby – bo ta suma zmieniała się wielokrotnie – piętnaście milionów. Ja bym nie strajkowała przeciwko temu, kto dał nam duże pieniądze i w ogóle nas utrzymuje. Jest w tym coś niewłaściwego. Poza tym, co my, na Boga, mamy wspólnego ze współczesnymi artystami? Jaki procent naszych zbiorów stanowi ta nieszczęsna sztuka współczesna? Otóż, jak policzyłam, jest to circa 8%, ja rozumiem Muzeum Sztuki Współczesnej, ale my? Z jakiej racji?
Co tam u nas jeszcze jest nowego – oprócz tych nieszczęsnych galerii – mamy nową stronę internetową. Sądząc po jej poziomie została zaprojektowana przez tę samą osobę, która składała to nieszczęsne zaproszenie dla hołoty. Nie, nie porównywałabym jej z Luwrem. Ani z Musée d’Orsay. Prostota to nie to samo co prostactwo i prymityw. Kto ma oczy nie z guzika, ten widzi.
I jeszcze króciutko poczta. Jakoś nie jestem w stanie się martwić krytycznymi wpisami, ponieważ wiem niestety, że – podobnie jak w wielu instytucjach – pracownicy mają obowiązek wspierać oficjalną politykę firmy. Przeważnie robią to na serwisach społecznościowych i na forach.  Nie wiem, czy moi adwesarze mają jakąś normę, ale prikaz na pewno. Oczywiście, są tacy, którzy robią to oficjalnie, na kuratorium… Niektórzy nowi kuratorzy tak długo czekali na swoje wywyższenie, że jak już się doczekali, to nie bardzo wiedzą na czym to wszystko polega…
A co do podobania się, to podoba mi się fontanna na dziedzińcu jednym i drugim (tylko że nie jest to zasługa obecnego projektanta). Te złote literki przy bocznym wejściu (może należałoby coś zrobić z dziurami). I podoba mi się fakt, że nie jesteśmy zamknięci, że przychodzi jakaś publiczność, że nie ma tej wałęsającej się wszędzie klasy robotniczej, że hall wygląda jak powinien – do tej pory cały czas miałam wrażenie, że fakt, że nie przychodzą zwiedzający, zwiększał bezkarność tego całego teamu… No. Jak coś jeszcze znajdę, co mi się podoba, to niechybnie o tym napiszę.

KOnFACEla

19/05/2012

Prasówka przy sobocie

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 23:52
Tags: , ,

Po robocie przy sobocie – prasówka. Zacznijmy od Newsweeka, patrz http://kultura.newsweek.pl/muzeum-narodowe–na-klopoty-morawinska,91830,1,1.html
Tak, przyznaję, że tytuł mnie zirytował. Zdjęcie na tle schodów mniej, nasza pani dyrektor zazwyczaj chodzi skulona i wygląda, jak by się bała, że ktoś ją zaraz huknie w łeb – a tu proszę, broda zadarta, spojrzenie zwycięskie, nawet coś w rodzaju krzywego uśmiechu – wbrew pozorom to dobrze, im mniej się pani boi, tym mniejszą odczuwa potrzebę odgrywania się na nas.
Trochę mi się zimno zrobiło, jak przeczytałam, że nasza reformatorka nie zakończyła jeszcze swojej misji, że chciałaby rozpisać konkurs na nowy gmach, skądinąd bardzo potrzebny. Rozumiem, że chodzi o rywalizację z Muzeum Sztuki Nowoczesnej, któremu właśnie się nie udało. Ale to zawsze kolejna epoka pod rządami tego tandemu i to mnie martwi.
Teraz najważniejsze. Nie, bynajmniej nie traktowała nas pani jako kolegów, przecież większości z nas właśnie o to chodzi. O szacunek. Żeby nas nie traktować jak hołoty. I to nie dyscyplina pracy wzbudziła największy protest, to bzdura. Tylko lekceważenie i pogarda. Nawet na konferencji prasowej dziękowała pani „personelowi”, ktoś zażartował, że dobrze, że nie służbie, ale ktoś drugi przytomnie zauważył, że służbie się nie dziękuje.
Co do zapóźnienia Muzeum to istotnie przed laty, kiedy pani z niego odchodziła – było instytucją skostniałą i bardzo konserwatywną. Ale – czas nie zatrzymał się na początku lat 90., skąd to przekonanie, że od tamtego czasu w Muzeum nic się nie zmieniło? To naprawdę nie jest ta sama rzeka co wtedy, najwyższa pora żeby to zauważyć.
Co do związków zawodowych – chyba coś się pani pomyliło, związki zawodowe są po to, żeby bronić pracowników, a nie zajmować się polityką, wyjątkowa rola Solidarności w tej mierze jest polską specyfiką.
Ufff.
I jeszcze krótko o naszym nowoczesnym dyrektorze w niszowym skądinąd magazynie Exklusiv. Tutaj akurat tytuł mnie nie zirytował, tylko rozbawił: Punk Dyrektor. Podobnie jak zdjęcia: pun dyrektor stoi na wózku widłowym na galerii malarstwa polskiego, w tle Antygona Brodowskiego ze wstydem odwraca głowę, a pun dyrektor bynajmniej, wygląda jakby miał wylecieć w kosmos. Przy okazji, jak się okazuje, jest to były menago zespołu punkowego Tilt  czyli kolejny taki przypadek, jak nie Kora to Doda albo inny Kit (słowo menago nie pochodzi ode mnie, tylko jest cytatem z tekstu). Luuudzie, gdzie my jesteśmy?!!

KonfaCela

18/05/2012

U-koko-ronowanie czyli Muzeum spoko

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 00:16
Tags: , , , , , ,

Każdy w tej instytucji ma swoje obowiązki. Jedni myją gabloty, inni punktują Grunwald, a jeszcze inni zajmują się budowaniem wizerunku i kontaktami ze światem zewnętrznym. Jeśli gabloty będą brudne, będziemy mieć pretensje do laborantki. Jeśli z Grunwaldu zacznie odpadać farba, będziemy szukali konserwatora, a jeżeli Program I TV pokaże w Wiadomościach o 19.30 relację z konferencji prasowej z otwarcia Muzeum ze starym logo (tym owalnym, z wizerunkiem budynku), będziemy szukali naszego dzielnego kierownika działu promocji. Nie pamiętam dokładnie, ile zapłaciliśmy za ten wężyk na granatowym (w porywach czerwony wężyk na białym), ale jak już komuś odbiło, to teraz trzeba się tego trzymać. Wielki specjalista od reklamy powinien wiedzieć, że nawet najgorszy projekt, jeśli się go ciagle i z przekonaniem pokazuje, to w końcu wszyscy się przyzwyczajają i nikt nie protestuje.
Bardzo jestem ciekawa, jak tam wieczorne otwarcie, wielki dzień naszej pani dyrektor, ukoronowanie tych trudnych dziesięciu miesięcy. Ach, ach. Sądząc po relacji w internecie i prezydent, i minister, a nawet przewodniczący naszej rady – wszyscy oni byli oczarowani i zbudowani. Między nami mówiąc, nie ma takiej opcji, żeby mogło być inaczej. Ministerstwo dało pieniądze na remont i pan minister musiał być oczarowany, ponieważ jakakolwiek krytyka byłaby krytyką jego samego. Poza tym, jeden dyrektor już mu się u nas  nie udał, więc teraz ten drugi musi się udać, żeby nie wiem co. Prezydent – to oczywiste – polegał na wieloletniej renomie tego miejsca, a jeśli chodzi o Jacka, to podobnie jak w przypadku ministra – przyłożył ręki do pseudoreform i to co zobaczył, musiało mu się podobać z z automatu…

KOnfacela

15/05/2012

Trudny problem zaproszeń

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:03
Tags: , ,

Ostatnim razem napisałam o poleceniu sporządzania list znajomych zaproszonych na otwarcie w piątek (przy okazji, odpowiedź na mail naszego kolegi wystosowana przez szefa promocji świadczy o tym, że nie ma on pojęcia, na czym polega praca w tej instytucji i jakiego rodzaju ludzie przychodzą do Muzeum na otwarcia). I w końcu zapomniałam o tym, co widać na pierwszy rzut oka. A mianowicie o szacie graficznej tego dzieła.  To zaproszenie jest… okropnie tandetne. Takie byle co, odbite na ksero (sic!) na pseudoeleganckim papierze. Skład jest po prostu straszny. I to podobno jest druga wersja tego dzieła, poprawiona. Ciekawość bierze, kto to projektował, jeśli takie coś w ogóle można nazwać projektem. Czy my w ogóle mamy jakiegoś grafika? A przy okazji… nie podejrzewałam naszej pani dyrektor o podobną subtelność w okazywaniu pogardy hołocie czyli pracownikom. Bo chyba nie ma lepszego sposobu okazania swoich uczuć niż tego rodzaju zaproszenie wystosowane do kogokolwiek. To granatowe jest żadne, ale przynajmniej ma pozory elegancji. To kremowe mówi jasno, byle co dla hołoty.

kOnfacela

13/05/2012

Trudny problem podpisów

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:58
Tags: , , ,

Za niecały tydzień otwarcie! Hip hip hura! Nie mogę się doczekać. W przeciwieństwie do innych muzeów zamkniętych w ramach remontu, u nas od początku była konkretna data, rocznica, która wyznaczała datę ponownego otwarcia. Dlatego nie można było ciągnąć tego wszystkiego w nieskończoność.
Tymczasem mamy idiotyczną aferę z podpisami pod obrazami. Od dawna było wiadomo, że dziwnie pachnąca farba, której liczne kubełki pomieszkiwały ostatnio w pakowalni – jest farbą nowoczesną. To znaczy, że jeśli młodzież będzie wycierała brudne ręce o ściany, to wystarczy jeden ruch gąbką… Niestety, ten kij ma dwa końce. Nagle okazało się, że ściana nie przyjmuje brudu, ale i plastikowych literek, z którch miano ułożyć podpisy. Może klej kropelka? Albo ośmiorniczka?  W całej tej sprawie najbardziej niepokojące jest jednak to, że kiedy problem pojawił się na galerii malarstwa polskiego, został ukryty przed sąsiednimi działami! Nie przed prasą, jeszcze jest czas, zresztą to bym nawet rozumiała, ale nie – odnośny kurator zabronił o tym komukolwiek mówić, co spowodowało, że po tygodniu kolejny kurator musiał się zmagać z tym samym problemem. Nie chcę myśleć, co będzie z podpisami na Wywyższonych. Dlaczego państwo na kuratorium zajmują się naprawdę marginalnymi w tej sytuacji problemami naszego archiwum, zamiast wspólnie próbować rozwiązać trudną kwestię podpisów? Do bani z taką współpracą!
Rozumiem, że jest jakaś część szerszego zjawiska – u nas ostatnio wszystkie przedsięwzięcia zbiorowe polegają na tym, że jeden (dyrekcja) mówi, reszta (hołota) słucha, po czym zostaje wydany komunikat. Nie zmienia to faktu, że współpraca polega na czymś innym.
Idziemy dalej. Zaproszenia, to granatowe z białym wężykiem i to drugie dla kuratorów. To drugie na piątek, więc skąd polecenie wypisania zaproszonych gości, rozumiem, gdyby chodziło bezpieczeństwo o prezydenta, ale nie chodzi. Mam wyszczególniać sąsiadkę z matką i koleżankę z liceum? Co to za jakieś praktyki rodem z poprzedniej epoki?
Mam też obserwację pozytywną: rozwalono tę budę przy wejściu, mam nadzieję, że po wykruszeniu resztek betonu w tym miejscu położy się trawę z rolki? Osobiście wolałabym jakieś duże drzewo, ale to kosztowna operacja.

KOnFACELA

10/05/2012

Kto się boi czarnego luda?

Nie mam współczucia dla naszej dyrekcji. Dlatego bawią mnie takie sytuacje, jak ostatnio. Jeśli nasza pani dyrektor tak bardzo chce wiedzieć, jakie nastroje panują w Muzeum, może powinna przeprowadzić badania opinii publicznej… zamiast wypytywać nasze dziewczyny z Solidarności. Przecież wszyscy kochają naszą panią dyrektor, nie mówiąc o jej zastępczyni. Jak mówią, ta ostatnia jest chora, jeśli nie zrobi przynajmniej jednej awantury dziennie. Jak znam życie, jest z tego dumna…
No więc, skąd ta myśl, że coś mogłoby być nie w porządku? Czegoś się obawiamy?
Myślę, że nie ma powodów do obaw. Jest dobrze. Wszyscy się boją pani dyrektor.
Ale ten strach jest obopólny. Pani dyrektor też się boi pracowników.
Nietrudno zgadnąć, czego się boją pracownicy: utraty pracy, zwolnienia kolegów, oddania jakichś tam zbiorów (głównie depozytów, od jakiegoś czasu dyrekcja zaprzestała pytania kuratorów o cokolwiek i słusznie).
Jeśli chodzi o dyrekcję, sprawa jest trochę bardziej skomplikowana. Dyrekcja boi się panicznie, żeby coś nie wyszło na zewnątrz, jakieś obrzydliwe sprawy, które mogłyby ją skompromitować. Mobbing nie jest niczym chwalebnym, szczególnie jeśli, przynajmniej w założeniu – podobnie jak Piotrowski – wyznaje się tzw. lewicowy światopogląd. Poza tym nasza biedna dyrekcja obawia się, że ktoś może się okazać mądrzejszy od niej – to całkiem realna obawa – dlatego profilaktycznie nie podejmuje żadnego dialogu i słusznie, po co kusić licho. Nie wiem tylko, jak prasa przyjmie zapewnienia o rewolucyjnym charakterze naszej nowej galerii sztuki polskiej, która to galeria póki co nie wnosi niczego nowego do sprawy, jak wszystkie nasze odnowione pomieszczenia wygląda – no co ja na to poradzę?! – tandetnie, do tego pachnie tą nową dziwną farbą…
Oprócz tego nasza dyrekcja boi się nas, pracowników, to znaczy Ciebie i mnie, mój drogi czytelniku, ponieważ wie, że jest nie w porzadku…
Kto się boi czarnego luda? Mówią, że jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać, jest strach…

KONFAcELA

03/05/2012

Pitawal muzealny, część druga

Nie ukrywam, że po przeczytaniu niektórych komentarzy pod ostatnim postem zrobiło mi się smutno. Miarą naszej pracy nie jest bezwzględne utrzymywanie dyscypliny, bo nie pracujemy przy taśmie… Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się Tyrmand i jego dziennik, anno domini 1954, nie mogę się oprzeć, żeby nie zacytować: „Idea dyscypliny pracy […] polega na niszczeniu w duszy ludzkiej pierwiastkowego poczucia obowiązku i nieustannej mobilizacji do nadużyć. Upupia i infantylizuje. Sprawia, ze rozsądny i dojrzały człowiek uważa zmarnowanie paru godzin na bezkarne nieróbstwo za moralną wartość, osobisty sukces i osiagnięcie dnia”. Dodajmy, szczególnie w przypadku takiej instytucji jak nasza, gdzie jakiś tam procent naszej pracy ma charakter twórczy.
Teraz o kolejnej sprawie sądowej, wytoczonej Muzeum przez zwolnioną kurator sztuki XX wieku. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że dział sztuki XX wieku poniósł w trakcie jesiennych pseudoreform jedne z największych strat w całym Muzeum. W starożytności i w malarstwie polskim kuratorami zostały osoby powolne dyrekcji. Podobnie w numizmatyce. Średniowiecze zostało połączone ze sztuką nowożytną. Grafika dawna scalona w jeden monstrualny gabinet. Natomiast sztuka XX wieku straciła jednego kuratora, a drugi został zdegradowany. W praktyce została bez jakiegokolwiek szefa, którym niespodziewanie został nasz naukawy pseudodyrektor, siedzący teraz okrakiem na dwóch stołkach…
W sądzie nasza wice-dyrektor argumentowała dzielnie, że stanowisko kuratora sztuki XX wieku zostało zlikwidowane na skutek połączenia działów i że obecnie funkcję tę pełni dyrektor naukowy. Jak mówią, sędzina przecierała oczy ze zdumienia na wieść, że ktoś został zatrudniony na stanowisku powódki – bo nie wolno zwolnić jednej osoby po to, żeby na jej miejsce zatrudnić inną, która bardziej nam odpowiada. Ciekawość mnie bierze, czy nasz dyrektor bierze dwie pensje, ja tego nie wiem, ale sąd może o to zapytać i pewnie to zrobi…
Cóż jeszcze mogłabym dodać, ano że po raz kolejny regulamin pisze się pod konkretną osobę, przecież tego pseudofachowca w końcu wyrzucą i być może nareszcie trafi nam się jakiś dyrektor naukowy, który nie będzie od sztuki XX wieku i co wtedy? Kto wtedy będzie szefem działu sztuki XX wieku??
I jeszcze króciutko na temat dziedzińca Lorentza, co za pomylony projektant wpadł na pomysł, żeby wysypać ścieżki kamykami, przecież po tym nie da się chodzić, a szczególnie na wysokich obcasach…

konfacelA

Blog na WordPress.com.