M jak Muzeum

27/01/2013

O różnych kluczach

W piątek znowu dwukrotnie (bo wte i wewte) przeszłam przez naszą nową galerię i niestety znalazłam jeszcze więcej różnego rodzaju badziewia powyciąganego nie wiadomo po co z magazynów. Nie jest żadną tajemnicą, że – jak w każdym muzeum – spora część naszych zbiorów to różne byleca, których z jakichś tam – bardzo różnych względów, nie sposób było nie przyjąć. To jednak nie oznacza, że należy te byleca wyciągać na światło dzienne, nie chodzi o to, żeby wyciągnąć coś pseudoSENSACYJNEGO, albo dziwnego,  tylko WARTOŚCIOWEGO. Czasem przy okazji wystaw monograficznych albo problemowych wyciąga się różne knoty, bo to dopełnia obrazu całości, ale to jest galeria stała! I już na koniec, w mojej ulubionej sali z murzynami znalazłam Tamarę Łempicką, już kiedyś o niej pisałam, co ta bidulka tam robi??! Jedna Łempicka wiosny nie czyni…

Co do klucza, to nasze pozostałe galerie mają klucz, wprawdzie na polskiej nasz nieoceniony projektant pozamieniał różne obrazy w myśl zasady: tu żółte i tu żółte, tu facet z brodą i tu facet z brodą, ale generalnie jest to, co było dawniej. Czyli historia sztuki w obrazach. Tylko gorzej. Najlepiej o tym świadczą narzekania (obecnie osieroconych) pracowników oświatówki, którzy muszą skakać po całej galerii jak koniki polne, żeby utrafić w jeden nurt i okres. Wielką jakoby nowością naszej obecnej galerii polskiej było dowieszenie różnych prac obcych artystów, żeby pokazać, że nasi artyści kształcili się za granicą (a gdzie niby mieli się kształcić w tamtym okresie?) i że wcale nie byliśmy prowincją (he, he).  Na nowożytnej straszy duch Panofsky’ego względnie profesora Białostockiego czyli metoda ikonograficzna, czyli tu włoskie akty en masse, tu różne męczeństwa, gdzie indziej  pejzaże zimowe, a gdzie indziej różne zwierzątka, też wszystkie razem. W sumie dlaczego nie, zwiedzający to lubią, bo z punktu rozumieją, o co chodzi.

Jaki jest klucz naszej nowej galerii sztuki XX wieku??

KOnfACELA

Reklamy

Blog na WordPress.com.