M jak Muzeum

06/10/2013

Guercino czyli ryż z owsa

Ależ tak!  Guercino to jest taka wystawa, jaką powinno się pokazywać w Muzeum Narodowym. Sztuka nowożytna pokazana w nowy sposób, nowe odczytanie twórczości znanego artysty, pokazanie artysty nigdy szerzej nie pokazywanego w Polsce, przypomnienie go po latach, w nowym współczesnym kontekście, prezentacja rezultatów badań naukowych, odpowiedź na jakieś zapotrzebowanie społeczne  – różne cele przyświecają komisarzom wystaw. Oprócz tego są wystawy-gotowce, podróżujące po świecie z różnych – najczęściej finansowych powodów. Miejscowy komisarz może i powinien je uzupełnić własnymi lub dopożyczonymi  obrazami z innych źródeł.  Tak było z Rothką i tak też zrobiono z Guercinem. Trzy lata temu Piotrowski w odpowiedzi na propozycję przyjęcia tej samej wystawy odpowiedział, że moglibyśmy ją zrobić, gdyby udało się, cytuję: „zdesakralizować Guercina”. Swego czasu tego rodzaju wysiłki podejmowali towarzysze radzieccy, czego najlepszym przykładem było Muzeum Ateizmu we Lwowie*… Nasze paniuśki też boją się różnych religijnych konotacji niczym diabeł święconej wody, ale pamiętam, że w wywiadzie dla „Polityki” nasza droga M. powiedziała, że Guercina zrobiłaby, cytuję: „po bożemu”.  No i mamy wystawę Guercina. I co?

I nic.

Ja wiem. W albumie, tym, co to się robił przez niewiadomo ile czasu – opowiadają, że nasz dyrektor naukawy pół roku zbierał się do napisania eseju, zresztą trudno się dziwić, skoro oprowadzając po swojej galerii na pytanie, dlaczego wybrał tego, a nie innego artystę, odpowiedział, że to jego znajomy – no więc w albumie o historii naszego muzeum nie ma śladu po innych dyrektorach, jest tylko Lorentz, potem długo, długo nic – i na koniec nasza paniuśka, a wszyscy pozostali zniknęli jak sen złoty! No cóż. Ja wiem, że boli, że Ruszczyc i Folga stanowią nieustający problem – nawet jeśli się nie dopuszcza pewnych rzeczy do świadomości. Niestety, w starciu Guercino versus Caravaggio zezulek o jasnej i zdrowej cerze przegrywa z awanturnikiem, prowdzącym bezbożne życie… I w ogóle buńczuczne zapowiedzi, jak to Guercino wygra z Caravaggiem są nieprzyzwoite i śmieszne. Po pierwsze nie ma porównania w sensie jakości artystycznej. Ja wiem, że współczesna historia sztuki odrzuca pojęcie arcydzieła, ale to nie jest sztuka współczesna. Tylko barokowa. Poza tym, Caravaggio w przeciwieństwie do zezulka został – może nie tak dobitnie jak Vermeer, ale jednak – odkryty na nowo w XX wieku, wpisany do kanonu najznakomitszych malarzy, którzy pchnęli ówczesną i późniejszą sztukę na nowe tory. Próba zdystansowania tej miary artysty jest śmieszna. A poza tym… jeśli już pominiemy kryteria naukowe, to gdzie są te kolejki przed muzeum, które były przed szesnastu laty? Gdzie sukces medialny? Już kiedyś o tym pisałam. Nasz dział promocji musi mieć CO promować. Nie czepiam się Guercina, ale i w Warszawie, i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu.

KoNFACELa

*Mieściło się kościele Dominikanów, który dziś jest na powrót kościołem.

Reklamy

Blog na WordPress.com.