M jak Muzeum

07/09/2012

Przygoda w sądzie

Nigdy nie podejrzewałam naszej pani dyrektor o podobne zdolności. Toż to można się wynajmować za pieniądze jako maskotka! Nasza pani dyrektor odwiedziła wykopaliska na Krymie, przynosząc szczęście naszym archeologom, którzy do tej pory bezskutecznie gmerali w ziemi… Jak powiedział mój ulubiony kurator sztuki starożytnej wraz z pojawienim się dyrekcji krzemienne noże i monety zaczęły same wyskakiwać z ziemi, taki blask bił od naszej nieocenionej zwierzchniczki… Jeśli dobrze pamiętam, coś podobnego było z Kim Dzong Ilem, który bodajże wydzielał z siebie naturalny zapach róż… Jaka szkoda, że tego blasku, ani zapachu nie wystarcza dla wszystkich pracowników tej instytucji, tylko dla wybranych! Zawsze mnie zdumiewały takie opowieści, w których pani dyrektor występowała jako ciepła, życzliwa i dowcipna pani dyrektor… dla wybranych. (Podobnie mówią o prezesie partii opozycyjnej – podobno w towarzystwie swoich prezes jest rozluźniony, dowcipny i inteligentny. Problemy zaczynają się na mównicy).

Z innych spraw, w zeszłym tygodniu odbyła się kolejna sprawa sądowa zwolnionej kurator sztuki nowoczesnej. Jak już kiedyś pisałam cała ta reforma najboleśniej uderzyła w nowocześników – niezależnie od tego, że spowodowała wchłonięcie dwóch naszych sztandarowych działów czyli Faras i średniowiecza. Jak mówią, jednym ze świadków na sprawie był nasz naukawy dyrektor, który zrobił z siebie w sądzie konkursowego… powiedzmy, że wyglądało na to, że ma coś z głową, łagodnie mówiąc. Ilekroć go mijam na korytarzu mam wrażenie, że coś mu umyka – tak jakby nie do końca ograniał naszą skomplikowaną rzeczywistość. Coś mu się nie zgadza w dodawaniu. Jak mówią, w sądzie biedak nie był w stanie określić kim jest i od kiedy, jakie ma wykształcenie, co robi w Muzeum i co zamierza robić dalej. Jego wystąpienie spotkało się z nieprzychylnym przyjęciem ze strony naszej dyrekcji zastępczej, w co chętnie wierzę. Jesli dobrze rozumiem, ten człowiek ma robić kolejną galerię, która ma się otworzyć w grudniu. Miejmy nadzieję, że panie dyrektorki nie wyrzucą go do tej pory…

KonFAcela

Reklamy

18/04/2012

Konferencja z udziałem

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 22:00
Tags: , , ,

Prawdę mówiąc jestem bardzo niespokojna po dzisiejszej konferencji prasowej. Ja rozumiem, że nasz minister bardzo ceni naszą panią dyrektor, ponieważ ona mu gwarantuje święty spokój. No a u nas jest spokój, może niekoniecznie święty, ale jednak. Ludzie zostali wzięci za mordę. Pan minister jest zadowolony. Niewątpliwie dlatego na deklarację naszej pani dyrektor, że ona tutaj przyszła na krótko, aby u kresu swego swojego żywota zreformować to nieszczęsne Muzeum, nasz minister zaoponował, że to nie jest przesądzone… a mnie dreszcz przeszedł po krzyżu.
Myślałam, trzy lata nie wyrok, można przeczekać, ale jeśliby cała ta niemoralna sytuacja miałaby trwać dłużej, to jest to wiadomość najgorsza z możliwych. Ale – może pani dyrektor też ma już dosyć, pokazała co potrafi i to jej wystarczy. Gorzej z wicedyrektor od zarządzania, bo tą rozpiera energia i wyraźnie jest to ciemna energia (wywierająca ujemne ciśnienie na przestrzeń). No nic. Może nie powinniśmy martwić się na zapas.
Co do naszego znakomitego projektanta, to facet ma naprawdę wielkie ego… z jego przemówienia wynikało wyraźnie, że wszyscy przed nim i zapewne po nim mogliby mu buty czyścić… No cóż, czekam z niecierpliwością. Wszyscy czekają. Ludzie, których nigdy w życiu bym o to nie podejrzewała, z nadzieją wzdychają, że może jednak się nie uda.
Prawdę mówiąc na miejscu naszej pani dyrektor źle czułabym się z taką myślą – że moi ludzie – co ja mówię – no więc, że moi podwładni życzą mi, żeby nie udało mi się zdążyć z remontem. Bo w gruncie rzeczy to okropne.

KonfacelA

07/04/2012

Życzenia Wielkanocne

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 19:07
Tags: , , , , , , , , , ,

Marzanna utopiona? Utopiona. Jajeczka poświęcone? Poświęcone… Co do flagi na 1. Maja, to jeszcze mamy chwilę czasu… W końcu mogę w końcu bez przeszkód usiąść przy komputerze i złożyć wszystkim moim czytelnikom najlepsze życzenia z okazji świąt Wielkanocnych. Przy okazji bardzo dziękuję za życzenia naszej pani dyrektor i jeszcze za możliwość wyjścia z pracy w Wielki Piątek o całe dwie godziny wcześniej. Każdy kogo spotkałam wychodząc, kręcił z niedowierzaniem głową. Mówiłam, że tak będzie. Będziemy wdzięczni za każdy ludzki odruch, za każde normalne odezwanie… A poza tym… mówiłam, że nasz świetny scenograf i artysta wróci, w końcu są to niebagatelne pieniądze…  A co do klimatyzacji, to galerii sztuki polskiej z domieszkami nie ma śladu klimatyzatorów ( to są te duże pudła, z których wieje zimne powietrze w upały). A na ryzalicie jest teraz wentylacja, a nie klimatyzacja i to są naprawdę dwie różne sprawy, jak kto ciekawy, wystarczy poczytać w internecie. Czyli na skutek całego tego remontu na ryzalicie zamienił stryjek siekierkę na kijek, a może nawet na najzwyklejszy w świecie badylek…

KONFACeLA

10/03/2012

Silva rerum

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:09
Tags: , , , , , , , , , , ,

Niestety, z chwilą kiedy nasz Tintin został następcą pani od wystających ramiączek, przestałam wiązać z nim jakiekolwiek nadzieje. Na trop, że coś jest nie w porzadku naprowadziła mnie wcześniej  jedna ze sprzataczek, potraktowana jak mebel przez naszego pana dyrektora – czy to ja muszę tłumaczyć, że grzeczność dla stojacych najniżej w tzw. hierarchii jest miarą klasy, której chyba komuś tutaj brakuje?
Dalej, jak mówią, branża PR od jakiegoś czasu ma nowego klienta – a są to instytucje takie jak nasza. Co najdziwniejsze w przeciwieństwie do operatorów telefonii komórkowej, nie mówiąc o producentach dezodorantów, instutucje typu non-profit nie liczą się z pieniędzmi na autopromocję, za to bez wahania dokonują cięć w innych dziedzinach – patrz nasze Muzeum. Żeby to jeszcze przekładało się na jakieś wymierne rezultaty, to byłoby pół biedy. Ale cały ten PR przypomina propagandę sukcesu z okresu wczesnego Gierka… wystarczy się wczytać uważnie w przemówienie pani dyrektor… A jeśli już jesteśmy przy sławetnym obiedzie… prezydent, nasz minister et consortes, czyli urzędnicy… i kto jeszcze? Gdzie ci wielcy biznesmeni, gotowi nas zasypać górą grosza? Gdzie najbogatszy Polak, patrz ranking Forbesa?…

Teraz o nowej formule kuratorium – myślę, że w obecnym składzie nikt już nie będzie protestował przeciwko innowacjom polegającymi na zmianie czasu i miejsca – to niby drobiazg, ale znaczący. No więc nie sala konferencyjna, tylko gabinet pani dyrektor, wtorek zamiast środy, i pora wreszcie skończyć z tym prowadzeniem zebrań przez przewodniczącego KK, co to znaczy, żeby ktoś inny prowadził zebranie, kiedy na sali jest pani dyrektor? To bardzo wygodna formuła: pani dyrektor mówi, wszyscy słuchają, a po kwadrandsie rozchodzą się do swoich zadań. Koniec z głupimi dyskusjami. Nie ma żadnego spiskowania, żadnych głupich listów, dosyć tego rozrabiania!

No a manifa? Ciekawość mnie zżera, czy nasze panie wybiorą się znowu na manifę? A może będą się wstydziły? Za czym będą demonstrowały? Za podwyższeniem wieku emerytalnego dla kobiet? To dopiero byłoby paradne! Pani dyrektor, która latem ubiegłego roku zwolniła z pracy szereg swoich koleżanek w wieku emerytalnym – sama będąc w wieku emerytalnym – podobno ręka jej zadrżała – ale jak mówią złośliwi, to ze starości… Nota bene przykład naszej dyrekcji wskazuje dobitnie, że przynajmniej niektóre kobiety zdecydowanie nie powinny pracować po ukończeniu pewnego wieku…

I na koniec króciutko o proporcjach… Zawsze mnie bawiła ta garstka buntowników… Za Piotrowskiego było tak samo. Garstka, ułamek, margines. Wszyscy kochają panią dyrektor, tylko ta nieszczęsna garstka… Pamiętam jak to było, jak się zaczynały strajki w stoczni w 1980 roku. Nie było strajków, tylko przestoje w pracy. Demonstrujący robotnicy to był element antysocjalistyczny, nie mówiąc o tym, że była ich garstka…

kONFACELA

06/03/2012

Fundraising gala diner bis

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 02:26
Tags: , , , , , , , , , , ,

Zbliża się wiosna. Przyroda budzi się ze snu zimowego do nowego życia. Muzeum  też budzi się do nowego życia po niespełna ośmiu miesiącach… Tym którzy jeszcze wątpią, polecam wyprawę na drugą stronę szlakiem wycyklinowanych parkietów. Kiedyś podejrzewałam, że to zapach farby olejnej jest tym, co nas podnieca, ale to chyba jest jednak cykliniarka… do tego stopnia, że podłogi na ryzalicie zeszlifowano przed postawieniem ekranów, co oznacza, że trzeba będzie to powtórzyć po zakończeniu robót. Nie trzeba remontować trzech mieszkań, żeby wiedzieć, że nie ma takiej podłogi, którą można cyklinować w nieskończoność. Tymczasem w hallu głównym robotnicy uwijają się jak mróweczki, to gładząc, to szlifując, to szpachlując. Wesoły stuk młotków i warkot wiertarek nie pozwalają zapomnieć, że tutaj się pracuje!
Moi drodzy… we środę na galerii malarstwa polskiego z przymieszkami odbędzie się dawno zapowiadany fundraising gala diner! Niestety, cała ta sytuacja przypomina dowcip o radiu Erewań. No więc diner w Muzeum, tylko na ścianach nie ma obrazów. Rozumiem obiad w towarzystwie braci Gierymskich. Matejki. Wyspiańskiego. Ale w otoczeniu pustych ścian? Jaki to ma sens? Obiad w otoczeniu pustych ścian można zjesć wszędzie. Dalej. Fundraising gala diner bez jakiejkolwiek zbiórki, tacy, skarbonki, bez zaplanowanej aukcji dobroczynnej, co to za cukier bez cukru, fundraising bez fundraisingu? I w ogóle, kto zapłaci za tan cały diner, bo chyba nie podatnik?… Teraz gala, o la, la! Proszę mi wybaczyć, madames et monsieurs, ale nam niepotrzebny jest prezydent, bo ten odeśle nas do ministra kultury… tylko sponsorzy. Bogaci kolekcjerzy, biznesmeni z pretensjami do kultury i sztuki, ewentualnie politycy.
Teraz sprawy techniczne: co z tym całym bałaganem w hallu głównym? Co z Bitwą, którą trzeba w końcu nawinąć na wałek (i zakopać mozliwie głęboko). Co z tymi ślicznymi mebelkami po księgarni na podeście? I w ogóle kto to wymyślił?!!

KONFAcELA

29/02/2012

Poczta Konfaceli

Moi drodzy, bardzo Wam dziękuję za komentarze. I za troskę, ale jak to już zostało napisane – ten blog nie znajduje się na serwerze GW, której jakoby nie było wszystko jedno, tylko na zagranicznym serwerze. Co mnie cieszy.
Co do Upiora… Chciałabym przypomnieć, że swego czasu całe ministerstwo (kultury), na czele z ówczesnymi władzami naszego departamentu, zaczytywało się Upiorem. I jak to bardzo źle, och jak bardzo źle, świadczy o naszym ministerstwie, że najpierw odrzuciło to wszystko, co proponował Piotrowski, a potem, kiedy to samo zaproponowała nasza obecna dyrekcja, zaakceptowało wszystkie te bzudy bez mrugnięcia okiem! Jak wszyscy pamiętamy, nasze ministerstwo było ostatnio gorącym rzecznikiem obrony praw autorskich… Na miejscu Piotrowskiego złożyłabym zażalenie, a już na pewno napisała suplement do Muzeum krytycznego
Czy ten blog, Mjakmuzeum, to jedyna forma oporu w Muzeum? Tak, na razie chyba tak. Staruszeczko, pozwól mi się zastanowić, możesz być pewna, że się odezwę. Muszę pomyśleć.
Idźmy dalej. Tak, mnie też irytują wszystkie te bezczelne kłamstwa w żywe oczy, cała ta śmieszna propaganda sukcesu jak za Gierka, mamy nowe domy, nowe huty, mamy pięćset kilometrów wybrzeża, przetrag na gwoździe do gwoździarek odbędzie się we czwartek, pomalowaliśmy już dwie ściany, a pomalujemy jeszcze cztery, pani X dostała wymówienie, wynienimy szare na złote, po dyskusji na temat koloru klamek w nowych drzwiach zdecydowaliśmy się na drzwi bez klamek, PIPa nie stwierdziła żadnych uchybień, ministerstwo nas kocha, prezydent nas kocha…
Co do naszych związków… To znaczy związków zawodowych, a konkretnie Solidarności… za dużo w tym składzie różnych niezdrowych relacji z panią dyrektor, wszystkich tych pokłonów i czułych szeptów na uszko, przesadnej układności i służbistości, niepotrzebnych forów, a że pani dyrektor może, ale nie musi, ale gdyby zechciała… Obejrzałam sobie własnie nowy skład władz konkurencyjnych związków… czy tam w ogóle coś się zmieniło? Swego czasu jedna idiotyczna skarga ówczesnego i obecnego przewodniczacego zablokowała na półtora roku radę pracowników, ciekawe czy faceta gryzie sumienie? A jeśli go nie gryzie, to dlaczego? Ciekawie byłoby wiedzieć.

KonFACELA

26/02/2012

Kto się boi Upiora?

Jestem wstrząśnięta (ale niemieszana). To jakiś absurd. Jeśli Gazeta Wyborcza twierdzi, że nie jest jej wszystko jedno, to dlaczego zamyka blog Upiora, którzy przestał pisać przeszło półtora roku temu, niejako oddając pole nowej dyrekcji? Upiór zachował się fair i przestał pisać na jesieni 2010. Zaglądałam do niego od czasu do czasu, podobnie jak wiele innych osób, głównie ku pokrzepieniu serc. I nagle – nie ma Upiora. I kto to sprawił, GW, która twierdzi, jakoby nie było jej wszystko jedno?! GW, relacjonujaca różnego rodzaju obywatelskie batalie o sprawiedliwość? Popierająca zasady demokracji deliberatywnej? Szermująca lewicowymi hasłami, z całym tym ich zadęciem, że my tutaj ruszamy z posad bryłę świata?
Co do naszej dyrekcji, to nie spodziewam się po niej niczego szczególnego. Raczej odczuwam coś na kształt obrzydzenia.  Rozumiem,  na jakiej zasadzie to działa. Trzeba odebrać ludziom pamięć minionych zwycięstw. Co to znaczy, żeby motłoch rozrabiał.
Ale po GW nie spodziewałam się takiego… upadku.
Teraz życzenia:
Duchu drogi, nigdy Ci nie zapomnę zdjęć naszych pań-hipokrytek na manifie. Wszyscy turlaliśmy się ze śmiechu…
I Ty, Upiorze kochany, jeśli czytasz te słowa, wiedz, że zawdzięczamy Ci poczucie godności w trudnych chwilach. A także świadomość, że coś możemy, że mamy jakieś prawa. I że władza powinna z nami współpracować, bo taki jest jej obowiązek. I że to nie my jesteśmy motłochem, ani hołotą…

KoNFACELA

25/02/2012

Inwentarz nasz powszedni

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:53
Tags: , , , , , , , , ,

Co do zdobniczej, to ja tam ich tak bardzo nie żałuję, uwolnić się od nieznośnych sąsiadów – bezcenne. Co do promocji, to pamiętajmy, że nowy pan uwolnił nas od dotychczasowej pani od fundraisingu, która wymogła na Piotrowskim horrendalną pensję i nic poza tym. Co do nowego pana, to lepiej go nie poganiać, bo straci oddech…

Co do działu inwentarzy, to mam wrażenie, jakby jakaś bomba strzeliła i rozwaliła wszystko. Ja rozumiem, że u nas w Zachęcie nie było problemów własnościowych, żadnych procesów sądowych z kościołem, ani arystokracją, żadnego mienia podworskiego ani depozytów milicyjnych itp. Niestety u nas w Muzeum wszystkie te problemy są i nie da się ich zamieść pod dywan. Muzeum Narodowe to takie dziwne miejsce, gdzie pracują ludzie nie do zastąpienia. Tak, ja wiem, że panie to irytuje. I że one nam właśnie pokażą, że każdego da się zastąpić. Byle kim, od jutra. Ja bym dodała, że  szczególnie łatwo jest zastąpić dyrektora…  Nie mogę się pogodzić z tym, co się dzieje z ludźmi w inwentarzach.  Móc polegać na ich wiedzy i doświadczeniu – bezcenne…

Co do mony…  jak mówią, nasz dyrektor naukawy nie jest zadowolony z mony! I że chciałby ją zamienić na inny program. Być może ma kolegę, który powiedział mu: to nic trudnego, wszystko się przeniesie i będzie git. Albo jakoś podobnie. Włos jeży się na głowie!
Ale mogę się domyślać, skąd ten pomysł. Podejrzewam, że nasza naukawa dyrekcja nie radzi sobie ze zbiorami, które z natury rzeczy są fizyczne. Trójwymiarowe. Mają swój ciężar, nie mówiąc o tym, że łatwo je uszkodzić. Żeby zobaczyć konkretny obraz trzeba iść na drugą stronę Muzeum, spowodować otwarcie magazynu (a oni tam, szczególnie na ryzalicie, mają niewielki personel), dojść do siatki, a potem spróbować coś zobaczyć. A w internecie są gotowe obrazki! Bo u nas w monie – to nie zawsze, jak w jednej z tych dobroczynnych reklam…
Wyjaśniam, chociaż nie jestem informatykiem. Przenoszenie danych z jednej bazy danych do drugiej wiąże się z ryzykiem ich utraty. To trochę tak jak przesypywanie mąki na faworki z torebki do szklanki. Zawsze się trochę rozsypie. To raz. A dwa, zmiana systemu nie spowoduje automatycznie dodania nowych danych, np. zdjęć, bo i skąd. To tego trzeba człowieka, a poza tym zdjęcia kosztują. Nie wystarczy zamienić starej stolnicy  na nową. Mąki od tego nie przybędzie. Trzeba włożyć buty, wziąć parasol i iść do sklepu…

KonfacelA

22/02/2012

Żuki, chrząszcze i chrabąszcze

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:50
Tags: , , , , , , , , ,

Nie wątpię, że to, co piszę, stanowi źródło informacji i inspiracji dla naszej drogiej dyrekcji. Stąd nie dziwi mnie aktywność na blogu głównej księgowej (w godzinach pracy! A co z pasjansami?). Nasza dyrekcja tylko fruwa po korytarzach, robiąc dużo hałasu, drzwi trzaskają, telefony dzwonią, a tu za puściutkim biureczkiem pani dyrektor nie ma nikogo… Z sekretarką włącznie! A planu wystaw na 2013 rok jak nie było, tak nie ma!
Póki co dyrekcja nie potrafiąc wymyślić sobie innego zajęcia, usiłuje kontrolować hołotę, zajmując się nikomu niepotrzebnymi rzeczami, chociażby takimi jak własnoręczne prowadzenie korespondencji. Od wielu lat pracownicy działów merytorycznych odpowiadali samodzielnie (to chyba jest kluczowe słowo i kluczowy problem), do tego mailem, na wszystkie kwerendy. Tak było najprościej, najwygodniej i najszybciej. Internet i poczta elektroniczna zmieniły nasze życie (to się nazywa postęp). Poza tym od lat nie było u nas zwyczaju odrabiania lekcji za kolegów z innych muzeów i  nie było mowy, żeby muzeum organizujące wystawę pt. Żuki, chrząszcze i chrabąszcze dostawało list z jakimiś propozycjami z naszej strony, bo to oni mieli przyjechać i sami sobie wybrać  różne chrząszcze z naszych zbiorów. Poza tym przez ostatnie dwadzieścia lat nikt tutaj nie pisał propozycji odpowiedzi na list do akceptacji dyrekcji – tylko sam pisał odpowiedź, a jeśli  list dotyczył wystawy zagranicznej itp., dawało się krótką ręczną notatkę do dyrekcji i to wtedy i tylko wtedy list pisała sekretarka. Dodam jeszcze, że przez długie lata o wypożyczeniu decydował kurator, dyrektor nie interesował się takimi sprawami, bo i po co. Nie piszę tego wszystkiego powodowana współczuciem dla dyrekcji, tylko dla nas, ponieważ własnoręczne prowadzenie korespondencji przez dyrekcję oznacza jeden wielki bałagan i wszyscy są poszkodowani. Zarzucenie stosowania dobrych praktyk czyli dotychczasowych metod działania jest ryzykowne, ponieważ między innymi powoduje, że dyrekcja nie zajmuje się planem wystaw na przysżły rok. Nie zajmuje się remontem, który wyraźnie wymyka się spod kontroli. Mówiąc krótko, zajmuje się nie tym, co trzeba i robi to naszym kosztem, do tego za pieniądze podatników…
Teraz króciutko na temat remontu. Do zakończenia całej tej szopki zostały trzy miesiące. Przecież to jeszcze trzeba powiesić. Może nie należało robić remontu w kilku miejscach jednocześnie? Bo chyba nie ogarniamy tego wszystkiego, co? Dlatego jesteśmy tacy wściekli? Każdy z nas kiedyś remontował mieszkanie, ale to nie oznacza, że jesteśmy specjalistami w tej dziedzinie…
I na koniec mała uwaga, podpisujcie się, proszę, pod komentarzami (w polu komentarza), pseudonimami, rzecz jasna… Anonim jest z natury anonimowy, za to Chrząszcz muzealny – sama przyjemność z takim konwersować.

KOnfacelaA

19/02/2012

Folwark zwierzęcy

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 22:54
Tags: , , , , , , , , ,

Przez krótką chwilę miałam nadzieję, że nasz premier dokona rekonstrukcji rządu. Ale chyba nic z tego, a szkoda. Piszę o tym, ponieważ odbieram postawę naszego ministra jako przejaw arogancji władzy, nieliczącej się z obywatelami. Powiem więcej, jesteśmy instytucją utrzymywaną z podatków. To nie jest prywatny folwark. Każdy obywatel w tym kraju ma prawo zapytać, na co wydawane są pieniądze w takiej instytucji jak nasza. Zajrzyjcie sobie na muzealną stronę BIP. Ostatnie sprawozdanie finansowe pochodzi z 31 grudnia 2009 roku. Dlaczego nasze panie tak długo przewlekają sprawę powołania nowej rady pracowników? Oprócz niechęci do spotykania się z kimkolwiek, kto mógłby zadawać niewygodne pytania,  jak same przyznają, obawiają się, że wgląd w dokumenty finansowe mogłyby mieć osoby, które nie znają się na finansach! Rzeczywiście obawiam się, że nikt z nas zna się na kreatywnej księgowości, ale cztery działania mamy opanowane. Potrafimy czytać ze zrozumieniem i wyciągać wnioski. Podobnie jak tzw. przeciętny obywatel i płatnik podatków mamy prawo wiedzieć, np. skąd wzięto pieniądze na wszystkie te dywany na drugim piętrze (i dlaczego wnuczka ociemniałego Wita Stwosza prowadzi go do damskiej toalety?) i  co z fundraising gala diner na ryzalicie,  to był taki świetny pomysł! Czy inne nasze pomysły na zdobycie pieniędzy, wszystkie te dopinane i rozpinane plany i projekty prowadzone przez dział promocji, podzielą los fundraising gala diner? Jakie oszczędności przyniosła tzw. restrukturyzacja w zeszłym roku? Wiemy komu posłużyła i do czego, ale mnie interesują pieniądze (mimo że nie znam się na finansach). Prywatny właściciel może sobie pozwalać na fanaberie, bo firma jest jego własnością. Dyrektor instytucji utrzymywanej z publicznych pieniędzy nie może niszczyć czegoś, na co wszyscy pracowaliśmy latami, bo Muzeum nie jest jego własnością. To nie jest prywatny folwark dyrekcji, a tym bardziej folwark zwierzęcy.

kONFACELA

Następna strona »

Blog na WordPress.com.