M jak Muzeum

20/06/2013

Rothko czyli sezon ogórkowy

 

Nasze paniuśki wygrzewają się w Maroku, tymczasem w muzeum – prawdziwy sezon.  Ogórkowy. Kilka dni temu oprowadzałam po muzeum znajomych z zagranicy. Nagle dotarło do mnie, że oprócz galerii polskiej i tego nieszczęsnego Rothki nie ma co oglądać. Dosłownie. Pozamykane są wszystkie pozostałe galerie… Byłabym zapomniała o galerii XX wieku, ale wszyscy zgodnie uznaliśmy, że wystarczy nam przejście wte i wewte i ze nie ma powodu, żebysmy musieli to oglądać po raz kolejny. Na Rothce byliśmy jedynymi zwiedzającymi. To oznaczało, że więcej było kobiet pilnujących niż widzów. Potem na polskiej o mało nie wyzionęlismy ducha z gorąca, a zwracam uwagę, że wtedy jeszcze padało i nie było upału. No, jeszcze poszliśmy na Heemskercka i to był koniec zwiedzania. Uprzejmie przypominam, że obecnie normalny bilet wstępu kosztuje obecnie 15 zł na wystawy stałe, a na czasowe 20 zł. Mam niemiłe wrażenie, że galeria polska+Rothko+Heemskerck to trochę mało za tę cenę.

I jeszcze jedna mała obserwacja, od dłuższego czasu mam wrażenie, że całe to dyrekcyjne towarzystwo prowadzi ze sobą zabawę w komórki do wynajęcia. Do różnych specjalistów od siedmiu boleści w rodzaju naszego naukawego nagle dotarło, że stały etat to stała pensja, nie mówiąc o składkach emerytalnych. Niektórym już się udało zasiąść na krzesełkach – vide nasze chłopaki, co to widać, że Pana Boga za nogi złapały.   A dla trzeciego chłopaka zabrakło krzesełka… i tu zabrakło, i tam zabrakło, dopiero w zacofanym i ociężałym Muzeum Historycznym się znalazło. No cóż…

KoNfAcElA

Reklamy

11/06/2013

Ciągle pada, ciąg dalszy

Wytrwałe poszukiwania winnego zalania na ryzalicie przyniosły rezultaty! Nasza dyrekcja, która wydała ministerialne pieniądze przeznaczone na remont w sposób wołający o pomstę do nieba – czyli ani oszczędny, ani racjonalny – tak długo szukała kozła ofiarnego, aż znalazła. Teraz okazało się, że winnym wypaczenia podłogi jest kierownik laboratorium! Nagle ni stąd, ni zowąd zaczęto mu grozić zwolnieniem w trybie dyscyplinarnym, tak jakby to on zadecydował o wyborze instalacji klimatyzacyjnej – jeśli to ona jest winna, albo miał wpływ na pogodę (ciągle pada, asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby). Przeprowadzono śledztwo, które wykazało, że kierownik laboratorium nie meldował  o wysokich odczytach wilgotności na ryzalicie (przy czym jak się okazało, nie był do tego zobowiązany).  Nadal nie wiadomo, CO spowodowało wypaczenie podłogi, ale na wszelki wypadek postanowiono wyrzucić dyscyplinarnie kierownika laboratorium, jakie to typowe!

Ja się pytam: KTO wybrał tę, a nie inną instalację klimatyzacyjną i czym się kierował? Czy mamy nią jakąś gwarancję? Przypominam uprzejmie, że zadaniem klimatyzacji jest utrzymanie zadanych warunków klimatycznych – ja wiem, że ciągle pada, ale to na tym polega, że klimatyzacja wyrównuje temperaturę i wilgotność do zadanych wartości. Nasza, jak widać, nie spełnia tego zadania, co oznacza, że za pieniądze podatnika, czyli moje i Twoje, mój drogi Czytelniku, kupiono bubel.

Dodajmy na zakończenie, że ostatecznie kierownik laboratorium nie został wyrzucony (dyscyplinarnie!), tylko dostał naganę, u nas to normalne.

Umieram z ciekawosci, kto będzie nastepnym winnym wypaczenia podlogi  i jakie postawią mu zarzuty.

KonFACEla

PS. Dzisiaj nie padało. Ale lato zapowiada się burzowe.

06/06/2013

Ciągle pada czyli pokłosie Remontu

We wtorek – a może już w poniedziałek,  na naszym pięknym ryzalicie niespodziewanie wypaczyła się dębowa podłoga. Wypaczyła, to nie dość wyraźnie powiedziane – na samym środku ekspozycji pojawił się całkiem spory pagórek z odnóżami. Jakieś czterdzieści centymetrów wysokości. Nasza dyrekcja zastępcza próbowała zwalić winę na kobiety pilnujące, które miałyby przecierać tę podłogę mokrymi ścierkami. Ale ta teoria upadła, bo ileż wody trzeba byłoby nalać na tę podłogę, całe wiadra i też nie wiadomo, czy osiągnęłoby się taki rezultat. Na razie, jak to u nas – dyrekcja szuka winnych, zamiast szukać przecieku. Ale nie to jest najważniejsze. Niemal każdy, z kim o tym rozmawiam, śmieje się radośnie albo mówi: dobrze im tak – jakby muzeum nie było naszym wspólnym domem, co?… Tak samo było przed otwarciem galerii polskiej w zeszłym roku, kiedy wszyscy mieli nadzieję, że nasze panie nie zdążą i że coś się nie uda.  To smutne. To obrazuje stosunek szeregowego pracownika do dyrekcji. Ja tam mam teorię, co do tej podłogi. Pamiętam, ile przeszła przy okazji remontu. Najpierw nikomu nie przyszło do głowy, żeby ją zakryć podczas demolowania ryzalitu, a potem cyklinowano ją co najmniej dwukrotnie (pisałam już o dziwnej skłonności dyrekcji zastępczej do cykliniarki). Nie wiem, skąd podciekło. Może z klimatyzacji? Z jakiejś rynny? Od jakiegoś czasu ciągle pada. Faktem jest, że remont był robiony w pośpiechu, z użyciem tandetnych materiałów, bez jakiejkolwiek koordynacji. Teraz będziemy za to płacić.

Rothko się otworzył, i jest to, jak piszą dziennikarze, „najbardziej intymna wystawa roku”. Dla nieoświeconych: intymność oznacza, że nasza wystawa liczy sobie nie mniej ni więcej tylko 17 obrazów. Ciekawe, jaka będzie frekwencja w porównaniu do innych, mniej intymnych wystaw…

KOnFAcELa

04/06/2013

Adonis po raz drugi

Po małej przerwie wracamy do naszego pięknego młodzieńca. Ze spotkania z naszym Wielkim Audytorem zrozumiałam jedno. Że podstawowym kryterium weryfikacyjnym tego programu jest jakoby  kryterium sensowności. Jak to możliwe, że coś tak idiotycznego powołuje się na kryterium sensowności? Toż to czysta antylogia czyli oksymoron! Twórca tego programu nawołuje do unikania nieadekwatnego, hermetycznego języka, podczas gdy sam pisze o „intuicyjnym i zorientowanym na role dostępie do procesów”, nie mówiąc o „różnych grupach użytkowników, otrzymujących dostęp do funkcjonalności”. Najbardziej ucieszył mnie postulat „samodzielnego opracowania własnego procesu od A do Z”.

A skoro już mówimy o dostępie do funkcjonalności, czyli o możliwości śledzenia tego, co robią inni, to mnie to kompletnie nie interesuje! Nie interesuje mnie, co robi mój kolega z sąsiedniego działu, to jest jego sprawa i jego szefa, co mnie do tego?? Podglądanie kogokolwiek, a także ograniczenia i limity (umysłowe naszej dyrekcji) nie interesują mnie. Poza tym, jak już pisałam, ten ograniczony program w najmniejszym stopniu nie zajmuje się pracą merytoryczną, a ja jestem pracownikiem merytorycznym i w przeciwieństwie do naszej ograniczonej umysłowo dyrekcji zajmuję się całym szeregiem spraw, o których zarówno dyrekcja jak i nasz ex-audytor wyraźnie nie mają bladego pojęcia.

Poza tym – to bzdura, to co powiedział nasz audytor na zebraniu, że obsługa programu nie będzie zajmowała mojego cennego czasu, że wystarczy, że potwierdzę, że skończyłam z jakimś procesem. Przecież będę musiała ten proces „przyjąć”, czyli odebrać polecenie służbowe, oszacować, ile czasu mi zajmie jego wykonanie, a potem je zarejestrować i nie daj Boże relacjonować na bieżąco, co zrobiłam. Poza tym, gdybym z przyczyn obiektywnych, musiała nagle zająć się czymś innym, albo wystąpiłyby nieprzewidziane w opisie procesu przeszkody, to też musiałabym to zrelacjonować i uzasadnić. I co wtedy?

KoNfAcEla

Ps.Nie wiem, czy powinniśmy wzorować się w tych sprawach akurat na Grekach, mam wrażenie, ze jesli chodzi o sprawy finansowe, to nie jest to najlepszy przykład!

Blog na WordPress.com.