M jak Muzeum

13/07/2012

Długo tym szpadlem

Nigdy  życiu nie miałam do czynienia z gazetą pt. „Kurier warszawski”. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz, więc pewnego dnia trafił w moje ręce numer czerwcowo-lipcowy, a w nim – artykuł pt. Zawyżeni… Na załączonym zdjęciu widać puste schody w hallu głównym  („bijących się o bilet tłumów raczej nie widać”). No cóż. Nie ma co liczyć na tłumy zwiedzających bez reklamy. Jedna z najważniejszych zasad współczesnej promocji mówi, że można sprzedać każde byle co – nawet nasze nowe galerie, byleby je odpowiednio często i z przekonaniem reklamować. Tymczasem nasza promocja ogranicza się do plakatów na pobliskich słupach i filmiku w metrze, być może jest coś jeszcze, o czym nie wiem, wszystko jedno i tak żadna z tych rzeczy w praktyce nie działa, bo ludzi nie ma. Co gorsza z plakatów wynika, że  jest nasza galeria sztuki starożytnej  jest otwarta– a przecież nie jest – zarówno antyczny tors, jak i portrety fajumskie są wystawiane na Wywyższonych. Oprócz tego widziałam kiedyś amatorski filmik w metrze, zachęcający do odwiedzania MNW – skopiowany z reklamy jednego z głównych polskich banków, sugerujący jakoby młodzi ludzie mieli się do nas włamywać z desperacji, że nie mogą zobaczyć bodajże Malczewskiego – długo tym szpadlem? – pyta strażnik – Muzeum Narodowe, dzień dobry!
Artykuł w „Kurierze” koncentruje się na problemie narodowości (polskiej albo niepolskiej) niektórych artystów, zwracając naszą uwagę na problem kosmopolityzmu, a konkretnie na fakt, że choćby nie wiadomo ile tym szpadlem, pewni artyści rodzą się Polakami, a pewni zostają nimi z wyboru, co w dalszej perspektywie skutkuje powieszeniem ich dzieł na takiej czy innej narodowej galerii. Ja rozumiem, że pojęcia państwa i narodu są naszej dyrekcji z gruntu obce i że ciągle im się wydaje, że można od tego uciec… dokładając do galerii polskiej parę obcych obrazów… i że komuś, osobliwie zwiedzającym, coś to robi. No więc zwiedzający mają to w nosie. A ci, których to irytuje albo śmieszy, dobrze wiedzą, że jak przyjdzie co do czego, każdy pyta, jak ten głupek,  a jakiej ten malarz był narodowości?? A jak ktoś bardziej obeznany, to takie wpadki jak z Kuntze-Koniczem tylko go irytują.
Autorka recenzji odwołuje się do bajki Andersena o nowych szatach cesarza. Wyjątkowo trafne porównanie, chociaż u nas wszyscy wiedzą, że nasza dyrekcja jest naga… W bajce ludzie bali się przyznać, że nie widzą żadnych szat, żeby nie wyjsć na głupców. U nas to jest kwestia instynktu samozachowawczego. O ile dobrze pamiętam, u Andersena to bardzo szczere dziecko nie poniosło żadnych konsekwencji, ani ono, ani jego rodzice, a u nas dyrekcja z miejsca zwinęłaby je w kocyk i upuściła, tak żeby uderzyło główką o próg… nie chcę myśleć, co by zrobiła z jego rodzicami…
KONFACElA

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.