M jak Muzeum

27/03/2012

Państwo duńskie

Ten post wyjątkowo nie jest w pierwszym rzędzie skierowany do pracowników naszego pięknego Muzeum. Tylko do ludzi z zewnątrz, którzy również czytają ten blog i próbują mi udzielać różnych mądrych pouczeń. Najpierw miałabym ochotę zapytać, niczym pracownik działu marketingu, jak własciwie trafili na ten, w końcu bardzo specjalistyczny blog poświącony najwiekszemu Muzeum w Polsce i jego trudnym problemom. Może dzięki otagowaniu, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć (przy okazji postaram się z grubsza przedstawić krótki wyciąg z tzw. statystyk, czyli ile osób nas czyta i jak to wygląda z perspektywy czasu). Zdaję sobie sprawę, że blog czytają w naszym wspaniałym ministerstwie i w wielu innych zaprzyjaźnionych muzeach. Różne muzea patrzą na Muzeum Narodowe w Warszawie, czemu trudno się dziwić – bo problemy z dyrekcją czyli mobbing, napotyzm, brak wizji i strategii, pseudoreformy – nie są warszawską specjalnoscią. Z różnych stron dochodzą nas informacje o podobnych sytuacjach w innych muzeach w całej Polsce.  A mówiąc szerzej – nie tylko w muzeach, ale wszędzie, i to zarówno w wielkich korporacjach, jak i państwowych instytucjach, takich jaka nasza.
Drodzy moi czytelnicy SPOZA naszego muzealnego środowiska! Nie ma takiej możliwości, żeby ktoś z dyrekcji mnie wysłuchał – a że blog czytają, to wiem na pewno. Nie mam innej drogi kontaktu – nasza dyrekcja NIE CHCE rozmawiać z pracownikami. Nie komunikuje się z nami, tylko komunikuje nam to, uważa za konieczne. Styl tej komunikacji jest – no cóż, fatalny. Wszystkie te awantury, te ciągłe wrzaski  i trzaskanie drzwiami, budzą we mnie chęć schowania się w mysią dziurę. Szereg bezmyślnych, mechanicznych albo wynikajacych z osobistej urazy decyzji personalnych – to wszystko nie budzi we mnie ani szacunku, ani sympatii dla dyrekcji. Mimo to moją intencją nie jest dokuczanie, czy też obrażanie kogokolwiek, tylko zwrócenie uwagi na to, że źle się dzieje w państwie duńskim. A także – przeciwstawienie się nachalnej i kłamliwej propagandzie sukcesu, uprawianej przez naszą dyrekcję i danie możliwości wypowiedzi, tym, którzy boją się wrzasków, ale mają coś do powiedzenia.

KONFACELa

Reklamy

18/03/2012

Poczta Konfaceli

Droga Damo z Łasiczką, dopiero dzisiaj zauważyłam Twój wpis pod moim przedostatnim postem. Ten z cytatem z Dołęgi-Mostowicza. Uważam, że porównanie naszej dyrekcji zastępczej z Nikodemem Dyzmą jest wyjątkowo trafne. Twój wpis, droga Damo, skłonił mnie do refleksji nad naszą sytuacją. Na czym to właściwie polega. Dlaczego nasza dyrekcja usiłuje nam wmówić, że nic złego się nie dzieje – przeciwnie, że jest świetnie. Propaganda sukcesu jak za Gierka. Dyzma również, o ile dobrze pamiętam, odnosił same sukcesy, a nawet dostał od prezydenta misję stworzenia nowego rządu… Ten sam przekaz wychodzi od nas na zewnątrz, osobliwie w kierunku naszego organizatora, nie mówiąc o prezydencie… Przeprowadziliśmy restrukturyzację, a także redukcję zatrudnienia. Czy to nie brzmi dobrze? Moim zdaniem świetnie. Każdy czeka na takie informacje. No to co? Restrukturyzacja? Jest. Redukcja zatrudnienia? Jest. Remont? Jest. Chyba tylko o fladze na pierwszego maja zapomnieliśmy…  Na czym właściwie polega nasz problem? Co możemy przeciwstawić trzem RE: REstrukturyzacji, REdukcjom i REmontowi?
1. Pierwsze RE. Krótko mówiąc: nowa struktura jest niezgodna z podstawowymi podziałami w naszej szlachetnej dziedzinie, poza tym jest niekonsekwentna. Nowa struktura nie odzwierciedla w żaden sposób naszych mocnych stron, nie wyróżnia, lecz marginalizuje działy posiadające szczególnie cenne zbiory. Nowa struktura jest nieefektywna – jak centralizm zarządzania miałby pomagać w przepływie informacji i podnosić sprawność działania całej instytucji? No więc: NIEKOMPETENCJA. Ale poczytajcie sobie prasę, czy to można przeciwstawić RESTRUKTURYZACJI? U nas wszyscy krzyczą REFORMA! RESTRUKTURYZACJA! nie zdając sobie sprawy z tego, że te procesy wymagają głębokiej wiedzy i doświadczenia.
2. Drugie RE. Nie twierdzę, że w Muzeum nie należało zdredukować części zatrudnienia. Ale może należało najpierw pomyśleć, gdzie naprawdę jest za dużo ludzi, a gdzie ich brakuje, a nie zwalniać głupio, bezmyślnie, z osobistych pobudek, złośliwie, mechanicznie i tak dalej. Tutaj mamy już mocniejsze słówko do przeciwstawienia REDUKCJOM, a mianowicie MOBBING jako część szerszego problemu. Oraz nadal NIEKOMPETENCJA.
3. Trzecie RE. Jak większość z nas, z dyrekcją włącznie, nie znam się na REMONCIE. I nie muszę. Drogi Anonimie. To świetnie, że planuje się założenie klimatyzacji na dawnych galeriach sztuki obcej. A kiedy? Czy to będzie tak jak z Trasą Łazienkowską, że tuż po uroczystym otwarciu wszystko się na nowo zamknie i zacznie remont na nowo? Jest jakiś plan montowania klimatyzatorów? Czy Wywyższeni będą dodatkowo uhonorowani klimatyzacją? A może dopiero przed wystawą Rothko wszystko się znowu rozwali i założy klimatyzację? Pewnie nie powinnam tego sugerować, bo nie po raz pierwszy moje światłe pomysły  stanowią natchnienie dla naszej dyrekcji, ale co tam.
Nie zmienia to faktu, że remont powinien być prowadzony stopniowo, bez  konieczności zamykania Muzeum dla publiczności. Że ktoś powinien go koordynować i ustalić z góry jakąś kolejność czynności, żeby nie robić dwa razy tego samego (cyklinowanie przed postawieniem ekranów!). Że nie powinno być czterech podwykonawców. Bo inaczej mamy do czynienia z NIEKOMPETENCJĄ i MARNOTRWSTWEM. Mówimy o publicznych pieniądzach, bo nawet jeśli mamy kilku sponsorów, to gros naszych wydatków ponosi państwo polskie.

Nie wiem, czy NIEKOMPETENCJA, MOBBING i MARNOTRAWSTWO są w stanie przebić trzy RE. Jak czytam gazety, to nie jestem pewna. Tamto są słowa-wytrychy, może tylko MOBBING jest w stanie przykuć czyjąkolwiek uwagę, bo to modne. Jak ktoś ma jakiś pomysł, jaki wytrych przeciwstawić naszym trzem RE, to poproszę.  Wbrew pozorom język sprzeciwu jest równie ważny jak sam sprzeciw.

I na koniec, ponawiam swój apel o podpisywanie się pseudonimami.

KONFACElA

15/02/2012

Nasze nowa rzeczywistość

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:59
Tags: , , , , , , , ,

Spróbujmy zdefiniować, na czym polega nasz problem. Nasze panie konsekwentnie stosują zasadę divide et impera – i naprawdę dobrze im to wychodzi. Przede wszystkim starają się obsadzić wszystkie kluczowe stanowiska swoimi ludźmi, niezależnie od ich kwalifikacji. Ci ludzie mają trzymać podwładnych w ryzach, a poza tym mają za zadanie informować kogo trzeba, co się dzieje. Obsadzanie odbywa się  metodą desantu, jak w przypadku sztuki nowoczesnej (nowy dyrektor-kurator z zewnątrz) albo metodą Vichy czyli poprzez wyszukiwanie kolaborantów (pozostali). Co ostatni lepiej znają teren czyli zbiory, poza tym przeważnie dyszą chęcią odwetu. Za swoje nieudane życie, za swoje krzywdy, prawdziwe i urojone, których doznali w Muzeum. A kim lepiej można pokierować, jak osobą chcącą wziąć na kimś rewanż?
Wbrew pozorom kolaboranci nie są tak do końca bezpieczni, bo w układzie z dyrekcją nie ma mowy o zaufaniu, ani nawet nie jest to układ handlowy, na zasadzie, ty mnie, a ja tobie. Ta historia przypomina raczej Heliogabala, jednego z bardziej szalonych rzymskich cesarzy, który zwykł piec ludzi żywcem w metalowej figurze byka (podobno ich krzyki przypominały ryk prawdziwego byka). Można by przypuszczać, że cesarz obdarzył hojnie wynalazcę urządzenia, które dostarczyło mu rozrywki, ale nie – wynalazca został upieczony jako pierwszy… Nasi wynalazcy-kolaboranci zostaną upieczeni przy pierwszych wątpliwościach, nawet jeśli jeszcze tego nie wiedzą… Ale dla nas jest to, póki co, mała pociecha…
Naczelnym zadaniem wynalazców czy też kolaborantów jest pacyfikacja, czyli przekonywanie opornych kolegów (to jest cytat, zgadnijcie który z naszych nowych kuratorów powiedział te słowa?), a także donoszenie. To bardzo ważna część naszego nowego życia, do której większość z nas nie może się przyzwyczaić, ale pewnie to tylko kwestia czasu.
Poza tym bardzo ważnym elementem naszej nowej rzeczywistości jest nieprzewidywalność. Brak jasnych zasad, także moralnych. To znaczy, że nikt nie wie, czy dostanie ciastko (pączka, jutro Tłusty Czwartek), czy dostanie po grzbiecie. To znaczy, czy dostanie naganę, czy nagrodę. No i nie wiadomo, za co właściwie dostaje się nagany, a za co nagrody. W naszym poprzednim życiu dyrekcja nie potrzebowała stosować nagan – bo to była inna dyrekcja. Tak nawiasem mówiąc, tylko ludzie mali i słabi potrzebują takich środków do kierowania ludźmi…

KONFAcELA

12/02/2012

O ryzyku

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 19:15
Tags: , , , , , , , , ,

Przez ostatnie kilka dni większość tzw. samodzielnych pracowników naszego Muzeum męczyła się nad tabelkami wprowadzonymi tytułem „regulaminu kontroli zarządczej i modelu zarządzania ryzykiem”. Zarządzenie w tej sprawie wydano w listopadzie ubiegłego roku, ale dopiero teraz przyszło nam się borykać z czyimś paraliżem umysłowym. Jak zawsze w takich przypadkach dzielnie wspomagał nas jasnowłosy chłopiec, który – nie wiadomo właściwie jaką rolę pełni w naszej szacownej instytycji i czyim jest sekretarzam. Moje wątpliwości w tej kwestii są jak najbardziej uzasadnione, skoro pierwsze pytanie, skierowane do kierowników działów brzmi, pozwólcie, że zadam je własnymi słowami, bo tak będzie prościej:
1. Czy kwalifikacje, poziom wiedzy i umiejętności oraz doświadczenie pracowników w Pani/Pana komórce odpowiadają założeniom i wytycznym? No to proszę mi uprzejmie powiedzieć, jak to możliwe, żeby kuratorem (dzialu Numizmatyki) został asystent? (kwalifikacje). Jak to możliwe, żeby kuratorem (działu sztuki Nowoczesnej) został archeolog śródziemnomorski? (kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie). Jak to możliwe, żeby kuratorem Królikarni została artystka? A nie historyk sztuki, osobliwie rzeźby? (kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie). W pani komórce, pani dyrektor, wyraźnie coś szwankuje. To RYZYKOWNE.
2. No a szkolenia? Jakie szkolenia proponuje pani swoim podwładnym? Taka kierowniczka działu wydawniczego miała i chciała pójść, jak nie na płatne, to na bezpłatne szkolenie do Zachęty… i co? Panie zaczęły się nią przerzucać między sobą jak piłeczką, jak jedna pozwoliła, to druga zabroniła… A historia dziewczyny z biblioteki, której odmówiła pani zgody na szkolenia w godzinach pracy, bodajże raz w miesiącu na jeden dzień? Wysłanie dwóch osób do V&A, w tym jasnowłosego młodzika, to nie wszystko! I w ogóle, czy to nie RYZYKOWNE?
3. O częstotliwości tego, czego nie ma, nie będziemy dyskutować, bo to ABSURDALNE.
4. Teraz wewnętrzne oceny pracowników. Czy ocenia pani swoją sekretarkę, która może i się uczy, i oczywiście, ma prawo do popełniania błędów, ale jakoś powolutku jej to idzie… Sekretarza? No, a swoich zastępców? Wystawia im pani jakieś oceny? Bo pęknę ze śmiechu.
5. A struktura naszej instytucji… Czy to nie RYZYKOWNE, że została napisana pod nieistniejący już układ osobowy, tak że mamy wakat na stanowisku dyrekcji ds. komunikacji, i że została bezmyślnie skopiowana z pani poprzednika, bez jakiejkowiek własnej refleksji, że może nie należało łączyć ze sobą niektórych działów, bo to ABSURDALNE?
6. O zapoznawaniu nas z całym tym bałaganem nie ma co mówić, sieć załatwia wszystko. Nie trzeba się spotykać z nikim, z nikim rozmawiać, bo przecież dyrekcja nic nie musi, wystarczy wysłać albo zlecić komu trzeba wysłanie informacji i gotowe.
7. I jeszcze, nie wiem, gdzie to umieścić, ale czy urządzanie bali walentynkowych na ryzalicie w trakcie remontu nie jest RYZYKOWNE? Jakiego rodzaju jest to ryzyko? Czy określono dokładnie jego granice? Czy umiemy je zdefiniować?

Ja wiem, że spokój panuje w Warszawie, tylko czy to wszystko nie jest trochę RYZYKOWNE?

KOnfaCELA

07/02/2012

Plan wystaw po raz drugi albo mobbing, co kto woli

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 21:24
Tags: , , , , , , , ,

Czy ktoś zna plan wystaw na rok 2013?
W roku bieżącym zaplanowano dwie wystawy: w maju mają się otworzyć Wywyższeni, a potem (kiedy?) Europa Jagiellonica. A potem? Nie wiadomo. Nie pytam z pustej ciekawości, tylko dlatego, że plan wystaw układa się na kilka lat naprzód.
Dlaczego? Ano dlatego, że niektóre wystawy wymagają kilkuletnich przygotowań, np. badań naukowych. Wiem, że  to brzmi niewiarygodnie, ale muzealnicy prowadzą badania naukowe, a ich wynikiem są właśnie wystawy. Wprawdzie nasza pani dyrektor powiedziała swego czasu, że w Muzeum nie ma żadnych specjalistów i cały zespół jest do wymiany – to nie jest żaden żart, tylko cytat – ale taka jest rzeczywistość.
Oprócz tego wszystkie wystawy zagraniczne wymagają długich pertraktacji, a potem wymiany dokumentów, różnych facility reports, umów wypożyczenia, polis i gwarancji. Wszystko to trwa i nie da rady tego ominąć.
Kolejnym powodem, dla którego plan wystaw należy układać kilka lat naprzód są pieniądze. Trzeba je znaleźć, tzn. postarać się o dotację ministerialną albo inny grant, albo przekonać sponsora, że dana wystawa przyczyni się do wzrostu jego popularności i że przyjdą tłumy (kolejka od palmy).
No więc, czy ktoś zna plan wystaw na rok 2013?…

Teraz na jakże popularny ostatnio temat mobbingu. Nie ulega wątpliwości, że kierowniczka działu wydawniczego była poddawana mobbingowi –  systematycznie odsyłano ją od Annasza do Kajfasza, wydawano sprzeczne polecenia, oskarżano o własne zaniedbania, deprecjonowano i wyzywano od wariatek. Pewnego razu, kiedy dziewczyna domagała się jakichś niezbędnych informacji czy też decyzji, pani dyrektor oznajmiła, że czuje się,  jakby tamta borowała jej w zębach. No cóż. Borowanie zębów jest częścią procesu leczenia i nie robi się tego w celu zdawania bólu. Natomiast – wszelkie działania dyrekcji w stosunku do kierowniczki działu wydawniczego noszą znamiona świadomego zadawania bólu – wygląda na to, jakby dręczenie sprawiało im przyjemność. To wstrętna cecha!

KonFACELA

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.