M jak Muzeum

03/01/2013

Schulz czyli kot w worku

Wydawało się, że osoba naszej dyrekcji naczelnej gwarantuje jakieś minimum profesjonalizmu, że istnieje jakaś osoba, do której w razie czego można się odwołać. W końcu nasza dobra pani pracowała w tym muzeum przez dobrych kilka lat i miała do czynienia z rynkiem sztuki. Że w tym muzeum jest źle i głupio, ale jak już będzie całkiem źle i głupio, zawsze będzie można się do kogoś odwołać. Tymczasem ostatnie wydarzenia, opisane przez wysokonakładowe dzienniki, świadczą o tym, że nasze muzeum upada coraz niżej.
Czego to się człowiek dowiaduje czytając gazety i pogryzając świąteczny makowiec, ano że Muzeum Narodowe w Warszawie kupiło na aukcji rysunek Bruno Schulza. Dodajmy parę szczegółów, aukcja odbyła się w Nowym Jorku, tuż przed świętami, a pieniądze dał nasz nieoceniony organizator czyli MKiDN.
Nie jest to jedyny zakup dokonany ostatnio przez internet przez nasze muzeum. Oprócz rysunku Schulza muzeum kupiło trzy rysunki Aleksandra Orłowskiego. Tym razem w Londynie. Źródło pieniędzy jak wyżej.  Dodajmy jeszcze, że w obu przypadkach mamy do czynienia z renomowanymi domami aukcyjnymi.
… Swego czasu przez muzeum przetoczyła się absurdalna dyskusja na temat robienia ekspertyz. Absurdalna, bo w Polsce jedynym źródłem materiału porównawczego przy wykonywaniu ekspertyz są właśnie muzea. Nie zmienia to faktu, że osoba wykonująca ekspertyzę musi zobaczyć obraz na własne oczy.  Nie można stwierdzić autentyczności obrazu na podstawie zdjęcia. Czuję się zażenowana, że muszę o tym pisać, ale chyba nie da rady inaczej. Powtórzę: osoba wykonująca ekspertyzę musi zobaczyć obraz czy w tym przypadku rysunek na własne oczy. Nie robimy ekspertyz ze zdjęć w internecie.
Kto, na Boga, stwierdził, że to jest rysunek Orłowskiego czy też Schulza? Czy ktoś z działu rysunku polskiego jeździł do Londynu? Czy ktoś z działu grafiki współczesnej jeździł do Nowego Jorku? A może sam dyrektor naukawy jeździł do Nowego Jorku oglądać Schulza, zanim go wylicytował? Biedak, musiał stawić czoła „twardym aukcyjnym graczom – co gorsza – w którymś momencie musiał się wycofać z licytacji, bo ceny robiły się zawrotne, a on jako urzędnik państwowy musiał bardzo racjonalnie i odpowiedzialnie obracać publicznymi pieniędzmi” (cytuję za „Rzeczpospolitą”). Ach, ach, jakie to podniecające, te aukcje w internecie! Prawie tak samo jak trotyl na wraku tupolewa.
W Wyborczej napisano, że w styczniu rysunek Schulza trafi do muzeum i zostany poddany ocenie konserwatorskiej, cokolwiek to oznacza. A co będzie jak się okaże, że to falsyfikat? Albo gorzej: falsyfikat w złym stanie. Albo jeszcze gorzej: falsyfikat w złym stanie z wadą prawną. Nudzi mnie pisanie takich oczywistości, ale Amerykanie nie są specjalistami od polskiej sztuki, w tym od Schulza. Nie należy kupować jabłek w Grecji, bo się specjalizują w pomarańczach. Jabłka i Schulza, tudzież Orłowskiego należy kupować w Polsce, opierając się na polskich specjalistach. Inaczej jest to kupowanie kota w worku za publiczne pieniądze.

KonFACELa

Reklamy

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.