M jak Muzeum

19/10/2012

Setny post. O zacofaniu i biurokracji

Tym razem będzie o zacofaniu. Nasze panie, co może nie do każdego dociera, oprócz tego, że uważają się za miłe i sympatyczne (dyrekcja naczelna) i surowe, ale sprawiedliwe (dyrekcja zastępcza), pretendują do miana postępowych. Latają na różne manifestacje i manify i opowiadają się po stronie uciśnionych i poniżonych (Żydów, murzynów, telemarketerów, homoseksualistów,  kobiet, osób niepełnosprawnych – przy czym tak naprawdę brzydzą się większością tych ludzi). Krótko mówiąc – lewicują. Czy też lewitują, to się zdarza paniom w starszym wieku.
Zawsze mnie zdumiewało, jak wiele osób o przekonaniach jakoby lewicowych,  tej liczbie nasze panie, ma w nosie czyjekolwiek krzywdy i we własnym otoczeniu zachowuje się jak Feliks Dzierżyński czyli sieje terror. Piotrowski też deklarował się jako marksista, ale ten przynajmniej walczył z odkrytą przyłbica, a nasze paniusie robią wszystko po kryjomu.
Zacofanie naszej dyrekcji przejawia się w stylu zarządzania, ponieważ nasza lewitująca dyrekcja ciągle tkwi w poprzedniej epoce. To znaczy w PRLu, który, czy tego chcemy, czy nie chcemy, skończył się prawie ćwierć wieku temu! Nie mówiąc o profesorze Lorentzu, który, co nie jest żadną tajmnicą, nigdy nie był dobrego zdania o swojej asystentce i bynajmniej nie uważał jej za godną siebie następczynię. Biedak przewraca się teraz w grobie, widząc cały ten bałagan, bo nawet jeśli – podobnie jak nasza obecna dyrekcja – miał zapędy dyktatorskie, to wszystko to służyło dobru Muzeum. Po Lorentzu zostały przynajmniej różne nabytki, niektóre nabyte prawem kaduka, nie zmiania to faktu, że te nabytki, patrz galeria średniowieczna (nota bene obecnie zmarginalizowana i wcielona do zbiorów nowożytnych), są ozdobą naszych zbiorów. Co zostanie po obecnej dyrekcji, ano – remont! Tandetny remont et c’est tout!

Wracając do stylu zarządzania. Na całym świecie, gwoli podniesienia wydajności pracy, upraszcza się wszelkie procedury i ogranicza biurkorację, bo to służy wszystkim zainteresowanym. W dobie internetu, poczty elektronicznej, nie mówiąc o telefonie i faksie nie ma powodu załatwiania wszystkiego jak za króla ćwieczka. U nas obecnie każda sprawa przypomina tę koszulę niesioną królowi Słońce do łoża o poranku – najpierw brał ją podkomorzy, potem marszałek, potem osobisty sekretarz, po czym, kiedy król już dygotał z zimna, dostawał koszulę. Bez guzika.  U nas w ramach reformy wymyślono różne nowe drogi wędrowania koszuli… pardon, listu z prośbą o wypożyczenie, listu z prośbą o możliwość przeprowadzenia kwerendy, listu z prośbą o możliwość zreprodukowania obrazu – po pierwsze z jakiegoś powodu naszej dyrekcji naczelnej wydaje się, że musi podejmować decyzje w sprawie nogi od krzesła chippendale, nie mówiąc o wyrażeniu zgody na oglądanie przez studentkę naszego uniwersytetu dwóch obrazów jakiegoś tam malarza. Po drugie odpowiedź naszej dyrekcji – skądinad byłej dyplomatki – jest z reguły niegrzeczna, po trzecie do dyrekcji nie do końca dociera, że wiekszość spraw można teraz załatwić mailem i że nie należy mnożyć bytów ponad konieczność.
Dlatego kolejne muzea piszą skargi do ministerstwa, a potem – no cóż, potem nasi koledzy z innych muzeów dzwonią do nas, do działu, pytając co, do diabła, się u nas dzieje??
Dlatego przeraża mnie zapowiedź jakichkolwiek „reform” w wykonaniu naszego niegdysiejszego audytora, bo przez niego Muzeum w Kielacach zostało sparaliżowane poprzez wszechobecną biurokrację, rodzaj ewidencji wszelkiej działalości, która to ewidencja zastąpiła jakąkolwiek działalność…

KonfacelA

P.S. To mój setny post!  Z jednej strony pewnie powinnam być dumna, a z drugiej – to smutne, że nie ma żadnego innego forum, na którym moglibśmy porozmawiać ze sobą. W najbliższym czasie napiszę, ile osób czyta i komentuje mój blog – w przeciwieństwie do naszej dyrekcji nie muszę „liczyć frekwencji na galeriach”, bo na bieżąco dostaję wszystkie statystyki.

2 komentarzy »

  1. Kiedy ostatnio, Konfacelo, kontaktowałaś się w jakiejś sprawie z „muzeami na całym świecie”? Chyba dawno… bo biurokracja nawet w tych najwspanialszych instytucjach jest ogromna! Szczególnie jeśli sprawa petenta ociera się o kwestie finansowe. Każde muzeum, biblioteka, archiwum – ma swoje procedury. Czasem są one przeraźliwie długie. Szybkość załatwienia sprawy zależy w takich miejscach od ludzi, którzy się na poszczególnych etapach sprawami zajmują. Nawet jeśli kwerenda czy jakakolwiek inna sprawa zgłaszana jest e-mailem, nie ma siły, jeśli czynnik ludzki zawiedzie – nic z tego nie będzie. Procedury są i będą (i były!), można i oczywiście trzeba je racjonalizować (bo wcale nie uważam, żeby w muzeum było idealnie), ale nie da się na procedury wszystkiego zrzucić.

    Jeśli chodzi o autorytarny styl zarządzania – chyba wiem o co Ci chodzi, Konfacelo. I chyba masz rację… tylko myślę, że mamy trochę inne przemyślenia dotyczące przyczyn takiego stanu rzeczy. Obserwując sposób działania niektórych pracowników MNW na przestrzeni lat nie dało się nie zauważyć, że mają pewien specyficzny sposób działania – tworzenie sztucznych problemów. „To będzie trudne do zrobienia, za mało czasu, za mało pieniędzy, nie w takich warunkach, nie z tymi ludźmi, wszystko jest beznadziejne, to nie spełnia żadnych standardów”. Celem takiego działania było przeważnie stworzenie wrażenia, że tylko taka mękoląca osoba jest w stanie coś zrobić, poradzić sobie z „całym tym syfem”. Tyle, że nasza dyrekcja nie lubi mękolenia. Nie lubi tworzenia sztucznych problemów. A że panie mają charakter taki jaki mają – w sposób autorytarny podejmują decyzje za zaskoczone tym osoby, które nie zdążyły przejść z fazy „ale gówno” do fazy „no dobrze, to ja to zrobię”. Rykoszetem, niestety, oberwało się innym. Bo w muzeum nie brakuje ludzi, którzy staną na głowie, żeby wszystko dało się zrobić. I tych mi szkoda, bo kilka osób zepsuło możliwość pracy i wykazywania się większości. I tu chyba coś, z czym się Konfa zgodzisz – potencjał muzeum to nie tylko zbiory, ale też jego pracownicy. I nie ma w tym przesady. Dyrekcja powinna przełamać niechęć i troszkę posłuchać, co mają do powiedzenia, zaproponowania, bo w muzeum jest wielki głód działania, bardzo wiele osób chce coś zrobić, chce dostać szansę.

    Zestawienie z Lorentzem Ci się moim zdaniem nie udało. Lorentz nie uważał M. za swoją godną następczynię, bo w ogóle nie uważał jej za swoją następczynię i nie miało to żadnego związku z takimi a nie innymi przymiotami M., a płcią… I nie pisz o „nabytkach” prof. Lorentza, to troszkę bardziej skomplikowana sprawa.

    A remont? No cóż. Życzyłbym Ci, żeby po Tobie zostało takie „dzieło”. Cokolwiek byś o tym nie pisała, Konfa, remont był potrzebny. Nie ograniczył się wcale do pomalowania ścian. Napisz kiedyś więcej o remoncie, żebyśmy wiedzieli dlaczego tak totalnie Ci się nie podoba. Pewnie że jest wiele niedociągnięć, ale moim zdaniem nie przysłaniają one ogólnie dobrego wrażenia. A Galeria Średniowieczna nie jest marginalizowana. Jest zamknięta na czas remontu. Poczekaj na otwarcie!

    Napisz może więcej o promocji, to jest dopiero pole do popisu dla Ciebie. Tylko zrób to merytorycznie (choć zrozumiałbym, gdyby w tym przypadku poniosły Cię emocje…).

    Komentarz - autor: Nadzieja — 20/10/2012 @ 14:37 | Odpowiedz

  2. Fajny tekst.Gratuluję

    Komentarz - autor: fanka — 19/10/2012 @ 14:46 | Odpowiedz


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: