M jak Muzeum

20/05/2013

Sybilla i Adonis w ogrodzie rozkoszy

No i co? Gdzie Sybilla? Jak to możliwe, że Sybillę 2012 w kategorii wystaw dostała wystawa Dźwięki elektrycznego ciała, zrealizowana przez Muzeum Sztuki w Łodzi, ta cośmy ja mieli zrobić, ale nie zrobiliśmy…  a nasi Wywyższeni przepadli z kretesem? A konserwacja Bitwy to pies?  I co, też nic? Co za pech.  Ale pan minister nas kocha, a to grunt. Co tam wystawy, co tam frekwencja. Kogo to obchodzi. Okna mamy wymienione, to najważniejsze (następnym razem powinniśmy zgłosić nasz Remont w kategorii Zarządzanie i organizacja*). A jeśli już mowa o naszym ministrze. Podczas wywiadu, którego udzielił podczas Nocy Muzeów, z dumą zapewniał, że istytucje podlegające pod ministerstwo mają coraz lepsze finansowanie w przeciwieństwie do tych finansowanych przez samorządy. I że w przeciwieństwie do innych zagrożonych ministrów on  trzyma się mocno i nie ma powodu do obaw w razie rekonstrukcji rządu. No proszę, jak się chłopakowi udało.

I żeby się nie oddalać od tematyki mitologicznej. Nadal nie rozumiem, dlaczego to byleco, które nam dzisiaj zaprezentowano, nazywa się Adonis? I nadal nie rozumiem, jakie wymierne korzyści miałby przynieść ten system pracownikom merytorycznym, którzy nie wiem, co niby mieliby z nim robić? Być może nasza dyrekcja męska nadal nie wie, kto załatwia to czy tamto, i potrzebuje instrukcji… I w ogóle, to jest taki system kontroli, ale DYREKCJI, a ta dyrekcja, ponieważ nie wie, kto co załatwia, postanowiła sobie załatwić ściągę, a przy okazji trochę nas postraszyć.   I jeszcze jedno. NIE, ROBIENIA WYSTAWY NIE ZACZYNA SIĘ OD WERYFIKACJI KOSZTORYSU, czy jakoś podobnie, tylko pod pomysłu. Naprawdę! Na wystawę trzeba mieć pomysł i żaden specjalista od promocji, nie mówiąc o dyrekcji nienaukowej, tego nie wymyśli. Potem trzeba przeprowadzić badania naukowe nad problemem, zorientować , czym się dysponuje, a potem stworzyć koncepcję tej wystawy. No i te badania trwają, czasem po kilka lat. Poza tym byleco pt. Adonis nie opisuje procesu zwanego pracą merytoryczną, chociażby takiego jak datowanie czy atrybucja. Nie opisuje procesu poszukiwań nieznanych dzieł takiego czy innego artysty. I wielu innych procesów, o których nasz specjalista od Adonisa najwyraźniej nie ma pojecia…

KOnFaCeLa (liderka procesu Józefa K.)

*Tylko prosze nie mieć do mnie pretensji, gdybym miała okazać się wieszczką (Sybillą) i gdyby nasza dyrekcja w braku innych osiągów zgłosiła w przysżłym roku nasz Remont do nagrody (Sybilli).

Reklamy

18/05/2013

Noc Muzeów czyli Nic w Muzeum

Za małą chwilę mamy Noc Muzeów. Jak to możliwe, że tydzień wcześniej, w ciągu jednego dnia zdjęto wystawę chińską? Między nami mówiąc, Mur był straszny, nie zmienia to faktu, że była to spora atrakcja, to dziwna sztuka i rzadko się ją pokazuje, nie ma żadnej stałej galerii orientalnej i nagle szast-prast  i  nie ma sztuki chińskiej! Mówią, że naszemu naukawemu się nie podobała. No, to co mówią na mieście o jego galerii pewnie też mu się nie podoba…

Jak to możliwe, ża naszą jedyną atrakcją, która może kogoś przyciągnąć do muzeum ciągle jest BITWA?! Nie powiem, śliczna jest i rama się świeci, ale nic poza tym… A tak w ogóle co miałoby nam zapewnić  frekwencję, jak nie wystawy? Rothko to nie jest niestety wystawa dla Muzeum Narodowego, tylko dla Zachęty, czy ktoś w ogóle, poza współczesnikami, wie, kto to był Rothko i co malował? Kto niby pożąda tych jego abstrakcji? Przy planowaniu wystaw każdy normalny dyrektor bierze pod uwagę ewentualne oczekiwania swojej publiczności (a my w ogóle mamy jakąś publiczność??), albo pragnie je kształtować. No więc, jeśli Rothko miałby coś kształtować, to chyba  nie u nas.

I jeszcze, Stokrotko droga. Jak nietrudno zgadnąć,  jestem pracownikiem merytorycznym i nie wypowiadam  się na temat zatrudniania młodych stolarzy (i hydraulików), chociaż już jeśli chodzi o różnego rodzaju dziewczątka po sekratariatach, to czasem diabli mnie biorą, już kiedyś o tym pisałam, że za Ruszczyca, który nikogo nie pilnował, nie było takiej sytuacji, żeby w sekretariacie nie było komu odebrać telefonu! Nie mówiąc o tym, ile czasu trwało, zanim panienka zaczęła chodzić w trochę dłuższej spódniczce. Teraz dziewczątko będzie flirtowało z Adonisem,  strach pomysleć, co z tego wyniknie. No więc, moja droga, pokaż mi dział merytoryczny, w którym jest młody, nowo przyjęty asystent. Ale taki po studiach, całkiem świeży, a nie taki, co pracuje dziesiąty rok i nie może się doczekać awansu? To raz. A potem, zastanów się co ten młody asystent miałby niby nowego robić, skoro nie zna zbiorów? To specyficzna praca, nie zawsze musi być kawior, to znaczy nie zawsze musi się zaczynać od fajerwerków. To dwa. I w ogóle u nas ten strumyk płynie zwolna, to takie miejsce.

KoNfAcElA

12/05/2013

Obrzydzenie

Nie mogę się przemóc, żeby pisać częściej, mimo że statystyki są znakomite, aż sama dziwię. Ta rzesza milczących czytelników (ca 400 osób dziennie, bywa mniej, bywa więcej) i martwi mnie, i cieszy. To znaczy, że nie zostałam sama, a z drugiej strony, kto milczy, ten się zgadza (zdecydowanie mam zły humor).  Ja rozumiem, że nie my jedni tacy biedni, ale wszystko się we we mnie wywraca, jak widzę tę nieszczęsną instytucję. Ci nasi niby-specjaliści wymieniają się na zasadzie wzajemnej współpracy –  my również mieliśmy swego czasu żonę dyrektora Muzeum Etnograficznego w charakterze kierowniczki działu wydawniczego. W ME  pani nie miała pola dla swoich niebywałych talentów (wydała doktorat męża), a u nas prawie od razu poszła na zwolnienie. Nasz specjalista od niewiadomo czego jest teraz dyrektorem merytorycznym(?!)  w Muzeum Historycznym naszego miasta. Przypuszczam, że gdzie indziej jest tak samo, w końcu swój ciągnie do swego. Tak widzę, że poza nami w innych muzeach ludzie jeszcze wierzą, że uda im się przegonić całe to towarzystwo, a u nas wszyscy się boją dwóch nienormalnych i niemoralnych paniusiek… Nie mówiąc o naszych niespełnionych panach, którzy w końcu, jak to mówią, Pana Boga za nogi złapali. Lata lecą, jak do tej pory żadnej stałej pracy, a tu im się udało na stare lata zaczepić o państwową posadę za takie pieniądze, że głowa mała. I jakie pole do działania! Uh. Obrzydzenie mnie bierze i nic na to nie poradzę.

KOnFACELA

Blog na WordPress.com.