M jak Muzeum

12/06/2012

Kobiece sztuki walki

Chciałabym potraktować poprzedni post jako pierwszy odcinek serialu pt. Jak to się mogło stać? Zreasumujmy. Nasze panie nie przyszły do Muzeum bezbronne, tylko miały bogate doświadczenie jak sobie radzić z niepokornym peresonelem. Poza tym, jak wszyscy wiemy, nasza pani dyrektor pracowała już u nas w Muzeum i jej marzeniem od zawsze było zostanie dyrektorem tej instytucji. Jak napisała w swoim granatowym panegiryku, po Lorentzu nie było u nas żadnego wielkiego dyrektora… Miałam różne zastrzeżenia do Ruszczyca i Folgi, ale byłoby dziwne, gdybym nie miała – bo przecież nie ma ideałów. Ale jest to opinia z gruntu fałszywa i krzywdząca. Powtórzę, bo widocznie taki mój los, że muszę się powtarzać, że za Ruszczyca i Folgi Muzeum przeszło prawdziwe reformy i stało się nowoczesną placówką muzealną. Ta pseudoreforma, co to ją u nas wdrożono ostatniej jesieni polegała w istocie na niszczeniu, a częściowo na odwecie. Nie wspominając o tym, że była żywcem zerżnięta z różnych obłąkanych pomysłów Piotrowskiego. Dlaczego Piotrowskiemu się nie udało, a paniom się udało? Po pierwsze, okropnie się podłożył jeśli chodzi o Bitwę. To obnażyło jego niekompetencję w sprawach muzealnych. Po drugie, wszczął otwartą wojnę w imię wyznawanych przez siebie idei, a nasze panie robiły wszystko chyłkiem – cichcem, pucu – pucu, chlastu – chlastu, nie mam rączek jedenastu, trąf-trąf misia belu – i po trupach do celu.  Powiedziałabym, że w przeciwieństwie do Piotrowskiego nasze panie stosowały i stosują typowo kobiece sposoby walki, bardziej okrutne i bezwzględne.
Ale – jedno się naszej dyrekcji nie udało. Ktokolwiek przyjeżdża  na kwerendę opowiada, że zaczyna poranek od czytania blogu, tego blogu  – i  ze zgrozą wspomina sprawę kurator sztuki XX wieku. „No bo przecież ludzie od nas pisali w jej obronie”. Domyślam się, co kierowało naszą panią dyrektor, kiedy odmówiła tamtej prośbie podpisanej przez niemal wszystkich pracownków merytorycznych. Jej się, biedulce, wydawało, że jak raz ustąpi, to obnaży swoją słabość i straci twarz. Jak to możliwe, że nie przyszło jej wtedy do głowy, że gdyby ustąpiła, to – no, nie powiem, że byśmy ją kochali, ale bylibyśmy wdzięczni. A tak wszyscy myślą, że nasza pani dyrektor nie ma serduszka i nie wiadomo, co za misterny werk blaszany znajduje się w jej piersi…

KONFACELA

06/03/2012

Fundraising gala diner bis

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 02:26
Tags: , , , , , , , , , , ,

Zbliża się wiosna. Przyroda budzi się ze snu zimowego do nowego życia. Muzeum  też budzi się do nowego życia po niespełna ośmiu miesiącach… Tym którzy jeszcze wątpią, polecam wyprawę na drugą stronę szlakiem wycyklinowanych parkietów. Kiedyś podejrzewałam, że to zapach farby olejnej jest tym, co nas podnieca, ale to chyba jest jednak cykliniarka… do tego stopnia, że podłogi na ryzalicie zeszlifowano przed postawieniem ekranów, co oznacza, że trzeba będzie to powtórzyć po zakończeniu robót. Nie trzeba remontować trzech mieszkań, żeby wiedzieć, że nie ma takiej podłogi, którą można cyklinować w nieskończoność. Tymczasem w hallu głównym robotnicy uwijają się jak mróweczki, to gładząc, to szlifując, to szpachlując. Wesoły stuk młotków i warkot wiertarek nie pozwalają zapomnieć, że tutaj się pracuje!
Moi drodzy… we środę na galerii malarstwa polskiego z przymieszkami odbędzie się dawno zapowiadany fundraising gala diner! Niestety, cała ta sytuacja przypomina dowcip o radiu Erewań. No więc diner w Muzeum, tylko na ścianach nie ma obrazów. Rozumiem obiad w towarzystwie braci Gierymskich. Matejki. Wyspiańskiego. Ale w otoczeniu pustych ścian? Jaki to ma sens? Obiad w otoczeniu pustych ścian można zjesć wszędzie. Dalej. Fundraising gala diner bez jakiejkolwiek zbiórki, tacy, skarbonki, bez zaplanowanej aukcji dobroczynnej, co to za cukier bez cukru, fundraising bez fundraisingu? I w ogóle, kto zapłaci za tan cały diner, bo chyba nie podatnik?… Teraz gala, o la, la! Proszę mi wybaczyć, madames et monsieurs, ale nam niepotrzebny jest prezydent, bo ten odeśle nas do ministra kultury… tylko sponsorzy. Bogaci kolekcjerzy, biznesmeni z pretensjami do kultury i sztuki, ewentualnie politycy.
Teraz sprawy techniczne: co z tym całym bałaganem w hallu głównym? Co z Bitwą, którą trzeba w końcu nawinąć na wałek (i zakopać mozliwie głęboko). Co z tymi ślicznymi mebelkami po księgarni na podeście? I w ogóle kto to wymyślił?!!

KONFAcELA

22/11/2011

Znowu Bitwa pod Grunwaldem

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 00:40
Tags: , , , , , , , , ,

Kiedy pomyślę, że ta nieszczęsna Bitwa mogła sobie spokojnie wisieć na ścianie przez następne kilkanaście lat… i nic by jej się nie działo, to mnie diabli biorą! Ale gdzie tam, trzeba było koniecznie zdjąć monstrum ze ściany i zacząć konserwować w złudnej nadziei wyjazdu do Niemiec… Nasza PPD (Pomylona Pani Dyrektor) na samym początku swojego pontyfikatu wypytywała pracowników, jak mogliśmy się zgodzić na wyjazd Bitwy dokądkolwiek… Tak jak to my byśmy o tym decydowali! Tak jakby do niej nie docierało, że to jej mistrz i poprzednik chciał koniecznie uszczęśliwić komisarza wystawy Drzwi w drzwi  – motywując to polską racją stanu! Żeby podkreślić swoje stanowisko pani dyrektor zapowiedziała surowo, że od tej pory Bitwa nigdy już nie opuści murów Muzeum – tak jakby to ona osobiście wybroniła Bitwę od wyjazdu!  Nie zmienia to faktu, że nagle Bitwa zaczęła jej zawadzać. Przyznaję, że jest to wyjątkowo duży obraz i  póki co leży i zajmuje całą podłogę, uniemożliwiając dalsze działania remontowe. Jemu też pewnie nienajlepiej robią te wszystkie wymiany okien w sąsiednich pomieszczeniach, całe to kucie i prucie ścian… Całe muzeum od strony hallu głównego pokrywa cienka warstwa białego pyłu… Nie zmienia to faktu, że nasza PPD (jest kilka możliwości odczytania dwóch pierwszych liter) musiała w końcu zajrzeć do kalendarzyka i dotarło do niej, że czas płynie i może tak się zdarzyć, że – nie zdążymy zarówno z Bitwą, jak i z remontem do maja przyszłego roku. Byłby skandal jak diabli. Już widzę nagłówki w gazetach, od Wyborczej poczynając, a na Dzienniku Polskim kończąc. O marnotrawieniu pieniędzy podatników, o kumoterstwie, nieudolności, niewydolności, niekompetencji i wielu innych. Przy tej okazji pojawi się wątek chybionych reform, nękania wybitnych specjalistów (powszechnie mówi się na to mobbing), odbijania sobie dawnych uraz na Bogu ducha winnych pracownikach… Pewnie dlatego pani dyrektor doszła do wniosku, że konserwacja SABOTUJE cały ten remont i specjalnie nie chce skończyć konserwowania monstrum, blokując dalsze rozwalanie wszystkiego naokoło… Poza tym konserwatorzy chcieliby, żeby Bitwa była odstawiona od sciany, co pozwalałoby na okresowe kontrole, ale na to nie chce zgodzić się nasz świetny projektant… a nie ulega watpliwości, że to on – i tylko on – tutaj decyduje… Tak czy inaczej pani dyrektor szuka sobie kozła ofiarnego na wypadek fiaska związanego z remontem…

Doskonale zdaję sobie sprawe, że wiele osób z zewnątrz postrzega Muzeum Narodowe w Warszawie jako zacofaną instytucją rodem z poprzedniej epoki, wymagającą gruntownych reform. No więc jutro będzie o pseudoreformach…

KoNFACELA

25/10/2011

Bitwa 2012

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:45
Tags: , , , , , , , , ,

To będzie pozytywny wpis. Naprawdę. Oczywiście chodzi o Bitwę pod Grunwaldem. Obecny sukces,  paradoksalnie, zawdzięczamy Piotrowskiemu, który – przejechał się na tejże Bitwie – próbując ją wypożyczyć do Berlina. Efektem tego wszystkiego była decyzja o konserwacji Bitwy. Jest to przedsięwziecie widowiskowe, budzące powszechną ciekawość głównie z racji sensacyjnej historii (Lorentz wywożący Bitwę pod bobmbami furmanką w 1939), z racji wymiarów tego dzieła i związanych z tym różnego rodzaju problemów.  Na całym świecie muzea pokazują konserwację in tractu, pokazują swoje zaplecze, jak to wszystko wygląda od kuchni. Na PKO BP zawisł znakomity baner z Bitwą z  naszym altreksem i zdjęciami konserwatorów. W telewizji wystąpiła dyrekcja kontaktowa, potargana niczym młoda dziewczyna, bredząc coś o nowym obrazie sztuki polskiej, który mielibyśmy zaproponować naszym widzom z okazji EURO 2012. Potem nasza rzeczniczka powiedziała o „pobudzającym” działaniu Bitwy i porównała je do piłki nożnej. Ponieważ wpis ma być pozytywny, więc nie będę komentowała.

Teraz krótko o solidarności. Nie ma wolności bez solidarności. Nie tylko nie da rady przeczekać tego całego balaganu z glową pod stołem, usprawiedliwiając swoje milczenie tym, że  nie we mnie biją. Rozumiem, ze nie wszyscy jeszcze dostali po głowie i póki co niektórzym wydaje się, że jakoś to będzie. Miało być pozytywnie, ale nie mogę inaczej – nie będzie jakoś,  jak już szanowni państwo wyjmą te swoje głowy z piasku czy też spod stołu, będzie za późno. Na bitwę i na wszystko inne.

KONFACELA

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.