M jak Muzeum

24/02/2013

Poniżeni, część druga

Na poczatek mała uwaga: rozumiem, że to bardzo pojemna kategoria, ci poniżeni, ale nie-tacy-już-młodzi pracownicy zajmujący się w godzinach pracy niewiadomo czym, nie są poniżeni.

Ja mówię o ludziach poniżonych przez podłe albo głupie decyzje naszej dyrekcji. Mówię o tych, o którzych wiekszość z nas wolałaby zapomnieć, bo wiekszość normalnych ludzi woli się w nic nie angażować. Nie ma sensu, żebym powtarzała te wszystkie kategorie, ale mam na mysli ludzi wyrzuconych z pracy, zdegradowanych, prześladowanych etc.

My wszyscy tutaj mamy ciekawą pracę, więc bardzo łatwo jest nam się odizolować i w skupieniu analizować układ kompozycyjny i wymiar symboliczny takiego czy innego obrazu. Względnie ważyć monety albo punktować ubytki. Bardzo łatwo jest nie widzieć różnych rzeczy. Przymknąć oczy. Oczywiście nie mówię o tych wszystkich, którzy poczuli się docenieni po latach niedocenienia, bo oni tylko chcą zrobić kolejną wystawę (np. wystawę poniżonych), kolejną stałą galerię, kupić kolejny rysunek przez internet itd. Mówię o tych, którym to, co się stało, nie dokuczyło osobiście i wydaje im się, że jak schowają głowę w piasek, to jakoś to będzie. Że wszystko będzie dobrze, a ci, którzy obrywają, to jakiś margines,  na pewno sami są sobie winni, na pewno coś zrobili, ja nic nie zrobiłem, proszę pani, ja byłem grzeczny.  Przecież mamy nowe galerie i nowe okna i coś w rodzaju kawiarni na dziedzińcu. Dobrze jest, prawda?

KonFacela

Reklamy

17/02/2013

Poniżeni, część pierwsza

Dzisiaj będzie o poniżonych, bynajmniej nie o wystawie, którą mamy zrobić w najbliższym czasie (tylko po co, po co?!), tylko o poniżonych i wykluczonych pracownikach tego muzeum. I nie chodzi mi o inną orientację, ani o naród wybrany, ani o płeć piękną, które to grupy współczesna lewicowa humanistyka uznaje za wykluczonych.

Mówiąc o poniżonych mam na myśli tych wszystkich, którzy zostali z muzeum wyrzuceni w taki czy inny sposób. Zwolnieni z powodu osiągnięcia wieku emerytalnego, czy też pseudoreformy. O ludziach, którzy poświęciwszy całe swoje życie dla muzeum, dostawali żenujące umowy o ewentualną dalszą współpracę z wolnej stopy. Ale oni już mają to muzeum z głowy i może nie ma ich co żałować. Zapomnieć, bezcenne.

Myślę o tych wszystkich, którzy toczą z muzeum wojnę w sądzie, nie mam wątpliwości, że wygrają, ale to jeszcze potrwa, niestety.

Myślę o ludziach zdegradowanych w ramach pseudoreformy. I o tym jak ich nowi szefowie – niegdysiejsi koledzy, wykorzystują swoją władzę, żeby pokazać, kto tu rządzi.  Różnie się to objawia, ale jak się tego słucha, to skóra cierpnie: w postaci żenujących przepychanek związanych z podpisywaniem ruchomej księgi wyjść czy urlopu, ale to pestka, bywa że nowy kurator zaczyna się specjalizować w dziedzinie, którą do tej pory reprezentował jego kolega.

Myślę o tych wszystkich młodych ludziach, którzy powinni wzorować się na ludziach światłych i szlachetnych, a zamiast tego zostali otumanieni i zdemoralizowani. Przyznam, że jest parę młodych osób, które mnie po prostu przerażają, w tym sensie, że nie wiem, jak one w ogóle mogą rano spojrzeć w lustro!

Wreszcie myślę o starych pracownikach, którzy oddali tej instytucji całe swoje życie i którzy teraz są traktowani jak śmieci. Wielu z nich zostało nagle oddelegowanych do różnych zadań przeznaczonych dla asystentów świeżo po studiach, do zadań poniżej ich kwalifikacji i doświadczenia – żeby im się w głowach nie poprzewracało.

Myślę o tych wszystkich, którzy zarabiają najniższą krajową pensję i o tych, którzy od lat nie dostali podwyżki ani awansu. I o tych, którym się mówi, że na ich posadę czeka wiele osób i że muzeum to nie instytucja charytatywna, ani zakład pracy chronionej.

I jeszcze myślę o tych, którzy się boją… i o tych, którzy się tak bardzo boją, że strach odbiera im rozum. I o tych, którzy uważają, że nie mają wyjścia albo boją się odmówić. I o tych, którzy dokuczają i o tych, którym się dokucza, planowo albo przy okazji…

I jeszcze o tych, którym wymieniają okna… zimą.

Nie jestem w stanie w tej chwili stwierdzić, na ile ten katalog poniżonych jest pełny, ale mam już na dzisiaj dosyć. Konkluzja będzie w kolejnym poście.

KONFcelA

14/02/2013

Poczta Konfaceli

Drogi Anonimeksie, już kiedyś prosiłam, krytykuj mnie z sensem! Wyrażenie „ludzie mówią” pełni funkcję ironiczną, z oczywistych względów nie mogę napisać, kto konkretnie mówi, i Ty, mój drogi, doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Używam go wymiennie z wyrażeniem „ptaszki ćwierkają”, co powinno ci dać do zrozumienia, że tout musée mówi i nic na to nie można poradzić, jak głęboko nie zakopywalibyście Waszych brudów… I w ogóle, kochany, śmieszy mnie ta cała oficjalna krytyka z ramienia, przecież to od razu widać, jak ktoś oficjalnie krytykuje nieoficjalny blog na polecenie dyrekcji. A co do dziewczyny z oświatówki, to jest to kolejna młodziutka panieneczka, która będzie zarządzała doświadczonymi, starszymi od siebie pracownikami, co będzie generowało problemy natury merytorycznej i personalnej. Co do Ruszczyca i różnych jego znajomych, to widzisz, on rzeczywiście przyjmował swoich ludzi… ale oprócz tego przyjmował nieswoich ludzi, a w jego sekretariacie, mimo że nigdy nie bawił się w żadną dyscyplinę, zawsze był sekretarz, który odbierał telefon. Poza tym Ruszczyc nie zajmował się działalnością okołomuzealną, tylko wystawami. Działalność podstawowa muzeum nie polega na organizowaniu różnych całonocnych bali za pieniądze, nie mówiąc o remoncie, tylko na robieniu wystaw. Poważnie!

A co do mojego konserwatyzmu… Drogi Widzący, idź, obejrzyj to dzieło. Zastanów się nad szczerością uczuć i intencji zarówno jego twórcy, jak i naszego dyrektora naukawego. Pomyśl nad tym, jak mogą je odebrać wciąż jeszcze żyjący byli więźniowie obozów koncentracyjnych. Mówię Ci z doświadczenia, że jak najgorzej. Zastanów się nad recepcją tego dzieła wśród młodego pokolenia. Potem zastanów się nad jego wartością artystyczną. I dopiero potem wygłaszaj podobne opinie. Na tej galerii, niestety, jest pewna liczba potwornych gniotów i fakt, że są w jakiś tam sposób postępowe, nic nie zmienia, nadal są gniotami.

Przy okazji, nieustająco, ludzie podpisujcie się pseudonimami, to nie boli!

KonfacelA

06/02/2013

Nabytki i ubytki

Tak się składa, że nie mogę przestać pisać o naszym odmienionym dziale oświatowym. Jak wiadomo mamy nową kierowniczkę działu oświatowego, której jedynym doświadczeniem w zakresie popularyzacji sztuki są jakieś szkolenia dla wychowawców kolonijnych… A ten tekst, zapewne żywcem zacytowany z listu motywacyjnego, jakoby sztuką była jej pasją! Dziewczyna do tej pory zajmowała się głównie handlową stroną naszego szlachetnego zawodu, czy to oznacza, że dział oświatowy będzie teraz coś sprzedawał albo kupował? Będziemy doradzać zwiedzającym, najlepiej uczniom gimnazjów, w co mają zainwestować? Nie znam dziewczyny, być może będzie świetnym pracownikiem. Ale to, co wiemy o niej do tej pory, nie jest najlepszą rekomendacją.

Było o nabytkach, teraz będzie o ubytkach. Ubył nam znakomity pracownik działu inwentarzy, swego czasu zastępca głównego inwentaryzatora. Nie został zwolniony, złożył wymówienie. Jak mówią, nie wytrzymał różnych szykan, chociażby takich jak pozbawienie go własnego pokoju. Facet był niewątpliwie trudny w kontaktach, ale zajmował się rzeczami, na których nikt inny poza nim nie ma zielonego pojęcia. Bal się zacznie, jak u wrót muzeum pojawią się różni dawni właściciele, od arystokracji poczynając, a na przedstawicielach narodu wybranego kończąc. Ciekawe, kto tym wszystkim będzie się zajmował? A może zatrudnimy na jego miejsce jakiegoś specjalistę od promocji?

Na koniec dodam, że na galerii sztuki XX wieku ciągle śmierdzi, a jest to główny trakt komunikacyjny w tym muzeum. Poza tym, jak się wchodzi, jakiś facet na wideo wyje jak opętany, wyje bez ustanku, w poniedziałki i podobno również w nocy. Mam nieprzyjemne wrażenie, że żyjący byli więźniowie obozów koncentracyjnych niekoniecznie identyfikują się z tym dziełem sztuki…

KOnfacela

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.