M jak Muzeum

07/04/2012

Życzenia Wielkanocne

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 19:07
Tags: , , , , , , , , , ,

Marzanna utopiona? Utopiona. Jajeczka poświęcone? Poświęcone… Co do flagi na 1. Maja, to jeszcze mamy chwilę czasu… W końcu mogę w końcu bez przeszkód usiąść przy komputerze i złożyć wszystkim moim czytelnikom najlepsze życzenia z okazji świąt Wielkanocnych. Przy okazji bardzo dziękuję za życzenia naszej pani dyrektor i jeszcze za możliwość wyjścia z pracy w Wielki Piątek o całe dwie godziny wcześniej. Każdy kogo spotkałam wychodząc, kręcił z niedowierzaniem głową. Mówiłam, że tak będzie. Będziemy wdzięczni za każdy ludzki odruch, za każde normalne odezwanie… A poza tym… mówiłam, że nasz świetny scenograf i artysta wróci, w końcu są to niebagatelne pieniądze…  A co do klimatyzacji, to galerii sztuki polskiej z domieszkami nie ma śladu klimatyzatorów ( to są te duże pudła, z których wieje zimne powietrze w upały). A na ryzalicie jest teraz wentylacja, a nie klimatyzacja i to są naprawdę dwie różne sprawy, jak kto ciekawy, wystarczy poczytać w internecie. Czyli na skutek całego tego remontu na ryzalicie zamienił stryjek siekierkę na kijek, a może nawet na najzwyklejszy w świecie badylek…

KONFACeLA

Reklamy

23/03/2012

Badylek na głowę

Od jakiegoś czasu obserwuję ze zdumieniem, jak nasza dyrekcja rwie się do załatwiania różnych spraw, które w ogóle nie powinny jej interesować. Dyrekcja to dyrekcja. Powinna dobrze wyglądać, żeby móc godnie reprezentować Muzeum na zewnątrz, starać się o fundusze, wyznaczać priorytety i w razie potrzeby podejmować trudne decyzje. Zarządzanie polega na tym, żeby osiągnać zamierzone cele, organizując pracę innych ludzi, a nie przez wykonywanie zadań osobiście.
A przy okazji… jeśli już mówimy o wykonywaniu pewnych rzeczy osobiście, to chyba najwyższy czas przestać osobiście farbować sobie włosy. Ten żołty odcień jest fatalny, poza tym nie pasuje do tych wszystkich beżowych żakiecików…
Ale wróćmy do trudnych problemów zarządzania.
Normalny dyrektor nie zajmuje się osobiście całym szeregiem spraw, bo nie ma na to czasu i  ma od tego ludzi.
Normalny dyrektor wie, co i jak trzeba zrobić, a w razie potrzeby może to skontrolować. Gdyby nie wiedział, to by nie mógł niczego skontrolować.
Niestety. Niestety. Nasza dyrekcja znowu usiłuje uregulować coś, co w ogóle nie powinno jej interesować czyli kwerendy. Kwerendy są naszym statutowym obowiązkiem, ponieważ zbiory Muzeum nie należą do nas, tylko do całego naszego narodu. Swego czasu pisałam, że nasz dyrektor ds. naukawych chciałby ograniczyć liczbę kwerend – chodzi o to, żebyśmy nie robili czegoś, co nam wypełnia czas, w którym rzekomo nic nie robimy. Stąd najnowsze zarządzenie dyrekcji, powierzające administrowanie kwerendami działowi inwentarzy. Pomijajac fakt, że w dziale inwentarzy są obecnie trzy osoby, jest to pomysł z gatunku surrealistycznych.
Ale mogę się łatwo domyślić, jak to działa, patrz wyżej… normalny dyrektor wie, co i jak trzeba zrobić, a w razie potrzeby może to skontrolować. No ale jak nie wie, to rozpaczliwie próbuje to ograniczyć. Mogę sobie łatwo wyobrazić te rozmowy między państwem dyrektorostwem, a że nie wiadomo właściwie, ile oni tych kwerend obsługują, a po co to robią, a jak to robią, a że nikt tego nie kontroluje – i że najwyższa pora z tym skończyć. Najlepiej wyznaczyć procent czasu, jaki moglibyśmy poświęcać na kwerendy. I pędzić, pędzić tych wszystkich interesantów, którzy jeszcze usiłują coś u nas obejrzeć… Swego czasu wyliczono nam procent czasu, który możemy poświęcić na obiad i było to 3,125% z ośmiu godzin naszej codziennej pracy. Dodałabym drugie tyle na tę poranną kawę, do której tak nas zachęcała pastereczka, a do tego pół procenta na siusiu… I badylek na drogę.

KoNFACELA

10/03/2012

Silva rerum

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:09
Tags: , , , , , , , , , , ,

Niestety, z chwilą kiedy nasz Tintin został następcą pani od wystających ramiączek, przestałam wiązać z nim jakiekolwiek nadzieje. Na trop, że coś jest nie w porzadku naprowadziła mnie wcześniej  jedna ze sprzataczek, potraktowana jak mebel przez naszego pana dyrektora – czy to ja muszę tłumaczyć, że grzeczność dla stojacych najniżej w tzw. hierarchii jest miarą klasy, której chyba komuś tutaj brakuje?
Dalej, jak mówią, branża PR od jakiegoś czasu ma nowego klienta – a są to instytucje takie jak nasza. Co najdziwniejsze w przeciwieństwie do operatorów telefonii komórkowej, nie mówiąc o producentach dezodorantów, instutucje typu non-profit nie liczą się z pieniędzmi na autopromocję, za to bez wahania dokonują cięć w innych dziedzinach – patrz nasze Muzeum. Żeby to jeszcze przekładało się na jakieś wymierne rezultaty, to byłoby pół biedy. Ale cały ten PR przypomina propagandę sukcesu z okresu wczesnego Gierka… wystarczy się wczytać uważnie w przemówienie pani dyrektor… A jeśli już jesteśmy przy sławetnym obiedzie… prezydent, nasz minister et consortes, czyli urzędnicy… i kto jeszcze? Gdzie ci wielcy biznesmeni, gotowi nas zasypać górą grosza? Gdzie najbogatszy Polak, patrz ranking Forbesa?…

Teraz o nowej formule kuratorium – myślę, że w obecnym składzie nikt już nie będzie protestował przeciwko innowacjom polegającymi na zmianie czasu i miejsca – to niby drobiazg, ale znaczący. No więc nie sala konferencyjna, tylko gabinet pani dyrektor, wtorek zamiast środy, i pora wreszcie skończyć z tym prowadzeniem zebrań przez przewodniczącego KK, co to znaczy, żeby ktoś inny prowadził zebranie, kiedy na sali jest pani dyrektor? To bardzo wygodna formuła: pani dyrektor mówi, wszyscy słuchają, a po kwadrandsie rozchodzą się do swoich zadań. Koniec z głupimi dyskusjami. Nie ma żadnego spiskowania, żadnych głupich listów, dosyć tego rozrabiania!

No a manifa? Ciekawość mnie zżera, czy nasze panie wybiorą się znowu na manifę? A może będą się wstydziły? Za czym będą demonstrowały? Za podwyższeniem wieku emerytalnego dla kobiet? To dopiero byłoby paradne! Pani dyrektor, która latem ubiegłego roku zwolniła z pracy szereg swoich koleżanek w wieku emerytalnym – sama będąc w wieku emerytalnym – podobno ręka jej zadrżała – ale jak mówią złośliwi, to ze starości… Nota bene przykład naszej dyrekcji wskazuje dobitnie, że przynajmniej niektóre kobiety zdecydowanie nie powinny pracować po ukończeniu pewnego wieku…

I na koniec króciutko o proporcjach… Zawsze mnie bawiła ta garstka buntowników… Za Piotrowskiego było tak samo. Garstka, ułamek, margines. Wszyscy kochają panią dyrektor, tylko ta nieszczęsna garstka… Pamiętam jak to było, jak się zaczynały strajki w stoczni w 1980 roku. Nie było strajków, tylko przestoje w pracy. Demonstrujący robotnicy to był element antysocjalistyczny, nie mówiąc o tym, że była ich garstka…

kONFACELA

06/03/2012

Fundraising gala diner bis

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 02:26
Tags: , , , , , , , , , , ,

Zbliża się wiosna. Przyroda budzi się ze snu zimowego do nowego życia. Muzeum  też budzi się do nowego życia po niespełna ośmiu miesiącach… Tym którzy jeszcze wątpią, polecam wyprawę na drugą stronę szlakiem wycyklinowanych parkietów. Kiedyś podejrzewałam, że to zapach farby olejnej jest tym, co nas podnieca, ale to chyba jest jednak cykliniarka… do tego stopnia, że podłogi na ryzalicie zeszlifowano przed postawieniem ekranów, co oznacza, że trzeba będzie to powtórzyć po zakończeniu robót. Nie trzeba remontować trzech mieszkań, żeby wiedzieć, że nie ma takiej podłogi, którą można cyklinować w nieskończoność. Tymczasem w hallu głównym robotnicy uwijają się jak mróweczki, to gładząc, to szlifując, to szpachlując. Wesoły stuk młotków i warkot wiertarek nie pozwalają zapomnieć, że tutaj się pracuje!
Moi drodzy… we środę na galerii malarstwa polskiego z przymieszkami odbędzie się dawno zapowiadany fundraising gala diner! Niestety, cała ta sytuacja przypomina dowcip o radiu Erewań. No więc diner w Muzeum, tylko na ścianach nie ma obrazów. Rozumiem obiad w towarzystwie braci Gierymskich. Matejki. Wyspiańskiego. Ale w otoczeniu pustych ścian? Jaki to ma sens? Obiad w otoczeniu pustych ścian można zjesć wszędzie. Dalej. Fundraising gala diner bez jakiejkolwiek zbiórki, tacy, skarbonki, bez zaplanowanej aukcji dobroczynnej, co to za cukier bez cukru, fundraising bez fundraisingu? I w ogóle, kto zapłaci za tan cały diner, bo chyba nie podatnik?… Teraz gala, o la, la! Proszę mi wybaczyć, madames et monsieurs, ale nam niepotrzebny jest prezydent, bo ten odeśle nas do ministra kultury… tylko sponsorzy. Bogaci kolekcjerzy, biznesmeni z pretensjami do kultury i sztuki, ewentualnie politycy.
Teraz sprawy techniczne: co z tym całym bałaganem w hallu głównym? Co z Bitwą, którą trzeba w końcu nawinąć na wałek (i zakopać mozliwie głęboko). Co z tymi ślicznymi mebelkami po księgarni na podeście? I w ogóle kto to wymyślił?!!

KONFAcELA

29/02/2012

Poczta Konfaceli

Moi drodzy, bardzo Wam dziękuję za komentarze. I za troskę, ale jak to już zostało napisane – ten blog nie znajduje się na serwerze GW, której jakoby nie było wszystko jedno, tylko na zagranicznym serwerze. Co mnie cieszy.
Co do Upiora… Chciałabym przypomnieć, że swego czasu całe ministerstwo (kultury), na czele z ówczesnymi władzami naszego departamentu, zaczytywało się Upiorem. I jak to bardzo źle, och jak bardzo źle, świadczy o naszym ministerstwie, że najpierw odrzuciło to wszystko, co proponował Piotrowski, a potem, kiedy to samo zaproponowała nasza obecna dyrekcja, zaakceptowało wszystkie te bzudy bez mrugnięcia okiem! Jak wszyscy pamiętamy, nasze ministerstwo było ostatnio gorącym rzecznikiem obrony praw autorskich… Na miejscu Piotrowskiego złożyłabym zażalenie, a już na pewno napisała suplement do Muzeum krytycznego
Czy ten blog, Mjakmuzeum, to jedyna forma oporu w Muzeum? Tak, na razie chyba tak. Staruszeczko, pozwól mi się zastanowić, możesz być pewna, że się odezwę. Muszę pomyśleć.
Idźmy dalej. Tak, mnie też irytują wszystkie te bezczelne kłamstwa w żywe oczy, cała ta śmieszna propaganda sukcesu jak za Gierka, mamy nowe domy, nowe huty, mamy pięćset kilometrów wybrzeża, przetrag na gwoździe do gwoździarek odbędzie się we czwartek, pomalowaliśmy już dwie ściany, a pomalujemy jeszcze cztery, pani X dostała wymówienie, wynienimy szare na złote, po dyskusji na temat koloru klamek w nowych drzwiach zdecydowaliśmy się na drzwi bez klamek, PIPa nie stwierdziła żadnych uchybień, ministerstwo nas kocha, prezydent nas kocha…
Co do naszych związków… To znaczy związków zawodowych, a konkretnie Solidarności… za dużo w tym składzie różnych niezdrowych relacji z panią dyrektor, wszystkich tych pokłonów i czułych szeptów na uszko, przesadnej układności i służbistości, niepotrzebnych forów, a że pani dyrektor może, ale nie musi, ale gdyby zechciała… Obejrzałam sobie własnie nowy skład władz konkurencyjnych związków… czy tam w ogóle coś się zmieniło? Swego czasu jedna idiotyczna skarga ówczesnego i obecnego przewodniczacego zablokowała na półtora roku radę pracowników, ciekawe czy faceta gryzie sumienie? A jeśli go nie gryzie, to dlaczego? Ciekawie byłoby wiedzieć.

KonFACELA

26/02/2012

Kto się boi Upiora?

Jestem wstrząśnięta (ale niemieszana). To jakiś absurd. Jeśli Gazeta Wyborcza twierdzi, że nie jest jej wszystko jedno, to dlaczego zamyka blog Upiora, którzy przestał pisać przeszło półtora roku temu, niejako oddając pole nowej dyrekcji? Upiór zachował się fair i przestał pisać na jesieni 2010. Zaglądałam do niego od czasu do czasu, podobnie jak wiele innych osób, głównie ku pokrzepieniu serc. I nagle – nie ma Upiora. I kto to sprawił, GW, która twierdzi, jakoby nie było jej wszystko jedno?! GW, relacjonujaca różnego rodzaju obywatelskie batalie o sprawiedliwość? Popierająca zasady demokracji deliberatywnej? Szermująca lewicowymi hasłami, z całym tym ich zadęciem, że my tutaj ruszamy z posad bryłę świata?
Co do naszej dyrekcji, to nie spodziewam się po niej niczego szczególnego. Raczej odczuwam coś na kształt obrzydzenia.  Rozumiem,  na jakiej zasadzie to działa. Trzeba odebrać ludziom pamięć minionych zwycięstw. Co to znaczy, żeby motłoch rozrabiał.
Ale po GW nie spodziewałam się takiego… upadku.
Teraz życzenia:
Duchu drogi, nigdy Ci nie zapomnę zdjęć naszych pań-hipokrytek na manifie. Wszyscy turlaliśmy się ze śmiechu…
I Ty, Upiorze kochany, jeśli czytasz te słowa, wiedz, że zawdzięczamy Ci poczucie godności w trudnych chwilach. A także świadomość, że coś możemy, że mamy jakieś prawa. I że władza powinna z nami współpracować, bo taki jest jej obowiązek. I że to nie my jesteśmy motłochem, ani hołotą…

KoNFACELA

25/02/2012

Inwentarz nasz powszedni

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:53
Tags: , , , , , , , , ,

Co do zdobniczej, to ja tam ich tak bardzo nie żałuję, uwolnić się od nieznośnych sąsiadów – bezcenne. Co do promocji, to pamiętajmy, że nowy pan uwolnił nas od dotychczasowej pani od fundraisingu, która wymogła na Piotrowskim horrendalną pensję i nic poza tym. Co do nowego pana, to lepiej go nie poganiać, bo straci oddech…

Co do działu inwentarzy, to mam wrażenie, jakby jakaś bomba strzeliła i rozwaliła wszystko. Ja rozumiem, że u nas w Zachęcie nie było problemów własnościowych, żadnych procesów sądowych z kościołem, ani arystokracją, żadnego mienia podworskiego ani depozytów milicyjnych itp. Niestety u nas w Muzeum wszystkie te problemy są i nie da się ich zamieść pod dywan. Muzeum Narodowe to takie dziwne miejsce, gdzie pracują ludzie nie do zastąpienia. Tak, ja wiem, że panie to irytuje. I że one nam właśnie pokażą, że każdego da się zastąpić. Byle kim, od jutra. Ja bym dodała, że  szczególnie łatwo jest zastąpić dyrektora…  Nie mogę się pogodzić z tym, co się dzieje z ludźmi w inwentarzach.  Móc polegać na ich wiedzy i doświadczeniu – bezcenne…

Co do mony…  jak mówią, nasz dyrektor naukawy nie jest zadowolony z mony! I że chciałby ją zamienić na inny program. Być może ma kolegę, który powiedział mu: to nic trudnego, wszystko się przeniesie i będzie git. Albo jakoś podobnie. Włos jeży się na głowie!
Ale mogę się domyślać, skąd ten pomysł. Podejrzewam, że nasza naukawa dyrekcja nie radzi sobie ze zbiorami, które z natury rzeczy są fizyczne. Trójwymiarowe. Mają swój ciężar, nie mówiąc o tym, że łatwo je uszkodzić. Żeby zobaczyć konkretny obraz trzeba iść na drugą stronę Muzeum, spowodować otwarcie magazynu (a oni tam, szczególnie na ryzalicie, mają niewielki personel), dojść do siatki, a potem spróbować coś zobaczyć. A w internecie są gotowe obrazki! Bo u nas w monie – to nie zawsze, jak w jednej z tych dobroczynnych reklam…
Wyjaśniam, chociaż nie jestem informatykiem. Przenoszenie danych z jednej bazy danych do drugiej wiąże się z ryzykiem ich utraty. To trochę tak jak przesypywanie mąki na faworki z torebki do szklanki. Zawsze się trochę rozsypie. To raz. A dwa, zmiana systemu nie spowoduje automatycznie dodania nowych danych, np. zdjęć, bo i skąd. To tego trzeba człowieka, a poza tym zdjęcia kosztują. Nie wystarczy zamienić starej stolnicy  na nową. Mąki od tego nie przybędzie. Trzeba włożyć buty, wziąć parasol i iść do sklepu…

KonfacelA

19/02/2012

Folwark zwierzęcy

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 22:54
Tags: , , , , , , , , ,

Przez krótką chwilę miałam nadzieję, że nasz premier dokona rekonstrukcji rządu. Ale chyba nic z tego, a szkoda. Piszę o tym, ponieważ odbieram postawę naszego ministra jako przejaw arogancji władzy, nieliczącej się z obywatelami. Powiem więcej, jesteśmy instytucją utrzymywaną z podatków. To nie jest prywatny folwark. Każdy obywatel w tym kraju ma prawo zapytać, na co wydawane są pieniądze w takiej instytucji jak nasza. Zajrzyjcie sobie na muzealną stronę BIP. Ostatnie sprawozdanie finansowe pochodzi z 31 grudnia 2009 roku. Dlaczego nasze panie tak długo przewlekają sprawę powołania nowej rady pracowników? Oprócz niechęci do spotykania się z kimkolwiek, kto mógłby zadawać niewygodne pytania,  jak same przyznają, obawiają się, że wgląd w dokumenty finansowe mogłyby mieć osoby, które nie znają się na finansach! Rzeczywiście obawiam się, że nikt z nas zna się na kreatywnej księgowości, ale cztery działania mamy opanowane. Potrafimy czytać ze zrozumieniem i wyciągać wnioski. Podobnie jak tzw. przeciętny obywatel i płatnik podatków mamy prawo wiedzieć, np. skąd wzięto pieniądze na wszystkie te dywany na drugim piętrze (i dlaczego wnuczka ociemniałego Wita Stwosza prowadzi go do damskiej toalety?) i  co z fundraising gala diner na ryzalicie,  to był taki świetny pomysł! Czy inne nasze pomysły na zdobycie pieniędzy, wszystkie te dopinane i rozpinane plany i projekty prowadzone przez dział promocji, podzielą los fundraising gala diner? Jakie oszczędności przyniosła tzw. restrukturyzacja w zeszłym roku? Wiemy komu posłużyła i do czego, ale mnie interesują pieniądze (mimo że nie znam się na finansach). Prywatny właściciel może sobie pozwalać na fanaberie, bo firma jest jego własnością. Dyrektor instytucji utrzymywanej z publicznych pieniędzy nie może niszczyć czegoś, na co wszyscy pracowaliśmy latami, bo Muzeum nie jest jego własnością. To nie jest prywatny folwark dyrekcji, a tym bardziej folwark zwierzęcy.

kONFACELA

15/02/2012

Nasze nowa rzeczywistość

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 20:59
Tags: , , , , , , , ,

Spróbujmy zdefiniować, na czym polega nasz problem. Nasze panie konsekwentnie stosują zasadę divide et impera – i naprawdę dobrze im to wychodzi. Przede wszystkim starają się obsadzić wszystkie kluczowe stanowiska swoimi ludźmi, niezależnie od ich kwalifikacji. Ci ludzie mają trzymać podwładnych w ryzach, a poza tym mają za zadanie informować kogo trzeba, co się dzieje. Obsadzanie odbywa się  metodą desantu, jak w przypadku sztuki nowoczesnej (nowy dyrektor-kurator z zewnątrz) albo metodą Vichy czyli poprzez wyszukiwanie kolaborantów (pozostali). Co ostatni lepiej znają teren czyli zbiory, poza tym przeważnie dyszą chęcią odwetu. Za swoje nieudane życie, za swoje krzywdy, prawdziwe i urojone, których doznali w Muzeum. A kim lepiej można pokierować, jak osobą chcącą wziąć na kimś rewanż?
Wbrew pozorom kolaboranci nie są tak do końca bezpieczni, bo w układzie z dyrekcją nie ma mowy o zaufaniu, ani nawet nie jest to układ handlowy, na zasadzie, ty mnie, a ja tobie. Ta historia przypomina raczej Heliogabala, jednego z bardziej szalonych rzymskich cesarzy, który zwykł piec ludzi żywcem w metalowej figurze byka (podobno ich krzyki przypominały ryk prawdziwego byka). Można by przypuszczać, że cesarz obdarzył hojnie wynalazcę urządzenia, które dostarczyło mu rozrywki, ale nie – wynalazca został upieczony jako pierwszy… Nasi wynalazcy-kolaboranci zostaną upieczeni przy pierwszych wątpliwościach, nawet jeśli jeszcze tego nie wiedzą… Ale dla nas jest to, póki co, mała pociecha…
Naczelnym zadaniem wynalazców czy też kolaborantów jest pacyfikacja, czyli przekonywanie opornych kolegów (to jest cytat, zgadnijcie który z naszych nowych kuratorów powiedział te słowa?), a także donoszenie. To bardzo ważna część naszego nowego życia, do której większość z nas nie może się przyzwyczaić, ale pewnie to tylko kwestia czasu.
Poza tym bardzo ważnym elementem naszej nowej rzeczywistości jest nieprzewidywalność. Brak jasnych zasad, także moralnych. To znaczy, że nikt nie wie, czy dostanie ciastko (pączka, jutro Tłusty Czwartek), czy dostanie po grzbiecie. To znaczy, czy dostanie naganę, czy nagrodę. No i nie wiadomo, za co właściwie dostaje się nagany, a za co nagrody. W naszym poprzednim życiu dyrekcja nie potrzebowała stosować nagan – bo to była inna dyrekcja. Tak nawiasem mówiąc, tylko ludzie mali i słabi potrzebują takich środków do kierowania ludźmi…

KONFAcELA

12/02/2012

O ryzyku

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 19:15
Tags: , , , , , , , , ,

Przez ostatnie kilka dni większość tzw. samodzielnych pracowników naszego Muzeum męczyła się nad tabelkami wprowadzonymi tytułem „regulaminu kontroli zarządczej i modelu zarządzania ryzykiem”. Zarządzenie w tej sprawie wydano w listopadzie ubiegłego roku, ale dopiero teraz przyszło nam się borykać z czyimś paraliżem umysłowym. Jak zawsze w takich przypadkach dzielnie wspomagał nas jasnowłosy chłopiec, który – nie wiadomo właściwie jaką rolę pełni w naszej szacownej instytycji i czyim jest sekretarzam. Moje wątpliwości w tej kwestii są jak najbardziej uzasadnione, skoro pierwsze pytanie, skierowane do kierowników działów brzmi, pozwólcie, że zadam je własnymi słowami, bo tak będzie prościej:
1. Czy kwalifikacje, poziom wiedzy i umiejętności oraz doświadczenie pracowników w Pani/Pana komórce odpowiadają założeniom i wytycznym? No to proszę mi uprzejmie powiedzieć, jak to możliwe, żeby kuratorem (dzialu Numizmatyki) został asystent? (kwalifikacje). Jak to możliwe, żeby kuratorem (działu sztuki Nowoczesnej) został archeolog śródziemnomorski? (kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie). Jak to możliwe, żeby kuratorem Królikarni została artystka? A nie historyk sztuki, osobliwie rzeźby? (kwalifikacje, umiejętności i doświadczenie). W pani komórce, pani dyrektor, wyraźnie coś szwankuje. To RYZYKOWNE.
2. No a szkolenia? Jakie szkolenia proponuje pani swoim podwładnym? Taka kierowniczka działu wydawniczego miała i chciała pójść, jak nie na płatne, to na bezpłatne szkolenie do Zachęty… i co? Panie zaczęły się nią przerzucać między sobą jak piłeczką, jak jedna pozwoliła, to druga zabroniła… A historia dziewczyny z biblioteki, której odmówiła pani zgody na szkolenia w godzinach pracy, bodajże raz w miesiącu na jeden dzień? Wysłanie dwóch osób do V&A, w tym jasnowłosego młodzika, to nie wszystko! I w ogóle, czy to nie RYZYKOWNE?
3. O częstotliwości tego, czego nie ma, nie będziemy dyskutować, bo to ABSURDALNE.
4. Teraz wewnętrzne oceny pracowników. Czy ocenia pani swoją sekretarkę, która może i się uczy, i oczywiście, ma prawo do popełniania błędów, ale jakoś powolutku jej to idzie… Sekretarza? No, a swoich zastępców? Wystawia im pani jakieś oceny? Bo pęknę ze śmiechu.
5. A struktura naszej instytucji… Czy to nie RYZYKOWNE, że została napisana pod nieistniejący już układ osobowy, tak że mamy wakat na stanowisku dyrekcji ds. komunikacji, i że została bezmyślnie skopiowana z pani poprzednika, bez jakiejkowiek własnej refleksji, że może nie należało łączyć ze sobą niektórych działów, bo to ABSURDALNE?
6. O zapoznawaniu nas z całym tym bałaganem nie ma co mówić, sieć załatwia wszystko. Nie trzeba się spotykać z nikim, z nikim rozmawiać, bo przecież dyrekcja nic nie musi, wystarczy wysłać albo zlecić komu trzeba wysłanie informacji i gotowe.
7. I jeszcze, nie wiem, gdzie to umieścić, ale czy urządzanie bali walentynkowych na ryzalicie w trakcie remontu nie jest RYZYKOWNE? Jakiego rodzaju jest to ryzyko? Czy określono dokładnie jego granice? Czy umiemy je zdefiniować?

Ja wiem, że spokój panuje w Warszawie, tylko czy to wszystko nie jest trochę RYZYKOWNE?

KOnfaCELA

Następna strona »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.