M jak Muzeum

19/11/2012

Mniej niż zero-o!

Podziękowania złożone przez komisarza (komisarkę czy też komisarki) wystawy Ars Jagiellonica skłoniły mnie do refleksji nad nową struktura naszego Muzeum. Co się stało z działem promocji, czy on teraz się nazywa działem komunikacji i z kim to się komunikuje, skoro poza wtorkiem – kiedy ekspozycje stałe można zwiedzać za darmo – Muzeum świeci pustkami? Swego czasu nasze Muzeum ogłosiło, że szuka pracownika do działu promocji (czyli dokąd właściwie?) i podobno zgłosiło się ponad 400 osób, co nasza dyrekcja powtarzała z lubością, sądzac, że jeszcze bardziej pogłębi w ten sposób atmosferę strachu wśród pracowników. Czyli jak się ci się nie podoba, to fora ze dwora, na twoje miejsce czeka kilkaset osób w kolejce! Nieraz jak rozmawiam z różnymi ludźmi, zapewniają mnie, że bez ich pracy – bez ich opisów mumii i fresków, tkanin lyońskich, kobierców modlitewnych, portretów fajumskich, ołtarzyków średniowiecznych z kości słoniowej Muzeum przestanie istnieć. Kochani, to Wam się tylko tak wydaje. Są tacy, to nie żart, dla których jesteś wart mniej niż zero-o, mniej niż zero-o-o-o-o-o! Jeśli nadal uważasz, że twoja praca jest ważna, pozbądź się tego przekonania. Do części z nas jeszcze nie dotarło, że naszym paniom nie chodzi o to, żeby coś robić, wymyślać i wystawć ponad poziomy, bo to jest kłopot. Dlatego kolejne kuratoria obracają się wokół głupstw i głupstewek, ludzie są gonieni do wpisywania do mony i cicho, ma być cicho-o-o-o-o!
A jeśli już mowa o kuratorach, to dzieci i ryby, nie mówiąc o kuratorach głosu nie mają. Czy kolegium kuratorów pozwoli się ugotować jak ta żaba… Pewnie tak. Pewnego pięknego dnia się okaże, że w nowym schemacie dostosowanym do nowej ustawy nie ma kolegium kuratorów, albo że nie wolno im się spotykać gdzie indziej jak tylko na dywaniku u dyrekcji. O-o-o-o!

KoNFacela

Reklamy

11/10/2012

Kierunki rozwoju biurokracji i obszary ryzyka

Znowu mamy remont! Ja rozumiem, że panie nie potrafią wymyslić nic innego, ale działalność podstawowa tej instytucji nie polega na ciągłym remontowaniu, tylko na robieniu wystaw, nie mówiąc o naszym elementarnym obowiązku, jakim jest troska o zbiory. Tymczasem – pył się sypie, jakieś kolejne firmy demontują to, co zostało zbudowane przed pół rokiem, zadeptują wycyklinowane podłogi i tak w kółko na okragło. W trakcie sezonu grzewczego wymienia się nam kaloryfery i okna, rozumiem, że nie powinnam narzekać, bo póki co nie ma mrozu… I wreszcie, co będzie z tym całym bałaganem, jeśli minister rzeczywiscie zakręci nam kranik na tzw. inwestycje w przyszłym roku?
Mamy remont, ale nie mamy wystaw i nie wiadomo, czy będziemy mieli? Co się dzieje z tą nieszczęsną Europą Jagiellonicą? Kto to koordynuje i dlaczego nie potrafi tego robić? Dlaczego wszystko w tym muzeum się rozłazi? Głupi obieg dokumentów trwa nieprawdopodobną ilość czasu, w epoce maili, nie mówiąc o telefonach, udzielenie odpowiedzi na najgłupsze pytanie trwa miesiącami. Ja rozumiem, że w epoce profesora Lorentza nie było maili, a prawo do prowadzenia samodzielnej korespondencji mieli wyłącznie kuratorzy, a jeśli chodzi o krespondencję zagraniczną wyłącznie dyrektor, ale mamy XXI wiek, nie mówiąc o tym, że dyrekcja nie powinna się zajmować duperelami, bo od tego ma podwładnych. Dlaczego zawieranie umów z innymi muzeami trwa długie miesiące, kiedy, jak to udowodniono w nie tak odległej przeszłości, może trwać krócej? Przeraża mnie też myśl, że nasz niegdysiejszy audytor, autor tragicznej w skutkach reformy muzeum w Kielcach miałby wskazywać dalsze kierunki rozwoju biurokracji w naszej instytucji i definiować kolejne obszary ryzyka…

KonFACeLa

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.