M jak Muzeum

28/04/2013

Nie jestem jedyna

To nie jest tak, że tylko Muzeum Narodowe w Warszawie przeżywa kryzys i ogólny upadek, zarówno pod względem merytorycznym, jak i organizacyjnym. Rozejrzyjcie się dookoła. Popatrzcie sobie na Muzeum Historyczne Miasta Warszawy (http://warszawawolna.bloog.pl) i na tamtejszy blogroll, nie jestem jedyna, co za ulga! To znaczy nie czuję ulgi, że inni mają podobnie, tylko że w ogóle ludzie się buntują i próbują zrzucić z grzbietu całą tę dyrektorską hołotę! Dodajmy pojedyncze wpisy na tym blogu dotyczace Łazienek (co oni tam znowu zrewitalizowali, tylko czekać jak zaczną wymieniać okna na plastikowe albo strzelą sobie jakiś luksusowy apartamentowiec gdzieś na obrzeżach**), nieśmiałe sygnały z Muzeum Etnograficznego, które obecnie nie zajmuje się pisankami, ani kierzankami*, tylko organizuje wystawy młodych artystek irańskich (sic!). Oni tam wyraźnie grawitują w kierunku, w którym podążał Piotrowski, tzn. rozpaczliwie próbują zaprzeczyć misji własnej instytucji. Popatrzcie na Muzeum Literatury, jak by nie było położone o paredziesiąt  metrów od Historycznego.  Tam też dyrektorowi wydaje się, że jest bogiem (u nas – boginią) i że wszystko mu wolno, bo i dlaczego nie? A Muzeum w Kielcach, zreformowane przez naszego nieocenionego, pieknego specjalistę od systemu Adonis?

Kiedyś już o tym pisałam. Że obecna sytuacja gospodarcza promuje różnego rodzaju nieudaczników i karierowiczów, którzy chętnie i bez ograniczeń folgują swoim najniższym instynktom. Dyletantów, którzy nie zdają sobie sprawy, że fundamentem każdego muzeum są zbiory. I że muzealnikiem nie można zostać z dnia na dzień, i że te wszystkie mamuty, pracujące w swoich muzeach od ubiegłego wieku wiedzą lepiej od różnego rodzaju paniusiek, które nam zwalają na kark nasi organizatorzy, czy to z ramienia MKiDN czy też miasta.

KONFACELa

*Urządzenie do ubijania masła, pamiętam z dzieciństwa na wakacjach.

**Tylko proszę nie mieć do mnie pretensji, jeśli to prawda.

Reklamy

23/04/2013

I znowu na temat okien tu i ówdzie

Nie wiem, dlaczego normalne gazety nie potrafią napisać o tym, co się u nas dzieje, dlaczego musimy polegać na prawicowych gazetkach w rodzaju „Gazety Polskiej”, piszącej na codzień o Smoleńsku albo o aborcji. Ale widocznie nie da rady inaczej. Artykuł w tejże gazecie nie dotyczy Muzeum Narodowego, tylko Łazienek ( „Kontrowersyjne decyzje dyrektora Łazienek Królewskich”, z 18.04). U nich też wymieniają okna, w Podchorążówce, tam gdzie kiedyś było nasze wzornictwo. I tak samo jak u nas nikt nad tym nie panuje, jak piszą, w zespole, który im projektował nowe okna nie było żadnego muzealnika ani historyka sztuki. Za to dyrektor zasłania się, że ma wszystkie potrzebne pozwolenia. I tak się zastanawiam, czy nasze paniusie mają wszystkie potrzebne zezwolenia? Czy był jakiś zespół, a w nim jakiś historyk sztuki od XX wieku, który opiniował ten nieszczęsny projekt? Chyba nie trzeba przypominać,  że muzeum mieści się w zabytkowym budynku, oczywiście znacznie młodszym od Podchorążówki, ale mającym swoje lata, a konkretnie w tym roku mija 75 lat od jego otwarcia przed II wojną.

Przy okazji tak się zastanawiam się, czy paniuśki zdążą wydać te wszystkie pieniądze, mówiło się, że do mają je wydać do kwietnia tego roku, czy istotnie? Co będzie, jak się okaże, że będziemy musieli je zwracać? Czy muzeum zbankrutuje? Ale to chyba niemożliwe? Kto nas uratuje? Nadstawmy ucha… nasz minister na białym koniu już jedzie, żeby pokryć skutki wszystkich możliwych „kontrowersyjnych decyzji dyrektora/dyrektorki/dyrektorek”, patrz wyżej… No tak. Dotację pewnie można zwrócić, ale co zrobić z oknami w kolorze rzadkiego… błota i co będzie z tymi wszystkimi pomieszczeniami, w których pod sufitem mamy teraz plątaninę rur w srebrnej okładzinie, czy ktoś pomyślał, że podwieszany sufit, który miałby ukryć te sreberka, będzie znacznie niżej niż dotychczas? Że zmienią się proporcje pomieszczenia i że w pewnym momencie będziemy musieli rozkładać obrazy płasko na podłodze, a zwiedzajacy będą się czołgać…

KOnFACELA

18/04/2013

Adonis czyli piękny system kontroli

Nie mam wątliwosci, że to, co nas czeka, nikomu się nie podoba, bo nikt tego nie rozumie. Włącznie z panią dyrektor, co też sama przyznała i trudno jej się dziwić. Zastosowanie systemu kontroli zarządczej w naszym muzeum i to w niedalekiej, dającej się przewidzieć przyszłości jest wynikiem zalecenia naszego organizatora czyli MKiDN. A MKiDN, w końcu bardzo poślednie i mało ważne ministerstwo zostało do tego zobligowane i to specjalną ustawą – przez bardzo ważne Ministerstwo Finansów. Wyjaśnijmy sobie jeszcze jedno. Ten system kontroli ma zastąpić i rozszerzyć dawne pojęcie kontroli finansowej. No. Uznano jednak, że sama kontrola finansowa nie wystarczy, trzeba zreformować sposób myslenia o finansach i rozciągnąć go na całą jednostkę budżetową. Fakt ten wyjasnia, dalczego wdrażaniem nowego systemu miałaby się zająć nasza znakomita księgowa.

Przynudzam, prawda?

Niestety, za tym przynudzaniem kryje się kolejna reforma, której zostanie poddana nasza ulubiona instytucja. Nasi panowie z rady powierniczej stwierdzili, że muzeum jest zarządzane w sposób anachroniczny. Dlatego też zalecili nam wprowadzenie systemu, który będzie nas kontrolował w sposób wymierny i zrozumiały dla najgłupszego urzędnika w ministerstwie. W tabelce w takiej małej rubryczce  na dole strony wyjdzie, czy się nadajemy, czy nie. Problem kontrolowania pracowników merytorycznych w takiej instytucji jak nasza zawsze dręczył tych wszystkich urzędników, którzy nie mają pojecia, co tak naprawdę robi się w muzeum. A tu proszę – system Adonis – system tabelek – i wszystko będzie wiadomo! Dowiemy się w końcu, co robi ten pan od łyżek i ta pani od malarstwa, wtedy kiedy nie wpisują do mony! Koniec z piciem herbaty, do tabelek! Nasz audytor od siedmiu boleści i doradca naszego ministra już o to zadba, żebyśmy się nie nudzili, w końcu ktoś nas podliczy i ureguluje.  Patrz rubryka na dole.

KOnfaCELA

RUBRYKA NA DOLE: Co robiłeś dzisiaj w pracy? Czy czytaleś gazetę? Jaką? Czy nie wydłużałeś przerwy śniadanowej (ile razy i jak bardzo?).  Czy odbierałeś prywatne maile? (ile razy?). Z kim rozmawiałeś przez telefon?  O czym? I jak bardzo? Ile i komu? Po co? I najważniejsze, ILE RAZY?  No to my już Państwu już dziękujemy!

06/04/2013

O planie wystaw i jeszcze ciągle o wymianie okien

Jak się okazało, mamy coś w rodzaju planu wystaw na najbliższe (dwa) lata.  Kiedyś plan wystaw  obejmował  najbliższe pięć lat i zawierał nazwiska komisarzy, ale u nas ten problem został ostatnio uproszczony, ponieważ wystawy robią z małymi wyjątkami w kółko te same osoby. Policzmy, w ciągu dwóch najbliższych lat w Muzeum Narodowym w Warszawie odbędzie się 6 (słownie: sześć) wystaw, w tym dwa gotowce.

Mój nieodżałowany poprzednik Upiór postulował, żeby plan wystaw zawierał jedną-dwie wystawy przeboje rocznie, podobną ilość wystaw będacych wynikiem własnych badań naukowych, prowadzonych przez dłuższy okres czasu, plus ewentualne wystawy okolicznościowe, a także wystawy niszowe.

Nasz nowy plan nie zawiera żadnych hitów (może Gierymski?), tenże Gierymski będzie jednocześnie robił za wystawę naukową, oprócz tego mamy Rothkę, który jest wystawą dla Zachęty, a nie dla nas, to nie Warhol ani Dali, mamy wystawę masońską, która jak już zostanie zorganizowana, pewnie zgromadzi jakieś mniejsze czy większe grono znawców problemu i na koniec mamy – nie wiadomo po co – kolejną odsłonę wystawy problemowej czyli Poniżonych. Plus nowe galerie. Kto-ułożył-to-byle-co? Gdzie są wystawy robione przez normalnych pracowników (yyy…wystawa pasteli?). Gdzie są wystawy będące wynikiem współpracy i kontaktów naukowych i towarzyskich, które miałby mieć nasz dyrektor naukawy? Podejrzewam, że Folga trochę nas rozpuściła – w każdym razie jej kolejni następcy nie dorastają jej do pięt.

Nie mówiąc o tym, że nawet jak już się zrobi wystawę, to jeszcze ją trzeba wypromować. A my, zamiast kupować powierzchnię reklamową, kupujemy nieskończone ilości folii malarskiej i oklejamy nią kolejne powierzchnie. Wymieniamy kolejne okna. A jeśli już mówimy o oknach. Wyglada na to, że nikt nie pomyślał, że te nieszczęsne nowe okna są zbyt szczelne i że będą powodowały problemy konserwatorskie i to nie bylejakie. Gdzie są te nasze wyśrubowane standardy konserwatorsie? Kto-zamówił-to-byle-co? Nie mówiąc o tym, że wyjąwszy suteryny i parter nie ma u nas potrzeby stosowania okien antywyłamaniowych, a wyżej z reguły istnieje w razie potrzeby konieczność wybicia szyby, ciekawe czy pani dyrektor zamknięta w swojej wieży z kości słoniowej, pardon, w swoim gabinecie po profesorze Lorentzu, ma tego świadomość?

KOnFACELA

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.