M jak Muzeum

13/09/2013

Carpaccio z salcesonu

Tym razem będzie o BHP czyli Bezprzykładnej Hucpie coponiektórych Pseudofachowców w naszym muzeum. Jak się przejrzy pocztę kierowaną 2all przez dział kadr, to włos się człowiekowi jeży na głowie. Czy wśród pracowników tej instytucji są tacy, którzy nie mają w domu lodówki, a tym samym nie potrafią jej obsługiwać? Co mnie obchodzi, w jaki sposób należy myć i odmarażać lodówkę? W moim zakresie obowiązków nie ma mycia lodówki i nie ma potrzeby instruowania mnie w tej kwestii. Dodam, że pani, która się tym zajmuje, nie jest moją podwładną i nie widzę powodu, żebym miała interesować się jej pracą. Tego rodzaju instrukcje zachęcają do zakupu większej ilości śluzowaciejącego salcesonu i wątrobianki i wypełnieniu nimi naszej lodówki po brzegi. Kim jest osoba, która te bzdury wymyśla?

I dalej na ten sam temat czyli Bezprzykładnej Hucpy.  Jakiś czas temu dotknął nas problem apteczek, stare zostały skazane na banicje, większość działów pospiesznie opróżniała jakąś zapomnianą szufladę, żeby tam przełożyc dotychczasową zawartość, po czym dostalismy metalowe skrzyneczki wyposażone w różne dziwne przedmioty w rodzaju chusty trójkątnej i nożyczek. A jeśli już mówimy o udzielaniu pierwszej pomocy. O ile dobrze pamiętam w 2005 roku dostaliśmy od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy defibrylator, który – podobnie jak w metrze – powinien wisieć na widocznym miejscu. Czy ktoś mógłby mnie poinformować, gdzie on wisi?! W założeniu chodzi o to, żeby defibrylatory znajdowały się we wszystkich miejscach publicznych w rodzaju dworców, szkół, hipermarketów – i muzeów. To oznacza, że pewnego pięknego dnia, ktoś wpadnie do nas z krzykiem niekoniecznie w celu napawania się sztuką, tylko w nadziei spożytkowania znajdujacego się u nas urządzenia ratującego życie np. komuś w cafe Lorentz…

I żeby na koniec zwekslować na trochę inne tory, czyli do cafe Aleje, czy to nie mogła być trochę bardziej normalna knajpa, bez parfait  z łososia, carpaccio z buraków, nie mówiąc o serniku z białej czekolady? W czasach ucisku ludzie produkowali różne ersatze, sama piekłam w stanie wojennym piernik na herbacie lipowej z kandyzowaną marchewką, ale to było co innego. Pomysł produkowania pasztetu z grochu, makowca z grysiku i ciastek z mięsa nie jest nowy, ale czy my naprawdę koniecznie musimy to jeść? I to za takie pieniądze?

KonFacela

Reklamy

05/09/2013

Poczta Konfaceli po wakacjach

Poczta Konfaceli

Drogi Cymbergaju i niemniej droga Fiszbino, bardzo Wam dziękuję za twórcze komentarze do naszej obecnej sytuacji (Bajka!), przy okazji ponawiam apel o podpisywanie się pseudonimami, to nie boli, a wszystkim nam ułatwia czytanie. Jedno muszę skorygować, jak już obie te panie w końcu diabli wezmą, to nie zostaniemy z wyremontowanym budynkiem, tylko z byle jak wyremontowanym budynkiem, to znaczy grzybem tu i ówdzie (vide nowa kawiarnia), ruchomą i podmokłą klepką podłogową (w różnych miejscach), zawodną klimatyzacją, szkodliwą w skutkach wentylacją w postaci straszliwych srebrnych rur pod sufitem (człowiek odwyka od tej ohydy, a potem wraca i jak patrzy na te dywany i kinkiety pożenione z całym tym przemyslowym wdziękiem, to mu się niedobrze robi). Nie mówiąc o tym, że firma HB, która uszczęśliwia nas od dłuższego czasu, wygrywa w cuglach wszystkie możliwe przetargi, nie tylko u nas, ale i w Nieborowie. Jako że pojawiły się głosy, że nasza nowa wentylacja nie działa najlepiej, panowie z HB mogliby teraz zająć się jej poprawianiem, podobnie jak w Nieborowie mogliby odgrzybić wyremontowaną przez siebie Wozownię.

Drogi Anonimie, który twierdzisz, że po wyrzuceniu Piotrowskiego należało  zadbać o godnego nastepcę, nie wiem, kiedy niby mieliśmy to zrobić, myślę, że w momencie, kiedy Piotrowski oświadczył, że rezygnuje, nasz wonga-duet był już zaklepany w ministerstwie. I ża paniuśki zobowiązały się zwolnić tyle i tyle osób, i twardą ręką okiełznać całą tę muzealną hołotę. I że nasza droga M. od dawna się szykowała na wyrówanie rachunków krzywd sprzed ćwierćwiecza. Zawsze była pamiętliwa i mściwa, a wiek niestety pogłębił w niej obie te cechy.

I droga/drogi Niematotamto! Wiara naszej pani dyrektor, że program Adonis pomoże wyłonić „najlepszych” pracowników mnie zdumiewa. Myslę, że ktoś jej to wmówił, a ona uwierzyła. Myślę, że był to nasz Audytor, który podobnie jak firma HB złapał Pana Boga za nogi.

A jeśli już mówimy o „najlepszych pracownikach”. Nie wątpię, że przy najbliższych podwyżkach zostaną nalezycie uhonorowani, kosztem innych. W końcu nasze związki jak zwykle zgodziły się z panią dyrektor w całej rozciągłości, żadnych sporów, żadnych protestów, tylko cicho, bo pani dyrektor się zdenerwuje, no już, dyrekecja i związki to jedna rodzina, starszy czy młodszy, chłopak czy dziewczyna!

KONfACELA

01/08/2013

Wakacje od muzeum

Wakacje! Urlop! Najwyższa pora zmienić klimat i środowisko. Mam nadzieję, że przez ten czas, kiedy mnie nie będzie, nie wydarzy się nic wstrząsającego, zastanawiam się na przykład, co się dzieje z programem Adonis? Ten bubel i śmieć, za który – jak zawsze – zapłaci podatnik, miał być próbnie wdrażany od lata. Kolejny bubel i wyrzucone pieniądze to nowa klepka na ryzalicie, co ja na to poradzę, ale ona się rusza, nie chcę myśleć, co będzie, jak zacznie padać? Na razie jest sucho, ale w Polsce latem padają deszcze. Znowu coś podcieknie i trzeba będzie kłaść wszystko na nowo. Nie chcę myśleć, ile to będzie kosztowało, ptaszki ćwierkają, że naprawa guzika w windzie (który jest regularnie niszczony przez tajemniczego kontestatora), no więc, że ta naprawa kosztowała tysiąc złotych, nie chce mi się wierzyć, ale z drugiej strony to jak i na co wydajemy pieniądze woła o pomstę do nieba…

I na koniec szczypta autoreklamy: rozbawił mnie tekst na portalu Muzealnictwo.com http://muzealnictwo.com/2013/05/blog-w-muzeum-muzeum-na-blogu, gdzie niniejszy blog występuje jako przykład blogu krytycznego. To krzepiące, że nie jestem sama, ja wiem, że nie powinnam się w ten sposób pocieszać, że nie my jedni tacy biedni, ale autor artykułu naliczył siedem „nieoficjalnych, krytycznych blogów”, patrz niżej. To oznacza, że nasze paniuśki są częścią pewnego zjawiska i że nie jest to jedyny w swoim rodzaju wonga-team, tylko znak czasów. Niezależnie od organizatora (MKiDN, miasto, gmina) mechanizm jest zawsze ten sam: jakieś niewyżyte, zakompleksione COŚ układa się z ministrem/prezydentem/marszałkiem, a potem wije sobie w muzeum gniazdeczko, dobierając  co bardziej zdemoralizowanych współpracowników.  W ramach restrukturyzacji  niszczy się starych pracowników, robi nikomu niepotrzebne, absurdalne remonty  – żeby tylko nie robić wystaw, po czym muzeum zaczyna służyć jako środek autopromocji różnego rodzaju karierowiczów…

M jak muzeum – o MNW – https://mjakmuzeum.wordpress.com/

Warszawa wolna – http://warszawawolna.bloog.pl/?ticaid=6108b6

Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie – http://dziennikmuzealny.wordpress.com/

Krakowskim okiem – http://mishka-muzeodajnia.blogspot.com/

My Virtual Museum – http://myvimu.com/blog/category/ciekawostki-muzealne/

Inne Muzeum – http://innemuzeum.pl/

Wracam za trzy tygodnie, będę zaglądała na blog jak mi się uda dojść do komputera, a na razie Hasta la vista, Baby!, jak mówił Schwarzenegger w którymś ze swoich filmów…

KOnfacelA

18/07/2013

Nieborów czyli wakacje

Filed under: M jak Muzeum — Konfacela @ 22:31

Tym razem będzie wakacyjnie – o naszym oddziale w Nieborowie. Nieborów powoli zarasta, a jest to, przypominam, ogród francuski, przynajmniej w części środkowej, co oznacza, że drzewa i krzewy wymagają strzyżenia we wzorki.  Nieborów jest też w przededniu reformy, która miałaby poprawić jego nędzną kondycję. Podobno po reformie będzie lepiej, ale ptaszki ćwierkają – w Nieborowie jest dużo różnych ptaszków, bo to duży ogród, że po reformie będzie więcej zastępców głównej pani kurator, a mniej ogrodników. I słusznie! Po co nam ogrodnicy, trawa sama uschnie, tym bardziej, że mamy mieć gorące lato. Gorzej z drzewami, nie mówiąc o stawach. Nie zmienia to faktu, że wizja tamtejszej pani kurator jest szalenie… optymistyczna. Tu będzie kawiarnia, a tu restauracja, a tutaj sala konferencyjna (nic nie szkodzi, że budynek został niedawno wyremontowany, czytaj: grzyb zżera ściany). A tam będzie… co? Nie pamiętam, ale proszę, jakie ładne… Ja mam pomysł. A może by tak wyremontować pałac w Nieborowie? Jakaś mała wentylacja pod sufitem? Proponuję puścić rury wzdłuż fasety i ewentualnie je pomalować zgodnie z nazwą pomieszczenia, w takim Żółtym Gabinecie na żółto…

KonfacEla

12/07/2013

Kinder-mleczny-korytarz

Remont forever! Od kiedy otwarto przejście górą na drugą stronę, powrócił problem sufitu. Wszyscy zdążyliśmy przywyknąć do widoku całego tego kłębowiska rur na suficie i nikt teraz nie podnosi głowy, a jeśli już, to ją spuszcza, przez co wzrok jego pada na nasz kwiecisty dywan. Ptaszki ćwierkają, że nie mamy pieniędzy na podwieszany sufit. Od jakiegoś czasu wśród pracowników ścierają się różne koncepcje rozwiązania kryzysu sufitowego:

-Po pierwsze, można powiesić jakąś zwiewną tkaninę, rodzaj woalu, który pełniłby rolę baldachimu. Najlepiej białego, z atłasowymi kokardami. W najgorszym wypadku mogłaby być włóknina, w którą pakujemy obrazy.

-Po drugie wariant ekologiczny  – żeby było nowocześnie i bez ondulacji – jakaś zasłona z plastikowych nakrętek po butelkach PET albo z torebek z supermarketu powiązanych w gustowne supełki.

-Po trzecie wariant militarny – siatka maskująca, z takimi powplatanymi szmatkami koloru khaki, kiedyś to był szczyt mody na dyskotekach.

-Po czwarte model kinderbal – baloniki i serpentyny i lizaki w kształcie serduszka. Śmiej-żelki i kinder-mleczna-kanapka. I napis, z takich błyszczących literek: Happy Birthday albo Witamy Gospodarza Domu, a najlepiej – Witamy Panią Dyrektor, a z drugiej strony Witamy Pana Ministra albo co.

Nasz korytarz, niezależnie od tego jak rozwinie się program jego rewitalizacji, został już dowartościowany. Okazało się, że na naszym korytarzu będą się odbywały lekcje muzealne (sic!) dla dzieci (galerii polskiej nie starcza?). Czyżby pomysł ten był odpowiedzią na moje utyskiwania na zbyt małą ilość galerii otwartych dla zwiedzających?

KONfacela

01/07/2013

Hiperwentylacja

Rzeczywiście, w poprzednim poście nie napisałam o remoncie. Że te pozamykane galerie są w trakcie remontu. Bo remont trwa w  najlepsze, chociaż go nie widać. Zresztą dyrekcja troskliwie chroni nas od tych nieprzyzwoitych widoków i chwała jej za to. Jedyny problem polega na tym, że nasza nowa wentylacja powoduje, że w miejscach, gdzie do tej pory temperatura była w miarę ustabilizowana, teraz wystarczy deszcz, padający przez kilka dni, albo upał – żeby takie same warunki były w środku. Bowiem wentylacja polega na cyrkulacji powietrza między wnętrzem a zewnętrzem. Tak zwana wentylacja grawitacyjna oparta na różnicy ciśnień wymaga między innymi nieszczelności w budynku, tymczasem nasi specjaliści zafundowali nam  superszczelne okna, które powodują, że mamy od razu – łubu-dubu – niech nam żyje pani dyrektor i prezes naszego klubu – trzydzieści stopni i wilgotność rzędu sześćdziesięciu procent. Nie mówiąc o klimatyzacji na ryzalicie, która ni stąd ni zowąd – zupełnie jak jej młodsza siostra wentylacja – funduje nam takie skoki temperatury i wilgotności, że klepki się wypaczają. A co będzie jak nie klepki, tylko farba na obrazach zacznie się łuszczyć, bo ktoś nie pomyślał? Kto opiniował ten cały system wentylacyjny? Kto się pod tym podpisał? Kto odebrał te wszystkie prace? Czy ktoś pytał o zdanie naszą konserwację? Niby po co, przecież to same głupki, ale jakoś głupio wyszło…

Z miłych wiadomości, nasza koleżanka z działu dokumentacji wróciła do pracy po wygranej sprawie w sądzie. To krzepiące. I ze spraw organizacyjnych. Ten blog pełni rolę forum – bo innego nie ma – i dlatego z zasady nie cenzuruję komentarzy, będę jednak musiała to robić, jeśli będę dostawała komentarze spod jednego adresu podpisane różnymi pseudonimami.

KoNfAcELA

 

 

20/06/2013

Rothko czyli sezon ogórkowy

 

Nasze paniuśki wygrzewają się w Maroku, tymczasem w muzeum – prawdziwy sezon.  Ogórkowy. Kilka dni temu oprowadzałam po muzeum znajomych z zagranicy. Nagle dotarło do mnie, że oprócz galerii polskiej i tego nieszczęsnego Rothki nie ma co oglądać. Dosłownie. Pozamykane są wszystkie pozostałe galerie… Byłabym zapomniała o galerii XX wieku, ale wszyscy zgodnie uznaliśmy, że wystarczy nam przejście wte i wewte i ze nie ma powodu, żebysmy musieli to oglądać po raz kolejny. Na Rothce byliśmy jedynymi zwiedzającymi. To oznaczało, że więcej było kobiet pilnujących niż widzów. Potem na polskiej o mało nie wyzionęlismy ducha z gorąca, a zwracam uwagę, że wtedy jeszcze padało i nie było upału. No, jeszcze poszliśmy na Heemskercka i to był koniec zwiedzania. Uprzejmie przypominam, że obecnie normalny bilet wstępu kosztuje obecnie 15 zł na wystawy stałe, a na czasowe 20 zł. Mam niemiłe wrażenie, że galeria polska+Rothko+Heemskerck to trochę mało za tę cenę.

I jeszcze jedna mała obserwacja, od dłuższego czasu mam wrażenie, że całe to dyrekcyjne towarzystwo prowadzi ze sobą zabawę w komórki do wynajęcia. Do różnych specjalistów od siedmiu boleści w rodzaju naszego naukawego nagle dotarło, że stały etat to stała pensja, nie mówiąc o składkach emerytalnych. Niektórym już się udało zasiąść na krzesełkach – vide nasze chłopaki, co to widać, że Pana Boga za nogi złapały.   A dla trzeciego chłopaka zabrakło krzesełka… i tu zabrakło, i tam zabrakło, dopiero w zacofanym i ociężałym Muzeum Historycznym się znalazło. No cóż…

KoNfAcElA

11/06/2013

Ciągle pada, ciąg dalszy

Wytrwałe poszukiwania winnego zalania na ryzalicie przyniosły rezultaty! Nasza dyrekcja, która wydała ministerialne pieniądze przeznaczone na remont w sposób wołający o pomstę do nieba – czyli ani oszczędny, ani racjonalny – tak długo szukała kozła ofiarnego, aż znalazła. Teraz okazało się, że winnym wypaczenia podłogi jest kierownik laboratorium! Nagle ni stąd, ni zowąd zaczęto mu grozić zwolnieniem w trybie dyscyplinarnym, tak jakby to on zadecydował o wyborze instalacji klimatyzacyjnej – jeśli to ona jest winna, albo miał wpływ na pogodę (ciągle pada, asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby). Przeprowadzono śledztwo, które wykazało, że kierownik laboratorium nie meldował  o wysokich odczytach wilgotności na ryzalicie (przy czym jak się okazało, nie był do tego zobowiązany).  Nadal nie wiadomo, CO spowodowało wypaczenie podłogi, ale na wszelki wypadek postanowiono wyrzucić dyscyplinarnie kierownika laboratorium, jakie to typowe!

Ja się pytam: KTO wybrał tę, a nie inną instalację klimatyzacyjną i czym się kierował? Czy mamy nią jakąś gwarancję? Przypominam uprzejmie, że zadaniem klimatyzacji jest utrzymanie zadanych warunków klimatycznych – ja wiem, że ciągle pada, ale to na tym polega, że klimatyzacja wyrównuje temperaturę i wilgotność do zadanych wartości. Nasza, jak widać, nie spełnia tego zadania, co oznacza, że za pieniądze podatnika, czyli moje i Twoje, mój drogi Czytelniku, kupiono bubel.

Dodajmy na zakończenie, że ostatecznie kierownik laboratorium nie został wyrzucony (dyscyplinarnie!), tylko dostał naganę, u nas to normalne.

Umieram z ciekawosci, kto będzie nastepnym winnym wypaczenia podlogi  i jakie postawią mu zarzuty.

KonFACEla

PS. Dzisiaj nie padało. Ale lato zapowiada się burzowe.

06/06/2013

Ciągle pada czyli pokłosie Remontu

We wtorek – a może już w poniedziałek,  na naszym pięknym ryzalicie niespodziewanie wypaczyła się dębowa podłoga. Wypaczyła, to nie dość wyraźnie powiedziane – na samym środku ekspozycji pojawił się całkiem spory pagórek z odnóżami. Jakieś czterdzieści centymetrów wysokości. Nasza dyrekcja zastępcza próbowała zwalić winę na kobiety pilnujące, które miałyby przecierać tę podłogę mokrymi ścierkami. Ale ta teoria upadła, bo ileż wody trzeba byłoby nalać na tę podłogę, całe wiadra i też nie wiadomo, czy osiągnęłoby się taki rezultat. Na razie, jak to u nas – dyrekcja szuka winnych, zamiast szukać przecieku. Ale nie to jest najważniejsze. Niemal każdy, z kim o tym rozmawiam, śmieje się radośnie albo mówi: dobrze im tak – jakby muzeum nie było naszym wspólnym domem, co?… Tak samo było przed otwarciem galerii polskiej w zeszłym roku, kiedy wszyscy mieli nadzieję, że nasze panie nie zdążą i że coś się nie uda.  To smutne. To obrazuje stosunek szeregowego pracownika do dyrekcji. Ja tam mam teorię, co do tej podłogi. Pamiętam, ile przeszła przy okazji remontu. Najpierw nikomu nie przyszło do głowy, żeby ją zakryć podczas demolowania ryzalitu, a potem cyklinowano ją co najmniej dwukrotnie (pisałam już o dziwnej skłonności dyrekcji zastępczej do cykliniarki). Nie wiem, skąd podciekło. Może z klimatyzacji? Z jakiejś rynny? Od jakiegoś czasu ciągle pada. Faktem jest, że remont był robiony w pośpiechu, z użyciem tandetnych materiałów, bez jakiejkolwiek koordynacji. Teraz będziemy za to płacić.

Rothko się otworzył, i jest to, jak piszą dziennikarze, „najbardziej intymna wystawa roku”. Dla nieoświeconych: intymność oznacza, że nasza wystawa liczy sobie nie mniej ni więcej tylko 17 obrazów. Ciekawe, jaka będzie frekwencja w porównaniu do innych, mniej intymnych wystaw…

KOnFAcELa

04/06/2013

Adonis po raz drugi

Po małej przerwie wracamy do naszego pięknego młodzieńca. Ze spotkania z naszym Wielkim Audytorem zrozumiałam jedno. Że podstawowym kryterium weryfikacyjnym tego programu jest jakoby  kryterium sensowności. Jak to możliwe, że coś tak idiotycznego powołuje się na kryterium sensowności? Toż to czysta antylogia czyli oksymoron! Twórca tego programu nawołuje do unikania nieadekwatnego, hermetycznego języka, podczas gdy sam pisze o „intuicyjnym i zorientowanym na role dostępie do procesów”, nie mówiąc o „różnych grupach użytkowników, otrzymujących dostęp do funkcjonalności”. Najbardziej ucieszył mnie postulat „samodzielnego opracowania własnego procesu od A do Z”.

A skoro już mówimy o dostępie do funkcjonalności, czyli o możliwości śledzenia tego, co robią inni, to mnie to kompletnie nie interesuje! Nie interesuje mnie, co robi mój kolega z sąsiedniego działu, to jest jego sprawa i jego szefa, co mnie do tego?? Podglądanie kogokolwiek, a także ograniczenia i limity (umysłowe naszej dyrekcji) nie interesują mnie. Poza tym, jak już pisałam, ten ograniczony program w najmniejszym stopniu nie zajmuje się pracą merytoryczną, a ja jestem pracownikiem merytorycznym i w przeciwieństwie do naszej ograniczonej umysłowo dyrekcji zajmuję się całym szeregiem spraw, o których zarówno dyrekcja jak i nasz ex-audytor wyraźnie nie mają bladego pojęcia.

Poza tym – to bzdura, to co powiedział nasz audytor na zebraniu, że obsługa programu nie będzie zajmowała mojego cennego czasu, że wystarczy, że potwierdzę, że skończyłam z jakimś procesem. Przecież będę musiała ten proces „przyjąć”, czyli odebrać polecenie służbowe, oszacować, ile czasu mi zajmie jego wykonanie, a potem je zarejestrować i nie daj Boże relacjonować na bieżąco, co zrobiłam. Poza tym, gdybym z przyczyn obiektywnych, musiała nagle zająć się czymś innym, albo wystąpiłyby nieprzewidziane w opisie procesu przeszkody, to też musiałabym to zrelacjonować i uzasadnić. I co wtedy?

KoNfAcEla

Ps.Nie wiem, czy powinniśmy wzorować się w tych sprawach akurat na Grekach, mam wrażenie, ze jesli chodzi o sprawy finansowe, to nie jest to najlepszy przykład!

« Poprzednia stronaNastępna strona »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.